Kilka dni temu BBC pokazała znamienną scenę. W Moskwie grupa młodych Rosjan ustawia się w wielkiej kolejce. Czy stoją za nowym I-Padem? Czy może płytę podpisuje Justin Timberlake albo choćby Nikita Michałkov? Nie. Na rynek rzucono coś znacznie lepszego. Chodzi o T-shirty z podobizną Władimira Putina- Słońca Moskwy, Wielkiego Zbawcy Rosji oraz ikony popkultury bijącej na łeb Johna Rambo. W kolejce ustawiony był nawet hollywoodzki gwiazdor Mickey Rourke, który wraz ze swoją rosyjską dziewczyną zapewnia, że Władimir jest doskonałym przywódcą i „świetnym facetem”. Czy ci sami ludzie wierzą w propagandę moskiewską na temat polskiego mięsa, które według Kremla jest na tyle fatalne, że nie może być wpuszczone do Rosji? Logika daje jednoznaczną odpowiedź na to pytanie. Jednak widok Rosjanki z wyładowanym koszykiem z polskim mięsem w znanej sieci dyskontowej w miasteczku obok przejścia granicznego z Rosją, każe postawić pytanie o rzeczywistą wiarę w propagandę Kremla.

Od czasu wejścia w życie (2012 rok) Małego Ruchu Granicznego niemal z dnia na dzień polskie sklepy szturmem zaczęły być zdobywane przez Rosjan. Symbolem tego stanu rzeczy było postawienie dodatkowego sklepu znanej sieci nieopodal granicy, gdzie umieszczono wielkie, specjalne lodówki z mięsem, które w mgnieniu oka były opróżniane przez naszych wschodnich sąsiadów. Rosjanie kupowali dosłownie wszystko: od owoców i już przysłowiowych parówek, alkoholi aż po sprzęt RTV/AGD. Nie tylko takie miasta jak Braniewo, Bartoszyce, czy Gołdap zyskiwały. Język rosyjski zaczęto słyszeć coraz częściej w wielkich galeriach handlowych Olsztyna, Elbląga i Trójmiasta. Rosjanie przywozili od nas ubrania, kosmetyki czy zabawki dziecięce. I to w sporych ilościach. Jako, że jestem mieszkańcem Olsztyna, nie raz byłem zaskoczony widokiem obładowanych drogimi zabawkami Rosjan wychodzących ze znanej sieci sklepów zabawkowych.

Już wtedy władze rosyjskie próbowały jakoś „ukrócić” zostawianie przez ich obywateli sporych pieniędzy w Polsce, co w końcu powodowało straty rosyjskich handlowców. „Kalinigradzka Prawda” pisała swego czasu, że Rosjanie masowo łamią prawo bowiem wolno im wwieźć tylko 5 kg jedzenia. Według dziennikarzy gazety w styczniu 2013 roku rosyjskie służby celne skonfiskowały na granicy w sumie 938,4 kg produktów, przede wszystkim mięsa, wędlin i produktów mlecznych. Jeden z Rosjan próbował na raz wwieźć…406,7 kg. jedzenia.

Strona rosyjska wprowadzała różnego rodzaju obostrzenia żeby ograniczyć masowy przewóz towarów z Polski do Rosji, ale pomysłowość ludzka nie zna granic. Najprostsze było oczywiście danie łapówki rosyjskim celnikom w zamian za przymkniecie oka, ale niektórzy potrafili jeszcze w Polsce rozmontować pralkę, zmywarkę, bądź lodówkę na kawałki, żeby tylko zmieściła się w 35 kg, bowiem tyle Rosjanin może wwieźć do Rosji w jednym kawałku. Rosjanie tłumaczyli, że i tak opłaca się przyjechać do Polski po np. lodówkę, zapłacić za paliwo i opłacić celnika.

— mówi wydawca i redaktor naczelny lokalnej gazety z Gołdapii „Goniec Extra” Ryszard Adamczak.

Na ulicach miast przygranicznych widać było jak na dłoni, że kupowanie w Polsce stało się dla Rosjan biznesem. Biznesem, który został przerwany przez samego Władimira Putina i jego atak na Ukrainę. Wszystko m.in. przez kurs rosyjskiej waluty. Nie można jednak zapominać, że jeszcze przed nałożeniem sankcji przez Unię Europejską i USA na Rosję spadł znacząco kurs rubla. Już w lutym tego roku kurs rosyjskiej waluty spadł do jednego z najniższych w historii. Rosjanie przez traumatyczne przeżycia z początku lat 90-tych emocjonalnie reagują na wieści o rosnącej inflacji, co jeszcze potęguje równie pochyłą. W sierpniu tego roku kurs rubla spadł jeszcze mocniej, i choć można analizować sytuację stabilności rezerw rosyjskich pod kątem geopolitycznym, to najlepiej obrazuje ją sytuacja w przygranicznych miasteczkach, żyjących z handlu z Rosjanami.

