Prof. Marciniak, sowietolog: "W sprawie rozwoju sytuacji na Ukrainie boję się formułować jakiekolwiek prognozy". NASZ WYWIAD

PAP/ EPA
PAP/ EPA

Rozpoczęła się nowa faza konfliktu rosyjsko-ukraińskiego; padają pierwsi zabici, armia ukraińska zdaje się być lojalna wobec władz w Kijowie, co nie było dotąd całkiem pewne.

Jak rozwinie się sytuacja i czy Ukraina jest w stanie obronić się przed Rosją rozmawiamy z prof. Włodzimierzem Marciniakiem, politologiem i sowietologiem.

Zdaje się, że Ukraińcy zaczęli się w końcu bronić. To dobry prognostyk dla ich państwa, prawda?

Obserwując rozwój konfliktu rosyjsko-ukraińskiego widać, że wkroczył on w krwawą fazę. Przełomowe były wydarzenia w Odessie – 2 maja. Akcja antyterrorystyczna zaczęła się wcześniej, ale w początkowej fazie przebiegała w sposób, że tak nazwę – dziwny. Jednostki ukraińskie wkraczały, potem się wycofywały. Usuwały one separatystów, potem ich wpuszczały. Działania w Mariupolu to chyba są nie pierwszy raz, tak więc ja bym się wahał nazwać to przełomem.

Czy obecne problemy Ukrainy są skutkiem indolencji polityków z czasów Pomarańczowej Rewolucji? Zaprzepaścili oni czas na radykalne zmiany wtedy, gdy Rosja była słaba?

Jeśli spojrzeć na to z punktu widzenia potencjału i sprawności ukraińskich sił zbrojnych, no to trzeba powiedzieć, że armia była rozkładana przez cały czas. Tu nie widać różnicy w podejściu różnych ekip politycznych. Cały czas jest kryminalizacja milicji, służby bezpieczeństwa. Milicji ta kryminalizacja dotyczyła ewidentnie. Bunt na majdanie w dużym stopniu zrodził się dlatego, że podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską narzuci władzom ukraińskim elementarne standardy samowoli milicji. Pamiętamy przecież, że nawet dochodziło do gwałtów. Obecnie Ukraińcy muszą tworzyć od podstaw formacje zbrojne, bo teraz to jest jakieś pospolite ruszenie, choć w miarę efektywne

Czy jest pan jednak choć trochę większym optymistą w rozwoju wydarzeń na Ukrainie niż np. miesiąc temu? Czy nadal jest za wcześnie na optymizm?

Boję się formułować jakiekolwiek prognozy. Mamy do czynienia z łatwą przekraczalnością granicy i brakiem oporu społecznego w rejonach wschodnich Ukrainy. Przecież ci tzw. separatyści to są grupy kilkusetosobowe, które nagle opanowują całe miasto, które są bez jakiegoś większego problemu stamtąd wypychane.

Bo są dobrze wyposażone, ale słabo wyszkolone?

Tak, ale nie należy też lekceważyć czynnika kulturowego polegającego na tym, że w znacznej części mieszkańców wschodu Ukrainy jest obojętne komu się poddadzą, podporządkują. To wykorzystują separatyści, ale to oznacza, że w razie silniejszego przeciwstawienia się im, nikt tych separatystów nie będzie specjalnie bronił. Zwłaszcza, że to jest element w dużej mierze kryminalny i ludzi zaczynają mieć go dosyć.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych