"Die Welt” zarzuca ukraińskim władzom i mediom kłamstwo. „Kijów ma podobny stosunek do prawdy jak Moskwa”

Fot. kmu.gov.ua
Fot. kmu.gov.ua

„W konflikcie w którym nastąpił wyraźny podział ról na dobrych i złych, wątpliwy stosunek ukraińskich władz do faktów pokazuje, że nie tylko Rosja stosuje agresywną i kłamliwą propagandę – twierdzi niemiecki dziennik „Die Welt”.

Według gazety „nikogo nie dziwią już kłamliwe doniesienia z Moskwy”.

Jednak także Kijów nagina prawdę. I depczę wolność prasy

—pisze „Die Welt”. Zdaniem dziennika świadczy o tym zapowiedź prezydenta Petro Poroszenko z początku września, że niektóre państwa NATO, m.in. USA, Norwegia, Polska i Francja, zgodziły się dostarczać na Ukrainę broń.

To zostało natychmiast zdementowane przez te kraje. Nowa polska premier Ewa Kopacz powiedziała wyraźnie, że o dostawach broni na Ukrainę nie może być mowy. Także prezydent USA Barack Obama wykluczył taka możliwość

—pisze gazeta. Jak twierdzi ukraińskie media potraktowały  to jako zagranie taktyczne.

Prasa w Kijowie uznała, że umowy ws. dostawy broni są tajne, więc państwa NATO zaprzeczają ich istnieniu. Dlaczego w tym wypadku Poroszenko o nich publicznie mówi? Bo chce grozić Moskwie i uspokoić własny naród

—twierdzi „Die Welt”. To zdaniem niemieckiego dziennika pokazuje, że nie tylko Kreml stosuje w walce o wschodnią Ukrainę propagandę.

Także Ukraina posługuje się dezinformacją i szerzy półprawdy

—przekonuje gazeta. Według niej w sierpniu rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Andriej Łysenko twierdził, że siły antyterrorystyczne zniszczyły rosyjski konwój zbrojny na wschodniej Ukrainie.

Nie przedstawił na to jednak żadnych dowodów. Na początku września na bliskim rządowi w Kijowie portalu Euromaidanpress pojawiła się informacja, że Rosja rozdaje w Ługańsku rosyjskie paszporty. Portal powołał się na niemiecką deputowaną do Bundestagu, która miała rzekomo widzieć to na własne oczy. Kobieta twierdzi jednak, że nigdy nie była we wschodniej Ukrainie

—kontynuuje „Die Welt”. Według gazety ukraińskie media bezkrytycznie publikują informacje przekazywane im przez rząd. I stają się narzędziem propagandy. Tymczasem ci, którzy krytycznie informują o sytuacji na wschodzie kraju, są poddawani coraz większej presji.

Dobrym przykładem jest tu gazeta „Vesti”, niegdyś bliska Partii Regionów Wiktora Janukowycza. Po rewolucji na Majdanie zdystansowała się wprawdzie od obozu byłego prezydenta, ale wciąż uchodzi za pro-rosyjską. Na początku lipca zamaskowani napastnicy zdemolowali redakcję „Vesti”, a dwa tygodnie temu funkcjonariusze Służby bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) przeszukali redakcję gazety i skonfiskowali wszystkie komputery

—oburza się dziennik. Jednocześnie przyznaje, że istnieje podejrzenie iż gazeta jest finansowana przez rosyjski Gazprom. To tłumaczyłoby m.in., dlaczego dzień w dzień rozdawana za darmo. I mimo tego nie bankrutuje.

Nie wystarczy to jednak, by przekonać niemieckich dziennikarzy. Jako ostateczny dowód „kłamliwej propagandy” Kijowa „Die Welt” przytacza fakt, że ruszył kanał telewizyjny „Ukraine Today”, stworzony w odpowiedzi na tubę propagandową Kremla „Russia Today”.

I na tym nie koniec. Ponieważ nie da się zatrzymać napływu niepożądanych informacji z Rosji Kijów udzielił 35 rosyjskim dziennikarzom zakazu wjazdu na Ukrainę na 3 do 5 lat. To z wolnością prasy niewiele ma wspólnego

—twierdzi gazeta.

Ryb, Welt.de

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...