Prof. Marciniak: „Merkel chce rozwiązać kwadraturę koła. Chce uzyskać gwarancje od Rosji, choć wie, że nie są nic warte”. NASZ WYWIAD

Czytaj więcej Subskrybuj 50% taniej
Sprawdź
Fot. PAP/epa
Fot. PAP/epa

Amerykanie stosują metodę podwyższania kosztów ukraińskiej operacji. Według zasady: za wszystko trzeba płacić. A nikt nie wie ile kosztuje Krym i Donbas, więc niech Moskwa płaci. To jest taktyka wciągania w długotrwały konflikt. Czyli sankcje, blokady handlowe. Niemcy chcą tego uniknąć. I jest to nie tyle postawa pro-rosyjska co anty-amerykańska - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl politolog i sowietolog prof. Włodzimierz Marciniak.

wPolityce.pl: Jutro w Mińsku odbędzie się szczyt z udziałem przywódców Rosji, Ukrainy, Niemiec i Francji. Czy w końcu dojdzie do porozumienia w sprawie sytuacji na Ukrainie?

Prof. Włodzimierz Marciniak: Konsultacje w Waszyngtonie będą kluczowe dla przyszłości projektu Merkel-Hollande. Już na konferencji w Monachium stało się jasne, że Stany Zjednoczone nie zamierzają działać w ramach projektu proponowanego przez Angelę Merkel i Françoisa Hollande’a. Wprawdzie prezydent USA Barack Obama podkreślał na wspólnej konferencji prasowej z szefową niemieckiego rządu, że obecny kryzys tylko wzmocnił więzi między Berlinem a Waszyngtonem. Ale to tylko słowa, bowiem mówi się już otwarcie o sporze między USA a Niemcami ws. Ukrainy. Z jednej strony „droga amerykańska”, z drugiej „droga niemiecka”. Amerykanie nie wykluczają dostaw broni Ukraińcom, Berlin nie chce o tym słyszeć. Zasadniczą wadą drogi niemieckiej, pod którą podpięła się Francja, jest to, że nie wiadomo jak ją wprowadzić w życie.

Merkel i Hollande będą namawiali jutro Ukrainę i dywersantów do zawieszenia broni i utworzenia pasa zdemilitaryzowanego wzdłuż dzisiejszej linii frontu w Donbasie, do wycofania ciężkiej broni i wymiany jeńców. Na wschodzie Ukrainy miałyby powstać „rejony o silnej autonomii”. Czyli zaproponują zamrożenie konfliktu, co jest bardziej korzystne dla Moskwy niż Kijowa…

Tak, tylko, że to nic nowego. Pierwsze porozumienie z Mińska, którego Rosjanie uporczywie nie przestrzegają, zawierało podobne propozycje. De facto autonomia i jakaś tam linia demarkacyjna. Nikt nie był w stanie do dziś zapanować nad wykonaniem tej umowy. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Wątpię, by kanclerz Niemiec udało się uzyskać cokolwiek więcej od Moskwy, niż deklaracje Putina, które nie mają żadnej wartości ani znaczenia. Jeśli Niemcom chodzi o uniknięcie rozlewu krwi, to ten projekt tego nie zagwarantuje. Pozostawia całkowicie wolną rękę stronom konfliktu i nie daje więc możliwości kontroli jego wdrożenia. Więc nawet jeśli to porozumienie zostanie jutro podpisane, to prawdopodobnie nie zostanie nigdy zrealizowane. Pozostanie tylko na papierze.

Kluczową kwestią wydają się być dostawy broni na Ukrainę. Obama przyznał, że ta opcja może zostać rozważona, prezydent Litwy Dalia Grybauskaite przyznała, że Litwa taką broń już dostarcza. Czy to może zmienić zasady gry?

To, że Litwa już dostarcza broń na Ukrainę pokazuje, że toczą się debaty na temat czegoś, co prawdopodobnie już ma miejsce. Nie wiem więc, czy będzie to miało istotny wpływ na przebieg konfliktu. Z drugiej strony bardzo stanowcze deklaracja pani kanclerz, że Niemcy nie będą dostarczały borni Ukrainie, poddaje w wątpliwość sens podjętej przez nią mediacji. Jeśli nie zamierza Ukraińcom nic dać, to jak chce na nich wpłynąć? Czym może zaszantażować Kijów, jeśli już wiadomo, że broni mu nie da? Wydaje mi się, że USA mają o wiele większy wpływ na władze ukraińskie.

