Nie muszę chyba przypominać o katastrofie Smoleńskiej, w której zginęła ogromna część polskiej elity politycznej. O ile wiem za to też nikt nie został ukarany. I co? Świat kręcił się dalej. Niemcy i Francuzi dalej robili interesy z Rosją. Tym razem będzie podobnie. Po ogólnej fali oburzenia będzie powrót do „business as usual”,  jak mawiają Brytyjczycy – przekonuje słynny francuski historyk i sowietolog Alain Besançon w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

wPolityce: Politycy na Zachodzie wyraźnie zaostrzyli po katastrofie samolotu malezyjskich linii lotniczych ton wobec Rosji. Czy to może doprowadzić do trwałej zmiany nastawienia, szczególnie Francji i Niemiec, do Rosji? Może wreszcie Zachód sobie uświadomi, że to żaden „konflikt Kijowa z separatystami”, tylko zwyczajna wojna pomiędzy Ukrainą a Rosją. Gospodarcze interesy staną się mniej ważne?

Alain Besançon: Szczerze w to wątpię. Moim zdaniem lobby gospodarcze, czyli przemysł we Francji, Niemczech oraz innych krajach Europy już o to zadba, by się tak nie stało. Brytyjczycy nie chcą stracić pieniędzy, które rosyjscy oligarchowie inwestują na londyńskiej giełdzie, Francja musi gdzieś sprzedać swoje Mistrale, nie wspominając o francuskich bankach, które wkupiły się w rosyjski sektor finansowy. A Niemcy sprzedają Rosjanom broń oraz ją od Rosjan kupują. O tym się często zapomina, ale to Niemcy wybudowali centrum szkoleniowe dla rosyjskiej armii pod Moskwą. Niemcy to największy inwestor nad Wołgą i nie chcą stracić tego rynku. Zarówno Berlin jak i Paryż dobrze wiedzą z kim walczą władze w Kijowie. Wiedzą, że nie są to jacyś separatyści od siedmiu boleści tylko rosyjski Specnaz. I jak dotąd im to nie przeszkadzało. Byli gotowi poświęcić Ukrainę dla swoich gospodarczych interesów, kraj liczący 45 mln. mieszkańców. To co może znaczyć dla nich jeden samolot?

Zginęło 300 niewinnych ludzi. Holendrów, Brytyjczyków, także Niemców. Ta zbrodnia ma pozostać bezkarna?

Mogę się mylić, ale jestem w tej kwestii pesymistą. Zresztą nie takie zbrodnie uchodziły Putinowi na sucho. Nie muszę pani chyba przypominać o katastrofie Smoleńskiej, w której zginęła ogromna część polskiej elity politycznej. O ile wiem za to też nikt nie został ukarany. I co? Świat kręcił się dalej. Niemcy i Francuzi dalej robili interesy z Rosją. Tym razem będzie podobnie. Po ogólnej fali oburzenia będzie powrót do „business as usual”, jak mawiają Brytyjczycy.

Putin w każdym razie robi dobra minę do złej gry. Zaapelował dziś o zawieszenie broni i o plan pokojowy dla wschodniej Ukrainy….

(śmiech). To bardzo sprytne. Oczywiście ma to być pokój na warunkach Rosji. I niech zgadnę: Niemcy to już podchwycili i zaczęli mówić o dyplomatycznym rozwiązaniu konfliktu?

Angela Merkel stwierdziła, że rozwiązanie może być tylko polityczne. Oraz dodała, że między Berlinem a Moskwą nie panuje obecnie zgoda i należy coś z tym zrobić..

Oczywiście. Rosja będzie usiłowała wykorzystać tę tragedię do swoich celów, czyli przechylenia szali we wschodniej Ukrainie na swoją korzyść. A zachodni politycy, stroniący od konfliktów, podążą za nią jak barany. „Pokój”, „dyplomacja”, „deeskalacja”. Te słowa działają na Europejczyków elektryzująco. I Putin dobrze o tym wie. Wystarczy tak naprawdę, że zadziałają tylko na kilku europejskich przywódców, wtedy nie będzie zgody co do działań wobec Rosji. I o to chodzi. Podzielona, niespójna Europa jest gospodarzowi Kremla na rękę. Rosja posiada bardzo sprawną dyplomację. Jednym mówi to, drugim tamto, stara się skłócić wszystkich i uzyskać coś od każdego osobno. I świetnie jej to wychodzi.

A jeśli jednak tym razem Europa przemówi jednym głosem?

Putin jest dobrym uczniem Stalina. „Soso” zawarł sojusz z Hitlerem. Ten blok byłby praktycznie niezniszczalny, gdyby Hitler nie zerwał umowy. Rosyjski prezydent usiłuje obecnie zawrzeć podobny sojusz z Chinami. Oś Pekin-Moskwa. To ona ma uczynić Rosję niezniszczalną, nietykalną przez Zachód. Możliwe, że skończy się to wchłonięciem Rosji przez Chiny, ale Chińczykom się jak na razie nie śpieszy. Im bardziej Zachód będzie więc naciskał na Kreml, tym bardziej zwróci się on ku Pekinowi. Tyle, że Zachód jak na razie tylko wypowiada groźby, zamiast działać. A wystarczyłoby obniżyć cenę baryłki ropy do 50 dolarów i Rosja znalazłaby się na kolanach. Już teraz jest w gruncie rzeczy tylko papierowym tygrysem. Niczego nie produkuje, z wyjątkiem broni i ropy naftowej. I konfliktów.

Rozmawiała Aleksandra Rybińska