Francja zaproponowała Polsce sprzedaż systemów antyrakietowych. Jeśli rząd przyjmie tę propozycję to będzie to równoznaczne z działaniem na szkodę kraju.

O propozycji sprzedaży Polsce przez Francuzów zestawów rakietowych SAMP/T napisał dziś „Dziennik Gazeta prawna”. Francuzom tak się śpieszy, że zadeklarowali ich transport nad Wisłę już po kilku dniach od zawarcia kontraktu.

Gdyby polski rząd miał cojones, to zapytałby Francuzów, czy ich broń, którą chcą nam sprzedać, będzie skuteczna np. w starciu z systemami rakietowymi wystrzeliwanymi z Mistrali. Nie chodzi rzecz jasna o zapytanie techniczne, bo „tarcza antyrakietowa” nie służy do obrony przed okrętem desantowym. Chodzi o symbol polityki francuskiej…

Paryż od zawsze prowadził politykę kolaboracji z Moskwą. Dobrze to widać po wypowiedziach francuskich polityków w kontekście agresji Rosji na Ukrainę i samej polityce.

CZYTAJ WIĘCEJ: Przy francuskim publicyście z „Le Figaro” nawet Adam Michnik może być antyputinowskim „jastrzębiem”

Całe spektrum polityczne Francji optuje za ścisłą współpracą z Moskwą. Na każdym polu. Jest za tym prawicowy Sarkozy, który podpisał umowę na sprzedaż Mistrali, jest za tym ultraprawicowy Front Narodowy, który nawet pieniądze bierze z Rosji na własną działalność i jest za tym komunista Hollande, który Mistrale bardzo chętnie by już przekazał, ale najpierw chce Polsce upchnąć jakieś uzbrojenie, w tym systemy antyrakietowe. No i pewnie ma do czynienia (tak twierdzi Sarkozy) z naciskami USA i innych członków NATO, bo zbrojenie Moskwy to zagrożenie dla wielu państw Sojuszu.

W kontekście dzisiejszej sytuacji na Ukrainie nie powinniśmy mieć wątpliwości, że Francja natychmiast odwróci się od nas, jeśli tylko znajdziemy się w takich kłopotach, jak dziś Ukraińcy. Odwróci się w sposób bolesny, ale bardzo prosty: dezaktywuje kody startowe systemu antyrakietowego kupionego za bardzo duże pieniądze. Zrobi to na prośbę Rosji.

Gdy latem 2008 r. Rosja zaatakowała Gruzję, jej systemy przeciwlotnicze nagle „ogłuchły” i „oślepły”. Szybko okazało się, że zostały one dezaktywowane przez Izrael, który kilka lat wcześniej sprzedał je Gruzji. Stało się tak dlatego, że Rosja obiecała Tel Awiwowi dezaktywację systemów rakietowych sprzedanych Iranowi.

CZYTAJ WIĘCEJ: Kody do izraelskich dronów w rękach Rosjan? Jest wytłumaczenie dla zaskakującego listu gen. Skrzypczaka?

Dziś już nie ma zaawansowanej broni, której kraj producencki nie mógłby zdalnie unieczynnić za pomocą specjalnie zainstalowanych modułów. I Dlatego tak ważne jest „prześwietlenie” polityczne partnera handlowego, od którego planujemy zakup uzbrojenia. Nawet jeśli ten potencjalny partner jest w jednym bloku wojskowym. Wiemy już czego można się spodziewać w przypadku Izraela, który ratując własną skórę wejdzie w każdy deal z diabłem, czyli w interesującym nas przypadku - z Rosją. Francja zrobi to samo, ale ona to uczyni dla własnej przyjemności. Ale my dowiemy się, że chodzi jej o „deeskalację” i „pokój”.