Dywersanci na wschodzie Ukrainy przypuścili ofensywę na Mariupol i Debalczewe. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko mówił dziś o silnym ostrzale rakietowym, którego celem był sztab jednostek ukraińskich w Kramatorsku i pobliskie dzielnice mieszkaniowe. Może i porozumienie proponowane przez Merkel i Hollande’a pozostanie martwe, ale Rosjanie usiłują najwyraźniej stworzyć przed jutrzejszymi negocjacjami fakty dokonane…

Oczywiście. Tym bardziej, że w umowie, która będzie przedmiotem jutrzejszych rozmów w Mińsku, jest mowa o liniach demarkacyjnych. Rosjanie usiłują je więc przesunąć jak najdalej na Zachód. I to także potwierdza moją tezę: bez względu na to jak to porozumienie będzie wyglądało, będzie martwe. Na papierze można wszystko ustalić. Kanclerz Merkel chce rozwiązać kwadraturę koła: chce uzyskać gwarancje ze strony Rosji, wiedząc, ze nic nie są warte.

Na co komu nic nie warte gwarancje? Merkel i Hollande udają Greka?

Właśnie wydaje mi się, że już nie udają Greka. Sam fakt, że Merkel I Hollande pojechali do Moskwy na bezpośrednie rozmowy z Putinem pokazuje, że kostiumy zostały zrzucone. Francja i Niemcy występują jako strona w konflikcie, która ma własne interesy i działa w imię tych interesów, a nie interesów Ukrainy. To jest jasne. Konflikt już wchodzi w fazę, w której jest wszystko jasne. Amerykanie też już przestają udawać, że stoją z boku. Dają do zrozumienia, że są gotowi pomóc Ukrainie dostarczając jej sprzęt i zapewne także instruktorów. Przypuszczam, że niewielka liczba takich amerykańskich instruktorów już działa na miejscu od jakiegoś czasu. My tego nie wiemy. W tej całej grze chodzi o czas. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że zagrożenie jest bardzo poważne, więc należy zyskać na czasie, by przygotować się na następny etap. Na szczycie G20 w Brisbane Merkel rozmawiała w cztery oczy z Putinem i –według „Financial Times” – chciała się dowiedzieć czego on właściwie chce. Uzyskała odpowiedź, którą była rzekomo bardzo zszokowana.

Niemcy chcieliby jednak dalej utrzymywać dobre relacje gospodarcze z Rosja. To ogromny rynek zbytu dla niemieckich producentów. Czy Merkel sprzeda Ukrainę w imię tych interesów?

To nie będzie takie proste. Zakładam bowiem, że Niemcy zdaja sobie sprawę z tego czym są Donieckie i Ługańskie Republiki Ludowe. To są organizacje terrorystyczne. Przy granicy z Europą. Możemy mieć w Europie to samo co Irakijczycy i Syryjczycy mają w postaci Państwa Islamskiego. Terroryści, fanatycy, uzbrojeni po zęby. To jest problem, który należy rozwiązać. Amerykanie stosują metodę podwyższania kosztów ukraińskiej operacji. Według zasady: za wszystko trzeba płacić. A nikt nie wie ile kosztuje Krym i Donbas, więc niech Moskwa płaci. To jest taktyka wciągania w długotrwały konflikt. Czyli sankcje, blokady handlowe. Niemcy chcą tego uniknąć. I jest to nie tyle postawa pro-rosyjska co anty-amerykańska. Wystarczy przyjrzeć się sekwencji ostatnich wydarzeń: najpierw zapowiedz wizyty Kerry’ego w Kijowie i nagle informacja, że Merkel i Hollande jadą do Kijowa. To był otwarty bunt wobec Waszyngtonu, który usiłuje ich zdyscyplinować i ustawić w szeregu. Cała sytuacja jest niesłychanie zajechana: Putin musi eskalować, stopniowo, Amerykanie usiłują wykończyć, po mału, sankcjami. Oni wszyscy rozwiązują kwadraturę koła.

Pozostaje pytanie: co z tą Polską? Czemu jesteśmy tacy niewidoczni jeśli chodzi o Ukrainę? Negocjacje toczą się bez nas, choć mamy kluczowy interes w tym, by sytuacja na u naszych sąsiadów się ustabilizowała…

Jeśli chodzi o sam projekt Merkel-Hollande to ostrożny dystans ze strony polskich władz jest uzasadniony. Chodzi o to, by nie powstało wrażenie, że popieramy tą inicjatywę. Pytanie brzmi więc: czy zostaliśmy wykluczeni czy się sami wykluczyliśmy? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Do pewnego momentu polskich szef MSZ, wówczas jeszcze Radosław Sikorski, był obecny, ale jego dyplomacja polegała na grożeniu ukraińskiej opozycji, więc może lepiej, że wypadł z gry. Z formatu Weimarskiego zrobił się format normandzki i już tak zostało. I to chyba odpowiada taktycznej wadze Polski w tej chwili. W polityce europejskiej. Rzeczywistą wagę Polski. I to, bez zmiany rządu w Polsce, raczej się nie zmieni.

Rozmawiała Aleksandra Rybińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych