Lefter, czyli sprawdzian również i dla nas. Jest przecież naszym sprzymierzeńcem. A swoich nie zostawia się w niewoli

Fot. ukraineinvestigation.com
Fot. ukraineinvestigation.com

Gdzieś tam w Słowiańsku lub może już gdzie indziej na de facto kontrolowanej przez separatystów wschodniej Ukrainie więziony jest Serhij Lefter, 24-letni ukraiński niezależny dziennikarz, pochodzący z Winnicy.

W okresie rządów Janukowicza Lefter pracował w ukraińskiej telewizji publicznej; zrezygnował wtedy z pracy, protestując przeciw polityce informacyjnej swojego kanału i ogólnie cenzurze. Od tamtej pory był freelancerem, pisywał m.in. dla ipress.ua.

Polacy mają jednak więcej powodów, by być z nim solidarnymi. Lefter pojechał bowiem na wschodnią Ukrainę, gdzie „został zniknięty”, jako wolontariusz polskiej Fundacji Otwarty Dialog. Z jej ramienia był dwa tygodnie na Krymie. Potem po krótkim odpoczynku dołączył do polskiej wolontariuszki Agnieszki Góralskiej. Od 9 kwietnia byli po kolei w Charkowie, Doniecku i Kramatorsku. 14 kwietnia rozdzielili się, gdyż zmęczona Agnieszka wróciła do Kijowa, aby chwilę odpocząć. 15 kwietnia wieczorem Fundacja miała z nim ostatni kontakt.

16 kwietnia już nie można się było do niego dodzwonić, ale był to moment, gdy władze ukraińskie twierdziły, że rozpoczynają na wschodzie tzw. „operację antyterrorystyczną”, w Fundacji myślano więc, że zakłócenia łączności są spowodowane przez te działania. Następnego dnia rano pragnący zachować anonimowość (bo bardzo się boi, to w tej chwili zrozumiała reakcja u prokijowskich Ukraińców ze wschodu) świadek poinformował Fundację, że dziennikarz jest przetrzymywany przez separatystów w Słowiańsku, oskarżony o szpiegostwo i… współpracę z Prawym Sektorem.

Tę informację udało się potwierdzić. Lefter był w tym momencie więziony na miejscowej milicji.

Potem na wschodzie zatrzymano większą liczbę dziennikarzy, między innymi Rosjanina, dwóch Włochów, Czecha oraz Białorusina. Zaś w ostatnią niedzielę zatrzymano Irmę Krat, ukraińską dziennikarkę i aktywistkę Euromajdanu. Jej prawnik komunikował się z separatystami i przy okazji zdołał potwierdzić, że Lefter jest przetrzymywany razem z nią.

Władze ukraińskie nie są chętne do zajmowania się tą sprawą, gdyż dowodzi ona ich bezsilności i tego, że realnie nie mają wpływu na bieg wypadków na wschodzie. Formalnie niechęć do interwencji tłumaczą tym, że próba odbicia więzionych mogłaby spowodować śmierć cywili.

Kilka dni temu ponad 200 polskich i ukraińskich dziennikarzy oraz działaczy społecznych napisało wspólny list w obronie Leftera. Ale my, Polacy, powinniśmy zrobić więcej.

Oczywiście - polski rząd nie ma wpływu na to, co dzieje się na wschodzie Ukrainy. Ale minister Sikorski mógłby na przykład publicznie wyrazić zaniepokojenie jego losem. Zrobić choćby to.

Bo Lefter jest przecież naszym sprzymierzeńcem. A swoich nie zostawia się w niewoli.

Przepraszam za ten górnolotny ton, ale chyba nie jest on w tej sytuacji całkiem nie na miejscu.

Piotr Skwieciński

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...