Poprosiliśmy prof. Andrzeja Nowaka, historyka i znawcę Rosji,  o ocenę historycznego kontekstu kryzysu ukraińskiego. Oto jego wypowiedź:

Moskwa powstała w 1147 roku. I zaledwie 22 lata później drugi władca Moskwy Andrzej Bolołubski zniszczył Kijów. Zrównał miasto z ziemią. Bo Kijów mu przeszkadzał jako konkurent do dominacji gospodarczej. Chciał zniszczyć także Nowogród, ale wówczas nie zdołał. To pokazuje, że jest jakieś napięcie wewnętrze w świecie ruskim, które przejawiło się, za sprawą oddziaływania Polski na Ruś południowo-zachodnią, wyodrębnieniem Ukrainy. Ale jednocześnie uważam, że to napięcie wewnętrzne trwa także w Rosji dzisiejszej. Rosja nie jest krajem, który w całości reprezentuje ideologia Władimira Putina. Zwróćmy uwagę na kłopoty jakie mamy w Polsce, by najprostsze fakty odzwierciedlić w świadomości społecznej. Gigantyczne kłamstwa władzy, np. w sprawie rzekomego kontraktu z Katarczykami w sprawie stoczni, przechodzą bezkarnie. Nie ma po nich śladu w świadomości społecznej. Dlaczego? Bo największe telewizje, a więc najważniejszy ośrodek oddziaływania, działają na rzecz władzy. Jednocześnie łapiemy się za głowę i mówimy: w Rosji 90 proc. obywateli popiera Putina! Tamte telewizje są podporządkowane tak samo, tylko jeszcze bardziej. Nie ma ani jednej niezależnej telewizji, wszystkie są sterowane z Kremla, i tłoczą w głowy ideologię agresji, pychy, buty. To nie znaczy, że wszyscy Rosjanie tacy są, czy tacy być muszą. Widzieliśmy półtora roku temu, jak chwiała się ta władza. Dlatego Kreml zaplanował tę „mają zwycięską wojnę”, by przywołać słowa carskiego ministra w odniesieniu do wojny z Japonią z 1904 roku. Oczywiście, Ukraina nie ma zasobów tamtej Japonii, ale ma ducha oporu. Ten duch oporu może okazać się ważnym czynnikiem.

Ten moment walki o Ukrainę jest tak ważny. To może być pierwszy punkt, w którym Putin się poślizgnie, w którym straci autorytet polityka prowadzącego państwo od zwycięstwa do zwycięstwa. To zależy jednak nie tylko od Ukrainy, choć oczywiście od niej zależy najwięcej. To zależy także od Zachodu, którego ważną częścią w odniesieniu do Rosji jest już Polska. Na ile będziemy potrafili zmoblizować Unię Europejską, na ile Zachód jest pustym dźwiękiem, a na ile jest realnością, rzeczywistą wspólnotą. Jeśli jest jakąś wspólnotą wartości, opartą o obronę wolności, a nie o kobietę z brodą, to jest powód, by dać Władimirowi Putinowi twardy opór. Jeśli Putin wygra na Ukrainie, to pójdzie dalej, a jego celem nie jest odzyskanie Białorusi, Litwy czy Łotwy. Celem ostatecznym nie jest także opanowanie Polski. Celem Putina jest podporządkowanie całej Europy! I to musimy uświadomić sobie, i innym. Rosji Putina potrzebna jest cała Europa jako zaplecze technologiczno-biznesowe. Zaplecze do walki o przetrwanie w świecie, w którym dominuje Azja.

Rosja będzie coraz bardziej wypychana z Azji, nie ma szans, wystarczy spojrzeć na demograficzne zasoby Chin czy Indii, razem 20-krotnie większe od rosyjskich. Ale także Afganistanu, który w roku 2050 będzie miał 70 milionów mieszkańców, a więc połowę tego, co Rosja, choć w chwili ataku ZSRR miał 1/20 potencjału sąsiada. Nacisk Azji rośnie, Rosja jest wypychana do Europy. I chce tę Europę podporządkować sobie, ramionami energetycznymi i szantażem użycia siły. A Europa boi się użycia siły. Putin nie chce wojny, nie jest człowiekiem nienormalnym, on po prostu reaguje wyłącznie na argument siły. Jeśli Europa odnajdzie w sobie siłę do przeciwstawienia się, choćby ekonomicznie, choćby stając solidarnie, to ma szansę na sukces. Bo Putin działa w logice, w której musi iść do przodu. Gdy się zatrzyma, to upadnie. Im szybciej to nastąpi, tym szybciej zobaczymy twarz innej Rosji.

Not. Sil