„Zimna wojna” między Węgrami a Stanami Zjednoczonymi

Fot. PAP/R.Pietruszka
Fot. PAP/R.Pietruszka

Jeszcze nigdy w ostatnim ćwierćwieczu, od czasów transformacji ustrojowej, stosunki między Budapesztem a Waszyngtonem nie były tak napięte jak dziś.

Polacy i Węgrzy mają zupełnie odmienne doświadczenia historyczne, jeśli chodzi o ich relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Nie licząc okresu komunizmu, Polska nigdy nie była w obozie wrogim wobec USA. Inaczej było z naszymi bratankami. Kiedy w 1917 roku Amerykanie przystąpili do I wojny światowej, Austro-Węgry znalazły się we wrogim im obozie państw centralnych. Po zakończeniu konfliktu zwycięskie mocarstwa w 1920 roku narzuciły Madziarom niekorzystny pokój w Trianon, który odebrał im 7/8 dotychczasowego terytorium Korony Węgierskiej. Nic więc dziwnego, że w międzywojniu w Budapeszcie postrzegano USA jako mocarstwo rozbiorowe, zaś prezydenta Wilsona jako postać wyjątkowo negatywną. Także w trakcie II wojny światowej Węgry i Stany Zjednoczone stanęły po dwóch różnych stronach barykady. Madziarzy wyszli z konfliktu nie tylko przegrani, lecz także po konferencji w Jałcie czuli się sprzedani przez Roosevelta Stalinowi. Ich nieufność wobec USA wzrosła po 1956 roku, kiedy podczas antykomunistycznego powstania w Budapeszcie węgierska sekcja Radia Wolna Europa (finansowana przez USA) zachęcała rebeliantów do walki z sowiecką inwazją, obiecując im lada dzień wkroczenie wojsk amerykańskich. Powstańcy toczyli więc skazaną na porażkę walkę z okupantem, nie wiedząc, że Waszyngton nie planował nawet żadnej pomocy militarnej.

O ile Polska pozostaje jednym z najbardziej proamerykańsko nastrojonych krajów na kontynencie europejskim, o tyle na Węgrzech nie ma nawet śladu takiego nastawienia. Decyduje o tym nie tylko doświadczenie historyczne, lecz także brak liczącej się mniejszości węgierskiej w USA. Kiedy w drugiej połowie XIX wieku emigracja zarobkowa do Ameryki z ziem polskich (głównie Galicji i Kongresówki) nabierała masowego charakteru, Węgrzy nie mieli takich problemów. W czasie gdy wielu Polaków w zaborze rosyjskim czy austriackim zmuszonych było wyruszać za ocean za chlebem, Węgrzy przeżywali ekonomiczny boom i budowali własny dobrobyt. To symptomatyczne, że Budapeszt jako drugie miasto w Europie po Londynie doczekał się w 1896 roku własnej linii metra.

Oczywiście, historia nie może determinować teraźniejszości. Jednak stosunki USA z Węgrami już po wejściu tego ostatniego kraju do NATO i UE nadal pozostają dalekie od relacji łączących Waszyngton z innymi państwami naszego regionu. Uwidoczniło się to zwłaszcza po objęciu władzy przez Viktora Orbana wiosną 2010 roku. Już półtora roku później, 23 grudnia 2011 roku, sekretarz stanu USA Hillary Clinton wystosowała list do premiera Węgier, w którym zarzuciła mu zamach na demokrację. Ostatnio w podobnym tonie wypowiedział się o Orbanie prezydent Barack Obama. Pełniący obowiązki ambasadora USA w Budapeszcie Andre Goodfriend szedł z kolei na czele anty-orbanowskich demonstracji w węgierskiej stolicy.

Stosunki między obu krajami ponownie się zaogniły, gdy jesienią Krajowe Biuro Podatkowe w Budapeszcie zarzuciło machinacje finansowe koncernowi „Bunge”, w którym przewagę ma kapitał amerykański. Wkrótce potem ambasada USA na Węgrzech oświadczyła, że dziewięć osób z administracji węgierskiej w związku z oskarżeniami o korupcję ma zakaz wjazdu do Stanów. Władze w Budapeszcie odpowiedziały, że zarzuty są bezpodstawne, zaś premier Orban – zapytany, czy zwolni wspomnianych urzędników – stwierdził, że nie będzie ulegał zewnętrznym naciskom obcego państwa, które formułuje oskarżenia bez jakiegokolwiek dowodu winy.

Do tej pory wspomniane wyżej zatargi dotyczyły głównie obozu demokratów w USA. To właśnie z ich strony płynęła przede wszystkim krytyka pod adresem Viktora Orbana. Tajemnicą poliszynela pozostaje fakt, że jednym z inicjatorów działań wymierzonych w ekipę Fideszu był profesor Charles Gati – wpływowy politolog amerykański węgierskiego pochodzenia, związany ze środowiskiem małżeństwa Clintonów. To właśnie on trzy lata temu ogłosił publicznie pięć scenariuszy obalenia władzy Orbana.

Ostatnio jednak Orban zyskał nowych krytyków nie tylko w obozie demokratów, lecz także republikanów, głównie z powodu swego stanowiska wobec Rosji. Wpływowy senator John McCain nazwał Węgry „narodem będącym na skraju zrzeczenia się suwerenności na rzecz neofaszystowskiego dyktatora, który idzie do łóżka z Władimirem Putinem”. W odpowiedzi Viktor Orban stwierdził, że nie będzie „wicekrólem Węgier na zlecenie jakiegoś obcego państwa.”

Premier Orban traci więc kolejnych sojuszników, albo przynajmniej tych, którzy do tej pory nie przykładali ręki do ataków na niego. Widać to szczególnie na Litwie. Gdy półtora roku temu Parlament Europejski zażądał od Węgrów zmian w nowej konstytucji, najbardziej zdecydowany głos w ich obronie popłynął z sejmu w Wilnie. Dziś nawet wśród litewskiej prawicy nie ma śladu dawnej sympatii dla Orbana.

Komentatorzy w Budapeszcie spodziewają się kolejnej eskalacji konfliktu między Węgrami a USA, nazywając obecne stosunki między obu państwami wręcz mianem „zimnej wojny”.

Jedna sprawa jest jednak w tym wszystkim zastanawiająca: Polacy, choć próbują być najwierniejszym sojusznikiem Stanów w Europie, nie mają prawa bezwizowego wjazdu do Ameryki, natomiast Węgrzy mogą jeździć do USA swobodnie bez wiz…

Autor

e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie! e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie! e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...