Prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves w wywiadzie dla internetowego wydania „The American Interest” stwierdził, że to nieadekwatna reakcja Europy na aneksję Krymu rozzuchwaliła Moskwę i spowodowała wybuch wojny na wschodzie Ukrainy.
Jego zdaniem Rosja złamała wówczas wszystkie międzynarodowe umowy, począwszy od karty ONZ, poprzez akt helsiński KBWE, a skończywszy na memorandum w Budapeszcie.
Według estońskiego prezydenta w dniu zajęcia Krymu zrujnowana została transatlantycka przestrzeń bezpieczeństwa, jaka funkcjonowała przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Od tej pory w sferze bezpieczeństwa międzynarodowego już nic nie będzie takie samo.
Ilves zauważył, że szczególnie opłakane skutki będzie miało złamanie memorandum budapeszteńskiego z 1994 roku, w którym Zachód, w tym Waszyngton, gwarantował Ukrainie integralność terytorialną w zamian za wyrzeczenie się swego arsenału nuklearnego.
Teraz nie wiem, czy znajdzie się jakiś kraj, który kiedykolwiek zgodzi się na rezygnację ze swej broni jądrowej w zamian za gwarancje bezpieczeństwa.
Estoński prezydent zauważył, że Zachód zrobił błąd już w 2008 roku, pozwalając Rosji na okupację części Gruzji.
Pozwoliliśmy na akt agresji wobec Gruzji i nie zrobiliśmy nic oprócz deklaracji w stylu: „pokój, miłość, Woodstock”.
Podczas niedawnego spotkania ze studentami na uniwersytecie w Tartu prezydent Estonii stwierdził, że mamy dziś do czynienia z konfliktem nowego rodzaju:
To nie jest nowa zimna wojna, dlatego że podczas zimnej wojny respektowano jednak międzynarodowe umowy. Teraz powracamy do czasów, opisywanych przez Thomasa Hobbesa, jako wojna wszystkich ze wszystkimi.
Ilves powtarza swym europejskim partnerom, że rozwiązaniem w tej sytuacji nie można być ciągłe ustępowanie Rosji i uleganie jej szantażowi. Cieszy go, że świadomość tego dochodzi w końcu do przywódców Zachodu. W trakcie wojny na Ukrainie wspólnota transatlantycka nie jest już bowiem tak pasywna jak podczas wojny w Gruzji. Najdobitniejszym przejawem tego są sankcje ekonomiczne wymierzone w Rosję.
Elity polityczne w Estonii nie ukrywają, że najbardziej cieszy je twarda postawa wobec Moskwy niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, która – mimo sprzeciwu wielu środowisk w kraju – nadal opowiada się za antyrosyjskimi sankcjami.
Świadomość tego dochodzi powoli do mieszkańców Federacji Rosyjskiej. Z najnowszego, grudniowego badania opinii publicznej, opublikowanego przez Deutsche Welle, wynika, że Rosjanie nie uważają już Niemców za swych sojuszników i partnerów.
Ponad roku temu, w listopadzie 2013 roku, jeszcze przed wydarzeniami na kijowskim Majdanie, 18 proc. Rosjan uważało Niemcy za kraj przyjacielski, a 42 proc. za partnerski. Tak więc łącznie aż 60 proc. Rosjan traktowało Niemców jak swych sojuszników. Tylko 5 proc. nazywało stosunki rosyjsko-niemieckie napiętymi, zaś 0 (zero) proc. – wrogimi.
Dziś nastroje społeczne są diametralnie odmienne. Aż 43 proc. Rosjan uważa obecnie relacje rosyjsko-niemieckie za napięte, zaś 10 proc. wręcz za wrogie. Zaledwie 5 proc. traktuje Niemców jako przyjaciół, a 21 proc. jako partnerów.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/227111-estonia-zna-skutki-agresji-na-gruzje-nie-zrobilismy-nic-oprocz-deklaracji-w-stylu-pokoj-milosc-woodstock
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.