Raków Częstochowa wygrał w Bułgarii 2:1 (1:0) z Ardą Kyrdżali w meczu rewanżowym 4. rundy eliminacji piłkarskiej Ligi Konferencji. W pierwszym spotkaniu również zwyciężyli wicemistrzowie Polski (1:0) i zagrają w fazie ligowej rozgrywek. Awans wywalczyła również Jagiellonia Białystok, która zremisowała w Albanii z Dinamem Tirana 1:1 (0:0). Pierwsze spotkanie polski zespół wygrał u siebie 3:0. W fazie ligowej zagrają również Legia Warszawa i Lech Poznań.
Mamy to! Po prawdziwym piłkarskim dreszczowcu w Warszawie komplet polskich drużyn melduje się w fazie ligowej Ligi Konferencji UEFA. To historyczny wynik i ważny dzień dla polskiej piłki klubowej
— napisał prezes PZPN Cezary Kulesza.
Gratulacje i powodzenia w dalszej walce!
— dodał.
Awans Rakowa
Arda Kyrdżali - Raków Częstochowa 1:2 (0:1)
Bramki: 0:1 Peter Barath (2), 1:1 Antonio Wutow (59-karny), 1:2 Ivi Lopez (90+3).
Żółta kartka – Arda Kyrdżali: Georgi Nikołow, Andre Shinyashiki, Patrick Luan; Raków Częstochowa: Bogdan Racovitan, Peter Barath, Jesus Diaz. Żółta kartka za drugą żółtą – Arda Kyrdżali: Georgi Nikołow (70). Czerwona kartka – Arda Kyrdżali: Dimityr Wełkowski (90).
Sędzia: Igor Pajac (Chorwacja). Widzów: około 5 000.
Pierwszy mecz: Raków – Arda 1:0. Awans do fazy ligowej: Raków.
Arda Kyrdżali: Anatoli Gospodinow – Wjaczesław Welew (66. Andre Shinyashiki), Felix Eboa, Celal Huseynov, Dimityr Wełkowski – Swetosław Kowaczew (85. Isnaba Mane), David Idowu (80. Patrick Luan), Serkan Jusein (46. Antonio Wutow), Łyczezar Kotew, Birsent Karagaren (66. Gustavo Cascardo) – Georgi Nikołow.
Raków Częstochowa: Kacper Trelowski – Bogdan Racovitan, Zoran Arsenic, Stratos Svarnas - Fran Tudor, Peter Barath (74. Marko Bulat), Oskar Repka, Marko Balut, Jean Carlos Silva (79. Adriano Amorim) – Michael Ameyaw (60. Jesus Diaz), Tomasz Pieńko (60. Ivi Lopez) – Jonatan Brunes (79. Leonardo Rocha).
Raków był faworytem dwumeczu z Ardą, ale w pierwszym spotkaniu wicemistrzowie Polski strzelili tylko jednego gola i rewanż w Bułgarii nie wydawał się jedynie formalnością. Zwłaszcza, że rywale w Częstochowie mieli swoje okazje i można się było spodziewać, że u siebie zagrają odważniej, z wiarą na sprawienie niespodzianki.
Podopieczni trenera Marka Papszuna szybko ostudzili zapędy Bułgarów, bo nie minęło 120 sekund a już prowadzili. Peter Barath zdecydował się na strzał zza pola karnego i może nie uderzył idealnie, ale piłka odbiła się jeszcze od Feliksa Eboa i wpadła do siatki obok Anatolija Gospodinowa.
Gospodarze sprawiali wrażenie zagubionych a Raków starał się iść za ciosem i miał świetną okazję na podwyższenie prowadzenia. Po strzale Jonatana Brunesa bramkarz Ardy zdołał końcem palców wybić piłkę, do której dopadł Michael Ameyaw. Skrzydłowy sprytnie oszukał jednego z rywali i zagrał wzdłuż bramki, ale nie było tam nikogo, kto by wepchnął piłkę do siatki.
Z minuty na minutę napór polskiego zespołu malał i w końcu także rywale zaczęli wyprowadzać akcje ofensywne. Po jednej z nich na strzał zdecydował się Serkan Jusein, ale Kacper Trelowski zachował czujność.
