Adam Nawałka w meczu z Japonią zagrał swoim klasycznym ustawieniem, ale w innym składzie osobowym. Szansę dostali piłkarze, których na rosyjskich boiskach widzieliśmy dotychczas rzadziej. Podobnie do meczu podszedł Akira Nishino, który desygnował do gry zupełnie inną jedenastkę niż w poprzednich spotkaniach. Na ławce zasiedli m.in. Kagawa, Inui czy Honda, co było o tyle zaskakujące, że przecież Japonia przegrać nie mogła w przypadku remisu w drugim spotkaniu Grupy H.
Tempo pierwszej połowy było wybitnie senne. Najgroźniejszą sytuację dla Polski miał Kamil Grosicki, który uderzał główką po dośrodkowaniu Bartosza Bereszyńskiego, a piłkę z linii bramkowej wybijał bramkarz Eiji Kawashima. Dwukrotnie szczęścia próbował Rafał Kurzawa, a raz uderzał Robert Lewandowski, ale za każdym razem dobrze ustawieni japońscy obrońcy blokowali próby Polaków. Wśród Niebieskich Samurajów swojego szczęścia szukali skrzydłowi Gotoku Sakai i Takashi Usami, a także napastnicy Yoshinori Muto i Shinji Okazaki. Japończycy nie forsowali tempa, bo przecież remis był dla nich w pełni satysfakcjonujący, a jednak kilkakrotnie dochodzili do niezłych sytuacji. Słabo wyglądała asekuracja Grzegorza Krychowiaka przed polskim polem karnym, gdzie przeciwnicy mieli sporo miejsca na rozegranie. Błędy w kryciu popełniał Jan Bednarek, ale żaden z nich nie okazał się opłakany w skutkach. Pochwalić trzeba Jacka Góralskiego, który był widoczny w pressingu i często uprzedzał zagrania rywali. Od początku pewnym punktem zespołu był także Łukasz Fabiański, który kilkakrotnie musiał się wykazać dobrymi interwencjami. Jeśli chodzi o grę Polaków, wyglądała o wiele lepiej niż w dwóch pierwszych mundialowych potyczkach, ale wciąż brakowało pomysłu i dynamiki. W ofensywie zawodnicy byli bardzo statyczni i nie wychodzili na pozycje, czym nie ułatwiali zadania Grzegorzowi Krychowiakowi i Piotrowi Zielińskiemu, którzy mieli być odpowiedzialni za szybkie rozegrania. Często pod linię środkową wracał Robert Lewandowski, ale brakowało mu dokładności. Kamil Grosicki, poza wspomnianym strzałem, był w zasadzie niewidoczny, za to z o wiele lepszej strony pokazywał się Rafał Kurzawa. Dogrywał groźne piłki z rzutów rożnych, próbował kombinacyjnej gry z partnerami, potrafił przyspieszyć grę. Po słabym początku nieźle wyglądał też Bereszyński, który potrafił się rozpędzić na prawej stronie. Ale ogólny obraz gry był dość senny: Polacy przede wszystkim klepali na swojej połowie, a główną bronią po raz kolejny okazywały się długie podania na Roberta Lewandowskiego, który miał kłopoty z przepchnięciem rywali i przyjęciem piłki.
Po przerwie Polacy wzięli sprawy w swoje ręce i zaczęli przeważać. Kluczową postacią w polskiej ekipie był Kurzawa, który wywalczył rzut wolny, sam go wykonał dogrywając piłkę na nos Bednarkowi, a ten wpakował futbolówkę do siatki. Kilka razy biało-czerwoni groźnie wyszli z kontratakiem, ale zazwyczaj niedokładne było ostatnie podanie – w tym zakresie mylili się Lewandowski, Grosicki czy Zieliński. Najlepszą sytuację na podwyższenie wyniku miał napastnik Bayernu, ale w idealnej sytuacji z kilku metrów strzelił nad bramką. Od 74. minuty, kiedy z Samary przyszły wieści o golu Kolumbii w starciu z Senegalem, Japończycy przestali atakować i jedyną ich troską stało się niedopuszczenie do utraty kolejnej bramki. Adam Nawałka zdjął z boiska Zielińskiego i najlepszego Kurzawę, a za nich wprowadził Łukasza Teodorczyka i… Sławomira Peszkę. Tym samym jedynymi piłkarzami, którzy nie pojawili się na murawie w czasie mundialu zostali Bartosz Białkowski jako trzeci bramkarz i Karol Linetty, który najwyraźniej czymś mocno podpadł selekcjonerowi, skoro ten wolał zamiast niego wprowadzić skrzydłowego Lechii Gdańsk. Ostatnie dziesięć minut stało pod znakiem dość żałosnego widowiska z obu stron: Azjaci klepali piłkę na swojej połowie boiska nie mając najmniejszego zamiaru podać jej do przodu, a Polacy przyjęli takie reguły gry i całkowicie odpuścili jakąkolwiek aktywność w pressingu. Tym samym ostatni mecz Polska wygrała 1:0 i w minimalnie lepszych nastrojach wraca do kraju, choć nie można nie wziąć poprawki na skład i chęci Japończyków, które były mocno ograniczone.
Jakie wnioski można wysnuć z tego meczu? Polska ma dużo problemów, które były dzisiaj może mniej zauważalne, ale nadal obecne. Kłopotem jest zostawianie dużej ilości miejsca dla przeciwników w strefie przed własnym polem karnym. Tam rywal może spokojnie budować swój atak i zaskoczyć celnym dograniem w szesnastkę albo strzałem z dystansu. Z reguły nie działają próby kombinacyjnego rozegrania akcji – kilka takich podjął dzisiaj Kurzawa, parę razy spróbował także Zieliński. Po początkowej bryndzy, z czasem coraz lepiej funkcjonowało prawe skrzydło Polaków z Bereszyńskim i Grosickim, za to z lewej strony pod nieobecność Rybusa Jędrzejczyk nie był ofensywną maszyną. Lewandowski zagrał kolejne słabe spotkanie, a mówiąc wprost, był najgorszym zawodnikiem na boisko. Dzisiaj dostawał celne dogrania, ale albo miał kłopoty z przyjęciem, albo sam niedokładnie podawał, albo nie był w stanie przepchnąć się z rywalem. Miał jedną 200-procentową sytuację, ale ją spartaczył. Od zawodnika klasy światowej na turnieju najwyższej rangi należy wymagać więcej, bo przy jego słabej dyspozycji taktyka długich podań na napastnika miała ograniczony sens. Lepsze wrażenie z pary defensywnych pomocników sprawiał dziś Góralski, aktywny w pressingu, agresywny w obronie i niekiedy próbujący wyjść do przodu. Krychowiak był początkowo mocno zagubiony i dopiero po przerwie zaczął spisywać się lepiej w defensywie, ale przez cały mecz nie stanowił mocnego punktu w budowaniu polskich ataków. Z bólem trzeba powiedzieć, że po raz kolejny nie zabłysnął Zieliński. Kilka razy przyspieszył grę, ale przeważnie oddawał piłkę do najbliższego kolegi, a poza tym miał kłopot z pokazywaniem się do gry. To zresztą tyczyło całej polskiej formacji ofensywnej – statyczność nie pozwalała na budowanie jakichś ciekawszych ataków i zaskakiwanie rywala.
Graczem meczu bez żadnych wątpliwości był Kurzawa. Zagrał tak, jak gra w Górniku – aktywny, wszędobylski, potrafiący dokładnie dograć, biorący ryzyko na siebie, umiejący odebrać piłkę. Co ciekawe, poza polskimi obrońcami i Krychowiakiem to on miał najwięcej kontaktów z piłką do czasu swojego zejścia z murawy w 79. minucie. Z jednej strony świadczy to o pewnej ofensywnej niemocy, skoro to defensorzy najczęściej wymieniają piłkę między sobą, z drugiej jest kolejnym dowodem na niepokojąco dyskretny występ Zielińskiego, bo to Kurzawa był aktywniejszy od rozgrywającego Napoli. Kogo jeszcze należy wyróżnić? Na pewno Fabiańskiego, który kilkakrotnie dobrze interweniował i zapewnił spokój, którego nie potrafił dać Szczęsny. Strzelec bramki, Bednarek, w zestawieniu z Glikiem był wyraźnie słabszy w grze obronnej, za to poziom dokładności jego dalekich podań jest imponujący. Góralski był najbardziej walecznym i agresywnym polskim zawodnikiem, o czym świadczy ilość jego skutecznych wślizgów. Po początkowej smucie z dobrej strony pokazali się Bereszyński z Grosickim, którzy kilkakrotnie ciekawie rozegrali między sobą piłkę i potrafili groźnie dośrodkować. Z pozytywów tyle, choć to przecież i tak o wiele więcej niż po spotkaniach z Senegalem i Kolumbią.
Za nami ostatni akord występu Polski na Mistrzostwach Świata 2018. Mecz z Japonią nie porwał, tempo było wolne, ale Japonia pomimo przegranej awansowała, a Polska pomimo wygranej i tak odpada. Czas na głębszą analizę jeszcze przyjdzie. Po dzisiejszym spotkaniu można śmiało stwierdzić, że „nowy nabór” w kadrze spisał się nieźle, bo Kurzawa, Bednarek, Góralski i Bereszyński należeli do wyróżniających się zawodników. To promyk nadziei w ogólnie mrocznym obrazie polskiej reprezentacji na tegorocznym mundialu.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/sport/401735-po-japonii-sa-problemy-ale-jest-tez-nadzieja
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.