Piotr Cywiński dla wPolityce.pl: "Szpica" z flagą w plecaku. Nie da się ukryć, że nowy kij NATO to raczej patyczek

PAP/EPA
PAP/EPA

Przyjechali, wyjechali. Co postanowili uczestnicy - jak zapowiadano wcześniej - tego „przełomowego” szczytu NATO w Newport? Że trzeba coś z Rosją zrobić. Co? Tu zaczynają się schody…

Jak już wiadomo, nowych baz sojuszu w krajach środkowo-wschodniej Europy, czyli na pograniczu z Rosją wojującą na Ukrainie, nie będzie. Będzie „szpica” - nowe siły szybkiego reagowania, w liczbie od 3-5 tys. żołnierzy. Ogólnie nazywa się to „zwiększoną prezencją” NATO na tym terenie.

Pokazaliśmy jasno i wyraźnie, że złamane zostały pryncypia. Ale pokazaliśmy także, że respektujemy nasze (dotychczasowe - przypisek mój) uzgodnienia, dotyczące architektury bezpieczeństwa Europy,

— skomentowała kanclerz Niemiec po zrobieniu pamiątkowej fotografii przez około 60 prominentnych przedstawicieli państw członkowskich sojuszu.

W leksyce Angeli Merkel jest to stosowanie „podwójnej strategii”, czyli zasady kija i marchewki. Kijem ma być owa tzw. „rotacyjna szpica NATO”, a marchewką obietnica, że jeśli Rosja „wykaże postępy”, sankcje UE zostaną cofnięte i wszystko będzie po staremu. Nie chcę kontestować rezultatu szczytu, lepszy rydz niż nic, nie da się jednak ukryć, że ów kij to raczej… patyczek, a „po staremu” oznacza akceptację rosyjskiej geopolityki, podziału na strefy wpływów i ubezwłasnowolnienia rzekomo wolnych krajów z jej pogranicza.

Do tej pory istniała już w NATO grupa tzw. szybkiego reagowania „Nato Response Force“ (NRF). Piszę, tak zwanego, ponieważ miała być gotowa do działania w ciągu… 30 dni, i to po jednogłośnym (sic!) wyrażeniu zgody przez państwa sojuszu, oraz obligatoryjnym zatwierdzeniu takiej decyzji - jak w przypadku Niemiec - przez ich parlamenty.

Czym będzie szpica? Mówiąc wprost, „mięsem”. W skład tej formacji, której pełna gotowość ma być osiągana w ciągu kilku dni, wejdą żołnierze po półrocznym szkoleniu, którzy będą w niej służyć przez kolejne… pół roku. Ich miejsce mają zajmować następni przeszkoleni. Stąd określenie „szpicy” mianem: „rotacyjna”. Czym będą dysponowali zdolni, wyszkoleni i szybcy? Plecakiem. Broń, amunicja i cały niezbędny kram z wojennym sprzętem ma być składowany i utrzymywany w stanie gotowości do wykorzystania w „poszczególnych krajach” .
Tyle o detalach. Były szef Bundeswehry i były generał NATO Harald Kujat bynajmniej nie ukrywał, czemu właściwie mają służyć te oddziały. Na pytanie niemieckiego „Bilda”, czy zdołają np. odeprzeć rosyjski atak, odpowiedział krótko: „Nie. Oddziały te mają przede wszystkim służyć do szybkiego pokazania flagi”. Innymi słowy, „szpica” ma służyć do demonstracji, że NATO nie podobają się posunięcia przeciwnika i, że sojusz szykuje do boju swe siły uderzeniowe. Zgodnie z ustaleniami z Newport, mają być dla nich przygotowane na „wschodniej flance” lądowiska i niezbędna infrastruktura. Dlaczego nie będzie zwiększenia stałego kontyngentu NATO na terenie środkowo-wschodniej Europy? I tu odpowiedź brzmi po niemiecku: z powodu sprzeciwu kanclerz RFN.

Już przed szczytem NATO Merkel powiedziała jasno, że nie zgodzi się na żadne nowe bazy i przeforsowała swoje stanowisko podczas obrad w Newport. Jak brzmi uzasadnienie przejęte przez pozostałych sojuszników, NATO nie chce wypowiadać porozumienia z Rosją o zrzeczeniu się rozmieszczania swych jednostek w nowych państwach członkowskich (zawartego w 1997r.), chce natomiast nadal „prowadzić dialog” z Moskwą.

