Wobec mniejszości niemieckiej stosujmy zasadę wzajemności. Dalsze utrzymywanie tak rażącej dysproporcji będzie rozzuchwalało Berlin

Fot. Wikimedia Commons/Aotearoa
Fot. Wikimedia Commons/Aotearoa

27 lutego 1940 r. rozporządzeniem niemieckiego rządu zwanym potocznie „dekretem Hermana Göringa” rozwiązano wszystkie organizacje polonijne w Niemczech oraz skonfiskowano ich mienie, jednocześnie odbierając Polakom status mniejszości narodowej. Skutki tych przepisów odczuwamy do dzisiaj, co tworzy rażące dysproporcje między traktowaniem Polaków w Niemczech a Niemców w Polsce.

W sytuacji, gdy władze w Berlinie utrzymują skutki prawne dekretu Göringa, 140-tysięczna mniejszość niemiecka w Polsce cieszy się bardzo wieloma przywilejami, na które składają się m. in. dwujęzyczne tablice nazw ulic i miejscowości, możliwość używania języka niemieckiego w niektórych urzędach, przywileje wyborcze, czy pieniądze podatników przeznaczane na prowadzone przez nią szkoły. W celu udzielenia mieszkającym w Polsce Niemcom odpowiedniej pomocy dla zachowania ich kultury polski podatnik wykłada miliony euro.

Na analogiczne traktowanie nie mogą liczyć Polacy, którzy pozbawieni statusu prawnego mniejszości narodowej nie mają żadnych szczególnych przywilejów. Co więcej, nierzadko padają oni ofiarą szykan ze strony państwa niemieckiego.

Chodzi tu przede wszystkim o aktywność Jugendamtów, które w swojej praktyce działania dyskryminują rodziców pochodzących z Polski. W przypadku rozwodów małżeństw polsko-niemieckich, urzędy te przeważnie dążą do uniemożliwienia polskim rodzicom możliwości widywania dzieci. Jeśli zdeterminowany rodzic uzyska prawo do spotykania się z dzieckiem, surowo zabrania się komunikowania z nim w języku polskim.

Dobrze znane polskiej opinii publicznej są także przypadki odbierania dzieci polskim rodzicom, którzy stracili pracę w Niemczech. By odzyskać dziecko należy Jugendamtowi przedstawić zaświadczenie, że znalazło się pracę w Polsce. Wygląda to tak, jakby jurysdykcja niemieckich urzędów rozciągała się na terytorium naszego państwa.

Podsumowując, rząd w Berlinie nie tylko utrzymuje w obiegu prawnym skutki nazistowskiego dekretu, ale i podejmuje aktywność zmierzającą do germanizacji polskich dzieci. W tym samym czasie rząd w Warszawie gwarantuje mniejszości niemieckiej ustawowo specjalne przywileje. W ten sposób wysyłamy Niemcom sygnał, że niezależnie od tego jak oni będą traktowali polską mniejszość, status mniejszości niemieckiej w Polsce pozostanie niezmieniony.

W 2016 r. odbędzie się we Wrocławiu zjazd europejskich mniejszości narodowych, którego gospodarzem będzie mniejszość niemiecka w Polsce. Stanowi to doskonałą okazję do zakomunikowania Berlinowi, że nie będziemy się dłużej godzić na takie traktowanie Polaków w Niemczech.

Niestety, na chwilę obecną strona polska w tej materii nie jest w stanie nawet sformułować konkretnych oczekiwań wobec niemieckich partnerów. Tymczasem sytuacja w Niemczech doszła do punktu, w którym dalsze utrzymywanie tak rażącej dysproporcji będzie rozzuchwalało Berlin, co może skutkować jeszcze gorszym stanem rzeczy niż obecny. Mniejszość niemiecka w Polsce wyposażona jest w daleko idące przywileje, podczas gdy rząd niemiecki nie jest w stanie nawet cofnąć skutków bezprawnego rozporządzenia Göringa.

Jedyne co nam pozostaje, to odebranie mniejszości niemieckiej tych przywilejów, stosując w tej kwestii zasadę wzajemności. Należy wyraźnie podkreślić, że nikt nie proponuje prześladowania mniejszości niemieckiej czy odbierania jej przedstawicielom praw obywatelskich. Mowa jedynie o zmniejszeniu przywilejów wynikających z ich statusu mniejszości.

Polacy w Niemczech potrzebują oparcia w polskim rządzie. Skoro państwo niemieckie nie chce przywrócić Polakom statusu odebranego im dekretem Göringa, to pieniądze dotąd przeznaczane w polskim budżecie na mniejszość niemiecką powinny zostać przesunięte na rzecz pomocy polskiej społeczności w Niemczech.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...