Prawdziwe problemy Rakowa zaczęły się w drugiej połowie. Gospodarze podeszli wyżej, zaczęli grać agresywniej z czym zupełnie nie mogli sobie poradzić podopieczni trenera Papszuna. Wicemistrzowie Polski mieli problemy z wyjściem z własnej połowy a Arda atakowała.
Gospodarze nie stwarzali sytuacja, ale w końcu doczekali się gola. Dimityr Wełkowski wpadł w Zorana Arsenica, padł na murawę, a ponieważ wszystko się działo w polu karnym, sędzia wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Antonio Wutow i zrobiło się 1:1.
Gol wyraźnie napędził gospodarzy, którzy zaatakowali jeszcze odważniej i jeszcze podostrzyli grę. Nawet chyba za bardzo czego efektem była żółta kartka dla Georgi Nikołowa. Ponieważ było to drugie upomnienie, napastnik Ardy musiał opuścić boisko.
Raków grał w przewadze, ale to nadal Arda dyktowała warunki. Częstochowianie grali brzydko, chaotycznie, notowali wiele strat i nie mogli wszystkiego tłumaczyć fatalnym stanem murawy.
Polski zespół doszedł do głosu dopiero w samej końcówce, kiedy rywale wyraźnie opadli z sił. Raków miał kilka wyśmienitych sytuacji bramkowych, ale seryjnie je marnował. Do siatki trafił dopiero Ivi Lopez, dobijając swój strzał z rzutu karnego, który obronił Gospodinow. Wcześniej za faul czerwoną kartką ukarany został jeszcze Wełkowski i Arda grała w dziewiątkę.
Wynik już się nie zmienił, Raków wygrał i zagra w fazie ligowej Ligi Konferencji, której losowanie zaplanowane jest na piątek na godz. 13.
Awans Jagielloni Białystok
Jagiellonia Białystok zremisowała w Albanii z Dinamem Tirana 1:1 (0:0) w meczu rewanżowym czwartej rundy eliminacyjnej piłkarskiej Ligi Konferencji i awansowała do fazy zasadniczej tych rozgrywek. Pierwsze spotkanie polski zespół wygrał u siebie 3:0.
Dinamo Tirana - Jagiellonia Białystok 1:1 (0:0).
Bramki: 1:0 Dejvi Bregu (68), 1:1 Dimitris Rallis (79).
Żółte kartki: Dinamo - Dejvi Bregu, Bruno Dita, Tiago Nani. Jagiellonia - Dawid Drachal, Oskar Pietuszewski, Taras Romanczuk, Dimitris Rallis.
Sędzia: Goga Kikacheishvili (Gruzja).
Dinamo Tirana: Aldo Teqja - Jorgo Meksi (62. Hekuran Berisha), Ledio Beqja (62. Bruno Dita), Naser Aliji, Lorran - Tiago Nani, Klevi Qefalia (37. Eridon Qardaku), Karamba Gassama (84. Florenc Ferruku) - Bernard Berisha, Dejvi Bregu, Lorenco Vila (62. Bekim Maliqi).
Jagiellonia Białystok: Sławomir Abramowicz - Norbert Wojtuszek (63. Oskar Pietuszewski), Bernardo Vital, Yuki Kobayashi, Bartłomiej Wdowik - Alejandro Pozo, Leon Flach, Dawid Drachal (71. Taras Romanczuk), Louka Prip (77. Dusan Stojinovic) - Jesus Imaz, Afimico Pululu (77. Dimitris Rallis).
Wynik pierwszego meczu sprawił, że gospodarze od razu przystąpili do ataków i już w pierwszej minucie zagrozili bramce Jagiellonii. Po dośrodkowaniu z lewej strony głową uderzył Tiago Nani, jednak minimalnie niecelnie. W odpowiedzi z rzutu wolnego strzelił Louka Prip, ale bramkarz Dinama Aldo Teqja to uderzenie obronił.