Jeden ze sprzedawców w sklepie RTV w Olecku, z którym rozmawiałem przyznał, że od momentu wybuchu kryzysu krymskiego handel z Rosjanami się wręcz „posypał”, a sprzedaż sprzętu RTV Rosjanom spadła w jego sklepie o połowę. Wojna na Ukrainie tak mocno wpływa na portfele Rosjan, że nie opłaca im się nawet kupować sprzętu przywożonego im z Polski do domów. A również taka forma handlu zaczęła kwitnąć na Warmii i Mazurach. Choć sprzedawcy sprzętu RTV mogą narzekać, to co innego mogą powiedzieć handlarze zdemonizowanym przez rosyjską propagandę mięsem. Widząc Rosjan wkładających w dyskoncie po kilka opakowań gotowych hamburgerów, parówek czy wędlin za każdym razem przed oczami miałem kolejkę z Mickey Rourke, która z utęsknieniem czekała za koszulką z Władmirem Władimirowiczem. Widocznie ci Rosjanie ramię w ramię z gwiazdą „Sin City” po koszulkę z rosyjskim duce w kolejce nie stali. A może i oni oficjalnie są publicznie gorliwymi wyznawcami człowieka, w którego oczach John McCain zobaczył trzy litery K.G.B, a prywatnie starają się egzystować wbrew narracji sprzedawanej przez Kreml?

Według oficjalnych danych obecnie granicę polską z Kaliningradem przekracza 10 proc. aut więcej niż przed embargiem. W tygodniu po wprowadzeniu embarga do Polski przyjechało 83 tys. rosyjskich aut osobowych, co stanowi ponad trzy tysiące więcej aut niż kilka tygodni wcześniej. I choć ostatnie spektakularne niewpuszczenie w Grzechotkach i Bezledach przez rosyjskie służby transportów 20 ton wołowiny z Austrii i 20 ton kurczaków z Polski pewnie odbyło się przy oklaskach Rosjan, to jednocześnie nie zniechęciło ich to od poszukania innej drogi by nabyć utracone przez embargo produkty. Skoro w ich sklepach marnej jakości parówki kosztują ponad 25 zł za kilogram, to trudno nie szukać impulsu do typowego dla wschodu „cwaniactwa”. Szczególnie, że zakaz sprowadzana wieprzowiny wydany 7 sierpnia już doprowadził do upadku kilka zakładów pracujących z surowcach z Polski. Większość mięsa zakłady te sprowadzały właśnie z Polski. Co ciekawe Rosjanie wcale nie kupują najwyżej jakości parówek czy wędlin. Niedawno w Internecie krążył obrazek kąpiących się w mleku w wytwórni nabiały Rosjan. Ich rząd zakazał polskiej wieprzowiny z powodów rzekomo sanitarnych. A sami Rosjanie zachwycają się najtańszymi polskimi wędlinami. O czym to świadczy?

Pracownicy dyskontów n. w Gołdapii nie zauważyli drastycznej zmiany w ilości przybyszów z Rosji po wprowadzeniu embarga, jednak przyznają, że ci którzy stale robią u nas zakupy, kupują więcej, jakby kupowali nie tylko dla siebie. Polskie służby celne zauważyły, iż w samochodach wjeżdżających do Polski podróżują po 3-4 osoby. Jak zaś Rosjanie radzą sobie z przewożeniem produktów? Poza typowym przemytem, który, jak podkreślają polscy celnicy sam w sobie łamie wszelkie normy sanitarne, Rosjanie najzwyczajniej w świecie opłacają swoich celników. Choć nie jest łatwo skłonić rosyjskich obywateli dziś do rozmowy na ten temat, udało mi się w jednym ze sklepów chwilkę „poplotkować” z młodą Rosjanką, która regularnie bywa w jednym z dyskontów w Bartoszycach. Kobieta przyznaje, że głównym powodem, dla którego przez jakiś czas Rosjanie musieli zrezygnować z zakupów w Polsce nie była świadomość embarga czy wiara w propagandę, że polskie mięso jest złe. Jedynym powodem był słaby kurs rubla do złotówki**. „Dziś w naszych sklepach jest coraz mniej produktów więc musimy kupować w Polsce. A celnicy nawet nie zawsze biorą w łapę. Po prostu przymykają oczy, bowiem ich rodziny czy znajomi też przewożą z Polski jedzenie. To już nawet nie jest zabawa w kotka i myszkę z celnikami jak kiedyś.”- mówi. Niemniej jednak obchodzenie rosyjskich zakazów już wygląda jak taka zabawa. Z jednej strony przywiązanie do wodza, z drugiej bezczelne łamanie zasad jego polityki.

Rządzący Rosją wiedzą dobrze, że embargo na polską żywność najmocniej uderza w ich własnych obywateli. Rząd przerażony galopującymi cenami zgodził się by Białoruś i Kazachstan pośredniczyły w dostawach zachodniej żywności. Żywności, która oficjalnie do Rosji przez rok wejść nie może. Paranoja? Trochę przypominająca późny PRL, gdy rząd bohatersko pokonywał problemy, które sam stworzył. Rosjanie przyjeżdżający na Warmię i Mazury robili już tak wcześniej. Przyjeżdżali do Gołdapi przez Litwę, bo ich celnicy na litewskiej granicy byli mniej czujni. Widać więc, że życie w absurdach putinowskiej Rosji niespecjalnie im przeszkadza. W końcu Putin obiecał im imperium. Oby robiło ono jedynie zakupowe inwazje.