Wciąż słychać echa głośnego wywiadu, jakiego były doradca Władimira Putina udzielił TVNowi. Andriej Iłłarionow zszokował gwiazdy stacji swoimi tezami dotyczącymi tragedii smoleńskiej. Dziś wraca do sprawy smoleńskiej w rozmowie z „Gazetą Polską”.

Andriej Iłłarionow, ekonomista i członek Cato Institute nie pozostawia złudzeń, co do zagrożenia ze strony Rosji. Zdaniem byłego doradcy Władimira Putina tylko zdecydowana reakcja Europy i Stanów Zjednoczonych może powstrzymać rosyjskiego prezydenta.

Iłłarionow przypomina słowa, jakie wypowiedział podczas warszawskiej konferencji zorganizowanej przez Fundację Otwarty Dialog.

Powiedziałem wtedy, że Putina może zatrzymać tylko opór, a ten z kolei może przybrać różne formy. Może być siłowy, informacyjny, emocjonalny, polityczny etc. Tak samo jak agresja może być różna, tak i stawianie oporu agresji może być różne. W 2008 r. w Gruzji widzieliśmy rosyjską agresję przeciwko Gruzinom powstrzymaną przez opór drugiej strony. Opór gruzińskiego wojska i społeczeństwa, polityków europejskich, którzy wraz z prezydentem Polski Lechem Kaczyńskim przylecieli do Gruzji 12 sierpnia. Oraz opór ze strony Stanów Zjednoczonych, kiedy to prezydent USA George Bush wysłał do regionu amerykańską flotę oraz amerykańskie lotnictwo

— przypomina b. doradca Putina w rozmowie z „Gazetą Polską”.

Zdaniem Iłłarionowa właśnie tego zabrakło na Ukrainie.

W przypadku Ukrainy – dopóki nie było oporu, trwała pacyfikacja demonstrujących na Majdanie. Kiedy protestujący zaczęli stawiać opór, reżim padł. Kiedy nie stawiano oporu, Putin zaanektował Krym, a rosyjska agentura zajęła miasta na wschodzie Ukrainy. Gdy zaczęto stawiać opór – informacyjny, siłowy – udało się odbić znaczną część Donbasu

— podkreśla ekonomista.

Członek Cato Institute zwraca uwagę, że wiele zależy od prezydenta USA. Niestety sytuacja w Białym Domu nie napawa optymizmem.

Państwem kieruje dziś najsłabszy prezydent w historii USA. Polityk, który nie rozumie, co dzieje się na świecie i siłą rzeczy nie jest w stanie podjąć właściwych decyzji. (…) Fakt, że amerykański prezydent nie korzysta z pozycji lidera i zaniechał stawiania oporu ws. Ukrainy, ma konsekwencje mierzone już śmiercią ponad 4 tys. ofiar tej wojny. (…) Patrząc na posunięcia Obamy, mogę jedynie stwierdzić, że on nie jest w stanie przyswoić sobie wiedzy o stosunkach międzynarodowych, polityce bezpieczeństwa, naturze światowych reżimów

— podkreśla Iłłarionow.

Były doradca Władimira Putina odnosi się również do sprawy katastrofy smoleńskiej, która wciąż pozostaje nierozwiązana.

Mimo upływu już niemal pięciu lat nadal nie wiemy, co dokładnie wydarzyło się w Smoleńsku i dlaczego. Na większość pytań, jakie zadawaliśmy sobie tuż po katastrofie, wciąż nie mamy odpowiedzi. A co wiemy na pewno? Wiemy, że oficjalny raport MAK w wielu miejscach został spreparowany. Materiały w nim zaprezentowany są fałszywe. Zostało to ustalone i nie podlega wątpliwości

— mówi członek Cato Institute.

Zdaniem Iłłarionowa wiele kwestii związanych z katastrofą wymaga dokładnego wyjaśnienia.

Nigdy wcześniej żaden samolot, który spadł z tak niskiej wysokości, nie wyglądał tak jak tupolew w Smoleńsku. W historii wydarzyło się wiele katastrof lotniczych, kiedy samoloty spadały  z wysokości 15, 20, 50 metrów. We wszystkich tych przypadkach były ofiary śmiertelne, ale byli też ranni, którzy przeżyli. Jest mnóstwo spekulacji ws. słynnej brzozy, która miała być rzekomą przyczyną upadku samolotu. Liczne badania wskazują jednak, że żadne drzewo nie jest w stanie wyrządzić takiej szkody.

— podkreśla były doradca Putina.

Członek Cato Institute zwraca również uwagę na rzekomych świadków katastrofy, którzy najprawdopodobniej są tylko wykonawcami określonych zadań.

Wystarczy na nich spojrzeć, by zrozumieć, że są to ludzie podstawieni przez rosyjskie służby specjalne

— zauważa Iłłarionow.

Ekonomista jest zaskoczony postawą polskich władz, które nie wykazały determinacji w dążeniu do prawdy o katastrofie.

Z przykrością stwierdzam, że ani 2010 roku, ani później nie dostrzegłem, by polskie władze stanowczo żądały udzielenia odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące Smoleńska

— podkreśla ekspert.

Dlatego Andriej Iłłarionow nie jest optymistą, jeśli chodzi o przyszłość Europy.

Pierwszy atak nastąpił w Gruzji. Drugi został skierowany przeciwko Ukrainie. Teraz może być tylko kontynuacja tego, co w języku kremlowskich propagandystów nazywa się „czwartą wojną światową”. (…) Niektórzy mówią, że wobec Polski i krajów bałtyckich nie ma szans na prowokacje, akcje dywersyjne etc. Niestety, w ostatnich latach wielokrotnie zdążyliśmy się przekonać, że fantazja może się zmienić w ponurą rzeczywistość

— puentuje były doradca Władimira Putina.

gah/Gazeta Polska