Turcja chce wstąpić do klubu mocarstw atomowych? Berlin podejrzewa Ankarę o budowę plutonowej bomby jądrowej

Fot. PAP/epa
Fot. PAP/epa

Turcja jest co najmniej od kilku lat jednym z głównych celów działalności niemieckiego wywiadu. Jak twierdzi niemiecki dziennik „Die Welt” są ku temu „dobre” powody. Federalna Służba Wywiadowcza (BND) ma inwigilować tureckich polityków, bo Berlin podejrzewa władze w Ankarze o to, że uruchomiły wojskowy program jądrowy.

Według gazety w ostatnim czasie mnożą się wskazówki na to, że premier Turcji Recep Tayyip Erdogan dąży – wzorem Iranu - do posiadania bomby atomowej. To zaś może doprowadzić do wyścigu zbrojeń w regionie.

Pod tym względem panuje zgoda wśród przedstawicieli zachodnich wywiadów. Turcja uruchomiła niedawno cywilny program atomowy i pod tą przykrywką, tak jak zrobił to Iran, zamierza pracować nad rozwinięciem wojskowej technologii jądrowej

—pisze „Die Welt”. W 2011 r. władze w Ankarze postanowiły wprowadzić energetykę jądrową, której dotąd Turcja nie miała. Powstaną trzy duże elektrownie atomowe, rozmieszczone w strategicznym trójkącie: jedna na południu azjatyckiej części kraju nad Morzem Śródziemnym, druga na północy części azjatyckiej nad Morzem Czarnym, a trzecia również nad Morzem czarnym, ale w części europejskiej, blisko największej metropolii – Stambułu.

Jeden z reaktorów ma zbudować państwowa rosyjska spółka Rosatom, dwa pozostałe konsorcjum francusko-japońskie. Według gazety o wiele ciekawsze niż same umowy o budowę elektrowni jądrowych, opiewające na dziesiątki miliardów euro, jest jednak to, że Turcja nie uzgodniła z Rosatomem i francusko-japońskim konsorcjum dostaw uranu, ani zwrotu zużytych prętów paliwowych.

To – zdaniem „Die Welt” – oznacza, że Turcja chce zachować kontrolę nad tą częścią programu atomowego.

To niezbędne, gdy chce się tworzyć broń jądrową. Umożliwia to szybką zamianę cywilnego programu atomowego na wojskowy

—twierdzi gazeta. I dodaje:

Turcja nie chce oddać zużytych prętów paliwowych, bo planuje budowę plutonowej bomby jądrowej. Zużyte pręty paliwowe zawierają 90 proc. odpadów oraz 9 proc. zanieczyszczonego uranu i 1 proc. zanieczyszczonego plutonu. W ciągu mniej niż pól roku da się zbudować instalację, za pomocą której można wyizolować z prętów radioaktywny materiał

—uważa niemiecki dziennik. Według „Die Welt” fakt, że Ankara zrezygnowała również z dostaw uranu, wskazuje na to, że zamierza go produkować sama.

Tureckie władze twierdzą, że nie planują wzbogacać uranu. Minister energetyki Turcji wytłumaczył brak ustaleń dot. dostaw uranu w umowach z Rosatomem i francusko-japońskim konsorcjum „potrzebą zrozumienia cyklu atomowego”.

Według niemieckiej Federalnej Służby Wywiadowczej (BND) jednak turecki premier już w 2010 r. zlecił przygotowanie instalacji wzbogacania uranu. Ma także posiadać już pokaźną liczbę potrzebnych do tego wirówek. Prawdopodobnie pochodzą z Pakistanu.

Ryb, Welt.de

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...