Ludzi zabijających w redakcji „Charlie Hebdo” dwanaście osób nic nie usprawiedliwia. Nic!

Nie pojmuję jednak reakcji wielu protestujących przeciw temu, co się wydarzyło, którzy wołają dziś lub piszą „Je suis Charlie” (Jestem Charlie).

Nie pojmuje też tego jak pismo „Charlie Hebdo” awansowało nagle do roli pisma rzekomo satyrycznego i obrońcy wolności słowa. Tymczasem „Charlie Hebdo” nie jest żadnym triumfem wolności słowa, a jej zaprzeczeniem. Wolność słowa nie jest wartością bezwzględną. Zakazane jest np. rozpowszechnianie pornografii małoletnim, (choć nie jest przestrzegane), lekarz nie może zdradzić tajemnicy lekarskiej, a ksiądz tajemnicy spowiedzi, pracownik tajemnicy służbowej, w imię wolności słowa. Nie wolno obrażać i nie liczyć się z wartościami, które dla ludzi są najważniejsze. Tymczasem „Charlie Chabo” naigrywało się z różnych religii, przekraczało granice krytyki i wolności słowa niszcząc jej ideę.

To w żadnej mierze nie usprawiedliwia tego, co się stało. W żadnej!