W tej fazie meczu to gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce i mieli niewielką przewagę, choć oba zespoły starały się grać szybko, w miarę możliwości bez przyjęcia piłki. Lepsze okazje bramkowe miała jednak Jagiellonia. W 13. min po rzucie rożnym z powietrza uderzył Yuki Kobayashi, ale chybił.
Najlepszą sytuację białostoczanie mieli w 17. min, gdy najpierw bramkarz Dinama na linii bramkowej obronił strzał głową Afimico Pululu, a jego dobitkę zablokował Karamba Gassama.
Dinamo najbliżej szczęścia było po rzucie rożnym - w sytuacji bardzo podobnej do strzału Kobayashiego, niecelnie uderzył jednak Lorenco Vila. W 36. min Pululu zdobył gola, ale gdy wychodził sam na sam z bramkarzem był na spalonym.
Tuż po wznowieniu gry w drugiej połowie Jagiellonia odebrała gospodarzom piłkę pod ich bramką, Pululu podał do Dawida Drachala, lecz bramkarz zespołu z Tirany jego strzał obronił.
Białostoczanie starali się utrzymywać przy piłce, ale popełniali błędy w defensywie. W 57. min Pululu stracił piłkę pod swoim polem karnym i ostatecznie Sławomir Abramowicz uratował Jagiellonię przed stratą gola.
W 68. min bramkarz białostoczan nie miał jednak szans przy kolejnym strzale aktywnego w tym meczu Dejvego Bregu. Trudny do wytłumaczenia błąd popełnił w swoim polu karnym Kobayashi, bo nie trafił w zagraną z prawej strony piłkę, zmylił też tym Bernardo Vitala, a napastnik miejscowych z bliska uderzył celnie pod poprzeczkę.
Gospodarze zwietrzyli szansę na wyrównanie stanu rywalizacji, choć brakowało do tego jeszcze dwóch bramek. Atakowali jednak chaotycznie, ale też Jagiellonia dość nerwowo się broniła. Sytuację uspokoił gol wyrównujący, zdobyty przez Greka Dimitrisa Rallisa, który trafił do bramki Dinama niemal tuż po wejściu na boisko, wykorzystując podanie Alejandro Pozo.
W końcówce meczu doszło do zamieszania na boisku. Wszystko zaczęło się od faulu Tiago Naniego na Oskarze Pietuszewskim. Zawodnik gospodarzy po faulu jeszcze dodatkowo kopnął piłkę, trafiając leżącego na murawie skrzydłowego Jagiellonii. W przepychankach wzięli udział zawodnicy obu drużyn i członkowie sztabów szkoleniowych, posypały się żółte kartki; dostał ją też trener Adrian Siemieniec.
Jagiellonia już do końca meczu utrzymała korzystny wynik i mogła świętować - drugi z rzędu - awans do fazy ligowej Ligi Konferencji.
Wygrana w Belgii, ale awansu nie ma
Piłkarze Lecha Poznań, mimo zwycięstwa w Belgii nad KRC Genk 2:1 (1:1), odpadli w 4. rundzie eliminacji Ligi Europy. Przed tygodniem ulegli u siebie 1:5. To oznacza, że mistrzowie Polski wystąpią w fazie ligowej (zasadniczej) Ligi Konferencji.
KRC Genk - Lech Poznań 1:2 (1:1).
Bramki: 1:0 Junya Ito (31), 1:1 Kornel Lisman (43), 1:2 Leo Bengtsson (56-wolny).
Żółte kartki: Genk - Junya Ito; Lech - Wojciech Mońka.
Sędzia: Davide Massa (Włochy). Widzów ok. 13 tys.
Pierwszy mecz: 5:1. Awans do fazy ligowej LE - Genk.
Genk: Tobias Lawal - Ken Nkuba, Josue Kongolo, Matte Smets, Yaimar Medina (78. Joris Kayembe) - Nikolas Sattlberger, Konstantinos Karetsas, Patrik Hrosovsky (67. Bryan Heynen), Noah Adedeji-Sternberg (67. Yira Sor) - Hyeongyu Oh (90. Robin Mirisola), Junya Ito (67. Jarne Steuckers).
