Ojciec Święty darzył szacunkiem wszystkich uczestników sportowej rywalizacji, ale jednak na zawsze zachował w swoim sercu miłość do krakowskiego klubu. O ukochaną Cracovię pytał polskich piłkarzy, nawet wtedy, gdy drużyna znajdowała się w głębokim kryzysie.

Aby wyjaśnić piłkarską pasję Jana Pawła II, warto cofnąć się do przeszłości. Młody Karol Wojtyła był członkiem szkolnej drużyny piłkarskiej w Gimnazjum im. Marcina Wadowity. Chętnie udzielał się również w drużynie ministrantów.

Najpierw próbował swoich sił jako obrońca, zyskując sobie pseudonim „Martyna” na cześć najlepszego wówczas polskiego defensora, Henryka Martyny. Karol przypominał go posturą i stylem gry. Później Wojtyła najlepiej czuł się w roli golkipera. Świadkowie jego bramkarskich występów, nie mogą nachwalić się parad, jakimi popisywał się „Lolek”.

Gdy Karol przybył w 1938 roku do Krakowa, natychmiast znalazł drogę na stadion Cracovii. Niemal od razu zapałał prawdziwą miłością do Pasów. Okazało się, że było to uczucie dozgonne…

Piłkarze Cracovii pojawili się nawet na audiencji u Papieża w styczniu 2005 roku, trzy miesiące przed jego śmiercią Jana Pawła II. Jak się później okazało, była to ostatnia taka audiencja… Czyżby po raz kolejny potwierdziły się słowa: „Nie ma przypadków, są tylko znaki”?

Podczas spotkania, kapitan drużyny, Piotr Bania wręczył Ojcu Świętemu koszulkę z numerem 1 i napisem „Karol Wojtyła”. Od tamtego momentu nr 1 jest w Cracovii zastrzeżony. Nikt nie ma prawa założyć bluzy z takim nadrukiem.

Jest zarezerwowana tylko dla jednego bramkarza - Karola Wojtyły.

AM/eurosport.onet.pl/przegladsportowy.pl