Fakt, że Rosja złamała to porozumienie wielokrotnie, że w międzyczasie uczyniła z graniczącego z Polską Królewca jedną, wielką, rakietową wyrzutnię, że rozbudowała swój potencjał wojskowy (z nowym bazami lotniczymi włącznie) na Białorusi, że rozjeżdża czołgowymi gąsienicami posowieckie kraje sąsiednie, został przemilczany. A Rosja, jak Rosja, okazaną na szczycie NATO powściągliwość i gotowość do dialogu skwitowała po swojemu: to „powrót do zimnej wojny”, „łamanie porozumienia” i „wykorzystanie ukraińskiego kryzysu jako pretekstu do dalszego zbliżania się do rosyjskich granic”… - odpowiedział moskiewski MSZ. Wynika z tego pośrednio, że Rosja już traktuje przejścia w Dorohusku-Jagodzinie czy w Medyce-Szeginie jak pogranicze z Polską. Nic dziwnego, skoro kanclerz Merkel równie energicznie co rozlokowaniu wojsk NATO w środkowo-wschodniej Europie - jak nie patrzeć, sojuszu o charakterze stricte obronnym - torpeduje ukraińskie ambicje przystąpienia do Paktu Północnoatlantyckiego. Jak stwierdziła, „to nie jest przedmiotem debaty”.

W pojęciu „Ossi”-Merkel („Ossis” to niemieckie określenie mieszkańców dawnej NRD), wschodnia Europa zaczyna się na… Odrze. Nie chodzi tu bynajmniej tylko o powielana bezmyślnie przez naszych polityków semantykę. Po pierwsze, Polska leży w samym środku Europy, a po drugie, także Litwa, Łotwa i Estonia, czy nasi południowi sąsiedzi są dziś częścią składową tzw. Zachodu, jak notabene sytuują je sami Rosjanie w tak akcentowanym przez nich podziale politycznym.

Mimo żądań Estonii, która otwarcie zażądała w Newport utworzenia bazy na jej terenie, Merkel wolała zrobić ukłon w kierunku Putina. Powód jest prosty: w Niemczech stacjonuje 42,5 tys. żołnierzy amerykańskich, oraz łącznie ok. 16 tys. żołnierzy brytyjskich, francuskich, holenderskich, belgijskich i kanadyjskich. Wycofanie tego kontyngentu oznaczałoby poważne problemy gospodarcze wielu miast i miasteczek. Wielka Brytania zamierza zabrać swoich żołnierzy z Niemiec do 2020 r. Od kilku lat topnieją też siły Stanów Zjednoczonych w RFN, które jeszcze w 2006 r. liczyły 72,5 tys. ludzi. Amerykanie stacjonują w Republice Federalnej nie tylko z powodów strategicznych i zobowiązań sojuszniczych, lecz także, mówiąc oględnie, ograniczonego zaufania do rozrośniętych po zjednoczeniu Niemiec - dość wspomnieć „strategiczne partnerstwo” Berlina z Moskwą, budowane przez poprzednika Merkel, kanclerza Gerharda Schrödera… Nawiasem mówiąc, w internecie od dawna krąży petycja do podpisywania przez obywateli RFN, by Amis wynieśli się do domu z całym swym majdanem, w tym magazynowaną w Niemczech bronią atomową.

Powodem zachowawczej postawy Merkel, która uwidoczniła się zarówno w postanowieniach NATO jak i przy ociąganiu się z bardziej radykalnym sankcjami UE wobec agresywnej polityki Rosji, jest partykularna chęć utrzymania z nią możliwie najlepszych stosunków i obopólne interesy gospodarcze. Z tych samych przyczyn Berlin i Paryż zablokowały ukraińskie i gruzińskie aspiracje dotyczące członkostwa w NATO już na szczycie sojuszu w Pradze w 2002r.; choć pod naciskiem Niemiec ówczesny prezydent Ukrainy Leonid Kuczma nie dostał zaproszenia do udziału w tych obradach, mimo to przyjechał i usiłował przekonywać do swoich racji. W naszej rozmowie na marginesie tego szczytu nie krył rozgoryczenia, odjechał z kwitkiem.

Choć Rosja niby nie ma prawa głosu w wewnętrznych decyzjach NATO, to prawo zostało jej de facto przyznane. Można spekulować, co by było, gdyby było…, czy doszłoby do tak dramatycznego rozwoju wydarzeń na Ukrainie i w Gruzji, gdyby nie asekuracyjna postawa „nie drażnić Rosji”, ale to już historia. Dziś sytuacja się powtarza, jak się okazuje, geopolityka nie jest rozdziałem z przeszłości. Uczestnicy szczytu w Newport przyjechali i wyjechali. Prócz „szpicy” wymyślili finansową jałmużnę dla Ukrainy, czterokrotnie mniejszą niż wyniósł koszt ich spotkania w Walii.

Czy my, Polacy, możemy czuć się bezpieczniej po powziętych tam ustaleniach? To pytanie jest dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej od chwili wyrwania się naszego kraju własnymi siłami z orbity rosyjskich wpływów…

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych