Wobec możnych tego świata Komorowski, Kopacz i Tusk trzęsą portkami. Stać ich tylko na czołganie Orbana. Są jak zomowcy, którzy tak złomotali bandytę, „aż mu kredki wypadły z tornistra”.

Gdy czytam i słucham, jak Ewa Kopacz „przeczołgała”, „dała nauczkę” i „udzieliła ostrej reprymendy” Viktorowi Orbanowi, przypomina mi się dowcip z czasów stanu wojennego. Rozmawia dwóch zomowców po służbie. – Ale dzisiaj naje… solidarnościowemu bandycie – mówi jeden. – Jak to zrobiłeś? – dopytuje kolega. – Dorwałem go na podwórku i spuściłem taki łomot, że aż mu kredki wypadły z tornistra”. Przeczołganie Viktora Orbana to po prostu dziecinada. Cała Unia Europejska czołga Orbana od lat i na wszystkie sposoby. Orbanowi trzeba coś zaproponować, żeby go wyrwać z uścisku Putina. Dziecinadą jest czołganie Orbana, podczas gdy przeczołgać się powinno Angelę Merkel. Francois’a Hollande’a i choćby Donalda Tuska jako przewodniczącego Rady Europejskiej.

Orban jest w jakimś sensie ofiarą bierności takich ludzi jak przewodniczący Tusk i nieuczciwego grania z Putinem takich europejskich przywódców jak kanclerz Merkel i prezydent Hollande. Wobec możnych Ewa Kopacz jest cichutka i pokorna jak trusia. Mogą jej wcisnąć każdy kit i zachęcić do popełnienia każdego głupstwa. Podobnie jest zresztą z prezydentem Bronisławem Komorowskim i „prezydentem Europy” Donaldem Tuskiem. Czołgać to trzeba było Putina po katastrofie smoleńskiej, a nie udawać, że to wielki przyjaciel Polski i szczery demokrata, i na tej podstawie dawać mu się robić totalnie w balona oraz narażać polski interes narodowy, a Polaków na hańbę i poniżenie. Pozwolenie Putinowi na totalną kontrolę terenu katastrofy, wraku oraz praktycznie wszystkich dowodów, a potem na samodzielne sporządzenie raportu Anodiny i prowadzenie tzw. śledztwa upewniło rosyjskiego tyrana w przekonaniu, że może bezkarnie zrobić każde świństwo, dopuścić się każdego kantu, a nawet najcięższych przestępstw.

Oczywiście czołgać Putina powinno się na miarę polskich możliwości, czyli pozyskując zwolenników w UE, ale także takie kraje jak USA, Kanada czy Izrael. Być może wtedy udałoby się poskromić szersze plany Putina, których częścią jest wojna z Ukrainą. To, że mu się po 10 kwietnia 2010 r. upiekło, tylko go rozbestwiło i pokazało, że w Polsce ma mięczaków i naiwniaków u władzy, a Zachodowi wszystko „wisi”. I to wszystko działo się przy ogromnym udziale Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego oraz Ewy Kopacz - jako szefowej pierwszej oficjalnej delegacji rządu RP w Rosji po tragedii. Wtedy nie było nie tylko mowy o przeczołganiu Putina, ale nawet o zwątpieniu w jego dobre intencje. Zarówno p.o. prezydenta, a później głowa państwa, jak i rząd stali przed Putinem na łapkach, czołgając tych w Polsce, którzy to krytykowali. Dlatego obecne pokrzykiwania na Orbana i zastępcze czołganie węgierskiego premiera są po prostu groteskowe i żenujące. Nie możemy uderzyć silnych, to „nawalimy” komuś słabszemu, „aż mu kredki wypadną z tornistra”.

Stanowczym i twardym trzeba było być wobec Angeli Merkel, gdy zakulisowo rugowała traktat lizboński ustalając nieformalną dyktaturę niemiecką w UE, z prezydentem Hollande’m w roli przyzwoitki czy raczej paprotki. A właśnie przez to, że Merkel wyrzuciła traktat lizboński do kosza możliwe są obecne działania wobec Rosji, których Merkel z nikim nie raczy uzgadniać, z „prezydentem” Tuskiem na czele. W efekcie Ukraina jest przedmiotem gry niemiecko-rosyjskich, a czasem francusko-rosyjskich interesów. Nie trzeba być wielkim strategiem, żeby zauważyć, iż niemieckie czy francuskie interesy nie są europejskimi, a tym bardziej polskimi, szczególnie w kontekście tego, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Powinni to wiedzieć Donald Tusk i Radosław Sikorski, gdy składali hołdy Angeli Merkel i namawiali do tego, by faktycznie została cesarzową w niemieckiej Europie. Powinni wiedzieć, że niemieckie elity rządzące nie są takimi idiotami i dyletantami, jak polskie za ich rządów i dla nich liczy się przede wszystkim interes Republiki Federalnej i Niemców.

Teraz mamy głupawą, niczemu niesłużącą pokazówkę z czołganiem Viktora Orbana, natomiast w kwestii bezpieczeństwa Polski wszystko zmierza wyłącznie ku gorszemu. Zmierza ku temu, bo wobec możnych rządzący Polską oraz „prezydent Europy” wyłącznie trzęsą portkami (i spódnicami). Albo opowiadają uspokajające bajki na dobranoc o bezpieczeństwie Polski, jak robi to „wujcio” Bronisław Komorowski. Do Bronisława Komorowskiego, Ewy Kopacz i Donalda Tuska można by zaapelować: pokażcie odwagę i stanowczość wobec silnych, zamiast łomotać tych, którym „kredki wypadają z tornistra”. Inaczej się tylko ośmieszacie.