Od kilku dni na Węgrzech mam możliwość przyglądania się z bliska tutejszej polityce, a jednocześnie obserwuję, jak jest ona komentowana w Polsce. Słyszę więc w Budapeszcie, że Viktor Orban poparł sankcje przeciwko Rosji za agresję na Krym, ale z polskich mediów dowiaduję się, że Orban sprzeciwił się sankcjom przeciwko Rosji. Sięgam więc po tekst oryginalnego wystąpienia premiera. I cóż się okazuje? Otóż Orban powiedział, że Węgry poprą sankcje przeciwko Rosji, choć wolałyby tego uniknąć, bo będzie ich to drogo kosztowało. A więc Orban poparł sankcje, mimo że krok taki pociągnie za sobą straty dla węgierskiej gospodarki. Tymczasem z komentarzy w Polsce wynika, że Orban nie poparł sankcji, a więc jest sojusznikiem Putina.

W Budapeszcie dowiaduję się, że Węgry potwierdziły, iż są gotowe do rozpoczęcia dostaw rewersowych gazu na Ukrainę. A więc są gotowe wspomóc nowe władze w Kijowie w sytuacji konfliktu z Gazpromem.

CZYTAJ WIĘCEJ: Węgry są gotowe dostarczać gaz na Ukrainę

Tymczasem z Polski dochodzą głosy, że Węgrzy nie zamierzają uruchamiać dostaw rewersowych na terytorium ukraińskie, a więc sprzyjają polityce Putina.

Tego typu przeinaczeń i przekłamań, wiążących nazwiska Orbana z Putina, jest znacznie więcej. Rozumiem, że można pomylić się raz albo dwa. Ale ciągle? Ciągle, wbrew faktom, przedstawiać Fidesz jako sojusznika polityki Kremla? Jak mówią mi moi węgierscy znajomi, z perspektywy Budapesztu wygląda to na skoordynowaną orkiestrację.

Grzegorz Górny