Szwedzi to w ćwierćfinałach gość dość nieoczekiwany, bo przecież mieli nawet nie wyjść z ciężkiej grupy z Niemcami i Meksykiem, a tymczasem dołożyli do grupowego sukcesu jeszcze wygraną w 1/8 finału ze Szwajcarią. Anglia z pierwszą fazą nie miała większego kłopotu, ale mecz z Kolumbią wygrali dopiero po karnych po bardzo wyczerpujących 120 minutach gry, co stawia ich w trudnej pozycji startowej.
Szwedzi święcą dotychczasowe triumfy dzięki wielkiej dyscyplinie i defensywnemu stylowi gry. Taką grą pokonali Koreę Południową i Meksyk, a także do ostatnich chwil walczyli o zwycięstwo z Niemcami. W 1/8 finału ze Szwajcarią zagrali nieco odważniej (ale bez przesady) i to także się opłaciło. Trudno się spodziewać, aby mierząc się z Anglikami mieli nagle zagrać otwarcie i zdominować rywala, bo po pierwsze Synowie Albionu są zbyt groźni w ofensywie, a po drugie Szwedzi do cierpliwej pozycyjnej gry nie mają materiału ludzkiego. Jak dotychczas ich największa ofensywna siła leży w skrzydłach – na lewym gra bohater meczu ze Szwajcarią i największa gwiazda zespołu Emil Forsberg, na prawym największe pozytywne zaskoczenie dotychczasowych spotkań, Viktor Claessen. Niezmiennie przepychanki z obrońcami będą udziałem duetu środkowych napastników, Oli Toivonena i Marcusa Berga. Może nie są przesadnie bramkostrzelni, ale swoją rolę polegającą na skutecznej walce o górne piłki i rozstawianiu przeciwników po kątach w fizycznej walce wykonują poprawnie. Do środka pola wraca Sebastian Larsson, ale niewiadomą pozostaje osoba jego partnera w pomocy – jeśli Albin Ekdal nie wyleczy urazu, zagra Gustav Svensson. W obronie żadnych zaskoczeń być nie powinno, bo przed bramką bronioną przez świetnie dysponowanego Robina Olsena pojawi się dobrze współpracujący duet na środku w osobach kapitana Andreasa Granqvista i Victora Lindelofa, Ludwig Augustinsson po lewej stronie i Emil Krafth na prawej, gdzie zastąpi pauzującego za kartki Mikaela Lustiga. Jego brak jest dla Szwedów sporym ciosem, bo prawy defensor był wyróżniającą się postacią w zespole. Selekcjoner Janne Andersson nie powinien niczym zaskoczyć, a Szwedzi zagrają tak, jak lubią i potrafią, co może niekoniecznie jest efektowne dla kibiców, ale za to bardzo niewygodne dla rywali.
Anglicy namęczyli się niemiłosiernie z Kolumbią i może im brakować w starciu z Trzema Koronami świeżości. Oczywiście i tak będą faworytem, ale Gareth Southgate powinien jakoś wstrząsnąć drużyną, której w poprzednim spotkaniu bardzo brakowało kreatywności. Niektóre zmiany mogą być podyktowane urazami, których nabawili się zawodnicy przez 120 minut ciężkiego boju z Los Cafeteros. Na szczęście dla Synów Albionu ich najważniejszy gracz Harry Kane jest w pełni sił i ma zamiar znowu postraszyć na szpicy i znaleźć sposób na szczelnie murującego się przeciwnika. Southgate zapewne po raz kolejny postawi na Raheema Sterlinga, który na razie nie pokazuje nawet ułamka swoich możliwości. O kreację muszą zadbać Jesse Lingard i Dele Alli lub zastępujący go Ruben Loftus-Cheek, natomiast funkcję zabezpieczenia tyłów powinien znowu wziąć na siebie Jordan Henderson. Najlepszym, poza Kanem, zawodnikiem Anglii jest Kieran Trippier, prawy wysunięty obrońca i jednocześnie egzekutor większości stałych fragmentów gry. Na lewym wahadle poważnie poobijanego Ashleya Younga może zastąpić Danny Rose, ale ta zmiana nie powinna byś ze stratą dla zespołu. W środku obrony niepewny jest występ Kyle’a Walkera, więc pod jego nieobecność do Johna Stonesa i Harry’ego Maguire’a dołączyć może Gary Cahill lub Phil Jones. Muszą zagrać pewnie, bo jak na razie na fantastyczne parady Jordana Pickforda Anglicy liczyć nie mogą. Ta niedoświadczona na wielkich turniejach drużyna może napisać swoją piękną historię, ale potrzebuje do tego większego polotu, niż zaprezentowała w spotkaniach z Belgią i Kolumbią. Jeśli będą w stanie odzyskać świeżość po wyczerpującym spotkaniu w 1/8 finału, powinni znaleźć sposób na rozbicie twardego szwedzkiego muru.
Spotkanie Anglii i Szwecji trudno nazwać hitem i prawdopodobnie czeka nas dość zamknięty mecz, w którym to Anglicy będą prowadzili grę i cierpliwie starali się znaleźć sposób na znalezienie klucza do szwedzkiego zamka, natomiast Trzy Korony cofną się wedle znanego już schematu i od czasu do czasu wyjdą skrzydłami z kontratakiem albo skierują daleką piłkę na głowy swoich napastników. Jeśli miałyby decydować indywidualności, to Anglia ma więcej argumentów, ale jeśli weźmiemy pod uwagę szeroko pojętą grę zespołową, górą mogą okazać się Szwedzi.
Przewidywane składy:
Szwecja: Olsen – Krafth, Granqvist, Lindelof, Augustinsson – Claesson, Larsson, Ekdal, Forsberg – Berg, Toivonen
Anglia: Pickford – Jones, Stones, Maguire – Trippier, Loftus-Cheek, Henderson, Lingard, Rose – Sterling – Kane
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/sport/402876-szwecja-anglia-czyli-trudno-oczekiwac-fajerwerkow