Trwa obława na braci Kouachi. Zabarykadowali się z zakładnikiem. "Chcemy ich ująć żywcem" ZOBACZ ZDJĘCIA i WIDEO

Czytaj więcej Subskrybuj 50% taniej
Sprawdź
Fot. PAP/EPA
Fot. PAP/EPA

Francuskie siły bezpieczeństwa trzeci dzień z rzędu ścigają braci podejrzanych o dokonanie środowej masakry w redakcji pisma „Charlie Hebdo” w Paryżu.

Ścigani bracia Kouachi zabarykadowali się w budynku drukarni w strefie przemysłowej miasteczka Dammartin-en-Goele, położonym na północ od Paryża. Policja otoczyła miasteczko. To 40 km od wczorajszego obszaru poszukiwań. Zamachowcy - jak donosi francuski dziennik „Le Figaro” mają przetrzymywać 27-letniego pracownika drukarni. Bliscy mężczyzny od rana nie mogą się z nim skontaktować.

Fot. Google Maps
Fot. Google Maps

Władze sądzą, że bracia Kouachi, 32-letni Cherif i 34-letni Said, pochodzenia algierskiego, dotarli na piechotę do leśnej okolicy, gdzie się ukryli. W akcji poszukiwawczej biorą udział funkcjonariusze formacji RAID i GIGN, elitarnych jednostek policji i żandarmerii. Wspiera ich pięć śmigłowców.

Według naocznych świadków zanim zamachowcy zabarykadowali się w drukarni, doszło do wymiany ognia z policją.

Gdy przyszłam do pracy o 8h40 usłyszałam strzały. Pojawili się policjanci i kazali nam wejść na drugie piętro i trzymać się z daleka od okien. O 11h nas ewakuowali

—opowiada Florence, pracowniczka firmy położonej 200 m od drukarni w rozmowie z „Le Figaro”. Dammartin-en-Goele jest położone w pobliżu lotniska Charles-de-Geaulle. Z powodów bezpieczeństwa zmieniono tor startu i lądowania samolotów, tak, by omijały miasteczko.

Służby patrolują także ulice, kontrolują samochody i domy. W Pikardii obowiązuje od czwartku maksymalny poziom alertu antyterrorystycznego. Ten sam poziom alertu wprowadzono w środę w regionie paryskim.

Fot. Twitter/@edmareschal
Fot. Twitter/@edmareschal

Funkcjonariusze sił szybkiego reagowania żandarmerii (GIGN) poinformowali media, że „rozpoczęli negocjacje” z zamachowcami ws. uwolnienia zakładnika. Podkreślili, że „Chcą ich ująć żywych”. Zamachowcy powiedzieli jednak policji, że chcą „umrzeć jako męczennicy”.

Akcją dowodzi generał armii Denis Favier, który w przeszłości z sukcesem przeprowadził akcje uwolnienia zakładników, m.in., w 1994 r. uwolnienie 227 pasażerów porwanego lotu Air France 8969 z Paryża do stolicy Algierii, Algiers.

Fot. Wikimedia Commons
Fot. Wikimedia Commons

Taksówkarz, któremu bracia Kouachi ukradli wczoraj samochód, powiedział dziennikarzom, że „byli bardzo spokojni”.

Nie biegli, nie robili wrażenia zdenerwowanych. Powiedzieli, że potrzebują mój wóz i żebym wysiadł. Nie grozili mi

—podkreślił. Według niego poprosili go także, by powiedział mediom, że są z jemeńskiego skrzydła Al-Kaidy. Bracia zostali także wczoraj rozpoznani przez kierownika stacji benzynowej niedaleko miejscowości Villers-Cotterets, na którą napadli.

Fot. Twitter/@silverebl
Fot. Twitter/@silverebl

Jak informuje „Le Figaro” policja zidentyfikowała autora wczorajszej strzelaniny w podparyskim Montrouge, w trakcie której zginęła policjantka. Jak się okazuje mężczyzna należał do tej samej siatki dżihadystów co bracia Kouachi i wraz z nimi szkolił się w paryskim parku Buttes-Chaumont. Zatrzymano dwie osoby z jego otoczenia.

Po ataku w siedzibie satyrycznego tygodnika, w którym w środę zginęło 12 osób, w tym znani rysownicy i dwaj policjanci, zatrzymano w sumie dziewięciu ludzi, powiązanych z braćmi Kouachi. Wśród nich był 18-letni Mourad Hamyd, zidentyfikowany jako jeden z trzech sprawców, który w nocy ze środy na czwartek oddał się w ręce policji; twierdzi, że jest niewinny.

Źródła w Waszyngtonie poinformowały anonimowo, że bracia Kouachi od lat znajdowali się na amerykańskiej czarnej liście osób podejrzanych o terroryzm, w tym na liście zakazu lotów.

W 2011 roku starszy z braci, Said spędził kilka miesięcy w Jemenie, gdzie szkolił się z posługiwania bronią u członka Al-Kaidy; następnie wrócił do Francji. Młodszy, Cherif, w 2008 roku został skazany na karę więzienia za uczestnictwo w grupie islamistycznej, której celem było wysyłanie ochotników do jej odgałęzienia działającego w Iraku.

Francuscy muzułmanie żyją tymczasem w strachu. Wczoraj doszło do serii drobnych incydentów, świadczących o rosnącej wrogości wobec wyznawców Allaha. Meczet w Mans został wczoraj ostrzeliwany i obrzucony granatami. W Port-la-Nouvelle padły strzały w kierunku muzułmańskiej sali modlitewnej.

Dziś odnaleziono przed salą modlitewną w Corte na Korsyce głowę świńską. Wraz z nią odnaleziono także list, ale jego treść nie została podana do wiadomości publicznej.

Ryb, Le Figaro, AFP

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych