W Moskwie nieznany sprawca zastrzelił Borysa Niemcowa. Jednego z głównych przywódców demokratycznej opozycji, niegdyś – za czasów Jelcyna – wicepremiera Rosji. Teraz polityka najbardziej chyba znienawidzonego przez Kreml.

CZYTAJ TAKŻE: Borys Niemcow zastrzelony w centrum Moskwy. Jeden z najostrzejszych krytyków Putina zginął w biały dzień, podczas spaceru

Narzuca się przypuszczenie, iż za mordercą stoją putinowskie władze. Albo w sensie bezpośrednim – rozkaz wydano na Kremlu. Albo pośrednim – decyzję podjęto znacznie niżej. Ale przecież na Ukrainie prezydent Kuczma też nie wydał rozkazu zabicia krytycznego wobec jego rządów dziennikarza Gongadze’go. On „tylko” wielokrotnie wzywał podległych sobie „siłowików”, żeby „coś z tym oszczercą zrobili”.

Warto przypomnieć, że w niedzielę w Moskwie ma odbyć się opozycyjna demonstracja. Niemcow miał być jedną z osób, prowadzących marsz. Ale z drugiej strony trzeba też pamiętać, że demokratyczna opozycja ma obecnie, po krymskim „zwycięstwie”, w rosyjskim społeczeństwie wyjątkowo niskie poparcie. Z całą prozachodnią opozycją identyfikuje się co najwyżej kilka procent Rosjan. A Niemcow to z jednej strony aktywny, twardy i odważny działacz, ale z drugiej – postać łatwo identyfikowalna ze „strasznymi latami 90”, z okresem który Rosjanie w swej masie uważają za haniebny, za szczyt upadku politycznego państwa i jego gospodarki. Więc możliwości Niemcowa były jeszcze mniejsze, niż tej mikroopozycji jako całości.

fot. instagram
fot. instagram

Jeśli więc w tych okolicznościach władza zdecydowała się na morderstwo (powtórzmy: jeśli, bo dowodów nie mamy i w ogóle wiemy o sprawie dotąd bardzo niewiele), to znaczy to, iż opanowana jest ona strachem wręcz irracjonalnym. Ten strach jest groźny i oznacza, że w Moskwie zaczął się proces, którego kolejna spirala może łatwo doprowadzić do potężnej eskalacji represji.

Rosja w ostatnich latach ewoluuje ze stanu autorytaryzmu mimo wszystko dość miękkiego, bo tolerującego archipelag niewielkich wysp wolności, do modelu autorytaryzmu twardego. Teraz jako realną trzeba rozpatrywać możliwość, że ów autorytaryzm zacznie zabijać na skalę znacznie większą niż dotąd. I że zaczną się tam masowe represje. Nie aż w skali stalinowskiej rzecz jasna (do tego potrzebny byłby aparat stalinowski, czyli naprawdę potężny i naprawdę zmotywowany – takim na szczęście Putin nie dysponuje), ale znacznie większej niż dotąd. Że w więzieniach znajdą się nie dziesiątki, jak teraz, ni nawet nie setki, tylko tysiące opozycjonistów.

W tym sensie śmierć Niemcowa może w przyszłości być porównywana do zabójstwa Kirowa, które dało początek stalinowskiemu Wielkiemu Terrorowi.