Lech: Bartosz Mrozek - Joao Moutinho, Mateusz Skrzypczak (60. Alex Douglas), Wojciech Mońka, Michał Gurgul - Kornel Lisman, Timothy Ouma, Antoni Kozubal (46. Gisli Thordarson), Pablo Rodriguez (70. Bartłomiej Barański), Luis Palma (46. Leo Bengtsson) - Bryan Fiabema (60. Filip Szymczak).
Poznański zespół najpierw odpadł w 3. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, po dwumeczu z Crveną Zvezdą Belgrad (1:3, 1:1), co oznaczało udział w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy.
W tych rozgrywkach emocje dla kibiców Lecha skończyły się praktycznie po pierwszym meczu z rywalami z Belgii. W poprzedni czwartek „Kolejorz” przegrał u siebie KRC Genk 1:5, więc znalazł się w arcytrudnej sytuacji przed rewanżem.
- Chcemy wygrać w Belgii i bronić dobrego imienia klubu. Natomiast będziemy potrzebować cudu, żeby awansować – przyznał przed rewanżem trener Niels Frederiksen.
Szkoleniowiec Lecha od początku sezonu nie może korzystać z wielu kontuzjowanych piłkarzy. Podobnie było w czwartkowy wieczór w Genku, ale ci zawodnicy, którzy dostali od niego szansę, stanęli na wysokości zadania.
Wprawdzie prowadzenie objęli gospodarze - w 31. minucie brak zdecydowania i chaos w defensywie mistrzów Polski wykorzystał Japończyk Junya Ito - ale później do głosu doszli piłkarze z Poznania.
Jeszcze przed przerwą (43.) do wyrównania doprowadził Kornel Lisman, który po rajdzie przez pół boiska zaskoczył bramkarza Genku mocnym strzałem przy tzw. bliższym słupku. Słowa uznania dla 19-letniego skrzydłowego Lecha, lecz ta sytuacja jednocześnie obciąża konto austriackiego golkipera gospodarzy Tobiasa Lawala.
W drugiej połowie kibice gości znów mieli powody do radości. W 56. minucie efektownym i precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Szwed Leo Bengtsson, dając mistrzom Polski prowadzenie w meczu.
Do odrobienia strat z pierwszego spotkania wciąż było daleko, ale „Kolejorz” próbował. Kwadrans później, po ogromnym błędzie defensywy gospodarzy, w świetnej sytuacji znalazł się właśnie Bengtsson, lecz tym razem nieznacznie się pomylił.
Do końca meczu wynik już nie uległ zmianie. Lechowi na pocieszenie pozostały ważne punkty do rankingu UEFA i przede wszystkim możliwość występów w fazie zasadniczej Ligi Konferencji. Losowanie sześciu rywali dla poznańskiego zespołu odbędzie się w piątek.
Awans Legii rzutem na taśmę
Piłkarze Legii Warszawa zremisowali u siebie z Hibernianem Edynburg po dogrywce 3:3 w rewanżowym meczu 4. rundy eliminacji Ligi Konferencji i awansowali do fazy zasadniczej tych rozgrywek. W pierwszym spotkaniu w Szkocji zwyciężyli 2:1.
Legia Warszawa - Hibernian Edynburg 3:3 po dogrywce (2:3, 1:0).
Bramki: 1:0 Wahan Biczachczjan (13), 1:1 Rocky Bushiri (50-głową), 1:2 Martin Boyle (59), 1:3 Miguel Chaiwa (61), 2:3 Juergen Elitim (90+3), 3:3 Mileta Rajovic (98).
Żółte kartki - Legia: Rafał Augustyniak, Artur Jędrzejczyk, Jan Ziółkowski, Juergen Elitim, Damian Szymański. Hibernian: Josh Mulligan, Miguel Chaiwa, Junior Hoilett, Jordan Obita, Martin Boyle, Kieron Bowie.
Czerwona kartka - Legia: Jan Ziółkowski (115-za drugą żółtą).
Sędzia: Lawrence Visser (Belgia). Widzów: 27 659.
Pierwszy mecz - 2:1 dla Legii. Awans - Legia.
kk/PAP
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/sport/738973-cztery-polskie-druzyny-zagraja-w-lidze-konferencji
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.