Wypowiedzi i zachowania polityków często umacniają w młodym pokoleniu przekonanie, że nie warto się uczyć i nie trzeba niczego umieć, by zrobić karierę. Nie tylko w Polsce. Deputowana do Bundestagu niemieckich Socjaldemokratów (SPD) Elke Ferner postanowiła udowodnić, że głupota jest fajna, byle ją odziać w genderowe szaty.

Mianowana na parlamentarnego podsekretarza stanu w ministerstwie ds. rodziny, po otrzymaniu legitymacji, bezzwłocznie ją odesłała do urzędu kanclerskiego. Powód? W legitymacji pod czarnym orzełkiem znalazło się określenie „sekretarz stanu”. A Ferner jest przecież kobietą. „Język nie powinien służyć do tego, by wymazać połowę społeczeństwa ze świadomości” – zadeklarowała. I dodała: „To obraźliwe. Pielęgniarz to w końcu też nie pielęgniarka”.

Na delikatne sugestie niektórych kolegów, że za 18 tys. euro miesięcznie, które zarabia jako sekretarz stanu, większość pielęgniarek chętnie dałaby się określać jako pielęgniarz, zareagowała nerwowo. „Jakość tych komentarzy mówi za siebie. Wydawało mi się, że debata publiczna na temat praw kobiet posunęła się do przodu w przeciągu ostatnich 30 lat”. Oraz zażądała od urzędu kanclerskiego nowej, poprawnej politycznie legitymacji.

Można by się z tego po prostu śmiać, gdyby nie to, że w Niemczech gender to codzienność. Zamiast wyborców, są „wyborcy i wyborczynie”, na uczelniach wykłada się przedmiot pod nazwą „gender studies”, wmawiając rzeszom studentów, że różnica między kobietami a mężczyznami nie jest determinowana biologicznie tylko społeczną konstrukcją, a pedagodzy zabierają chłopcom samochodziki, a dziewczynkom lalki, by zastąpić je „neutralnymi płciowo” zabawkami.

W literaturze nad Renem szykuje się podobna rewolucja. Próbowano już ocenzurować „Pippi Langstrumpf” (w powieści pojawia się słowo murzyn) i zamienić „Idiotę” Dostojewskiego w „Idiotę/tkę”. Może zamiast „Hrabiego Monte Christo” niebawem będzie Hrabina?

Całą masę innych genderowyuch kretynizmów udało się u naszych sąsiadów w końcu już zrealizować. W Hanowerze ma m.in. powstać plac „Dolnych Saksonek i Saksończyków”, a na Uniwersytecie w Kolonii na zajęcia z kryminologii nie wolno już mówić „poplecznik” tylko „osoba stojąca za czymś”, bo to bardziej neutralne płciowo. Językoznawcy pracują obecnie nad bardziej neutralnym określeniem dla wykładowców na uczelniach. Proponują: „professx”.

Socjaldemokraci od dawna świecą tu przykładem. Na ostatnim zjeździe partyjnym postanowili stać się „bardziej kobiecą partią”. Genderowe szkolenia dla działaczy są obowiązkowe.