Najlepszą obroną jest atak? Prawo czy interpretacja prawa?Najlepszą obroną jest atak? Czy na los pani Izy wpłynęło prawo czy raczej interpretacja tego prawa dokonana przez dyrektora i personel?

W normalnych okolicznościach poglądy dyrektora szpitala nie powinny mieć dla sprawy najmniejszego znaczenia, gdyby nie fakt, że próbuje się z tego zrobić sprawę polityczną.
Choć NFZ i prokuratura wciąż wyjaśniają okoliczności śmierci młodej kobiety w ciąży w szpitalu w Pszczynie, proaborcyjna strona dyskursu publicznego już wie, kto jest winny śmierci pani Izy. To oczywiście TK i Jarosław Kaczyński. Tymczasem na światło dzienne wypływają kolejne wstrząsające doniesienia dotyczące okoliczności śmierci kobiety i funkcjonowania samego szpitala.
Wracamy oczywiście do sprawy pani Izy, 30-latki, która we wrześniu zmarła w szpitalu w Pszczynie. Była w 22. tygodniu ciąży, kiedy odeszły jej wody płodowe. U płodu już wcześniej stwierdzono wady rozwojowe. Kobieta zmarła w wyniku wstrząsu septycznego. Jej rodzina stoi na stanowisku, że lekarze zbyt długo zwlekali z zakończeniem ciąży, co przyczyniło się do śmierci kobiety. Pani Iza zmarła 22 września, jednak o sprawie zrobiło się głośno na początku listopada. Ta wstrząsająca i poruszająca historia młodej matki, która osierociła dziewięcioletnią córkę, zainspirowała w Polsce, a także za granicą protesty pod hasłem „Ani jednej więcej”, które wiążą śmierć z ubiegłorocznym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Jednak czy słusznie?
Narodowy Fundusz Zdrowia 2 listopada rozpoczął kontrolę w szpitalu w Pszczynie. Postępowanie będzie trwało kilka tygodni.
Sprawdzamy, czy pacjentki na oddziale ginekologiczno-położniczym miały właściwą opiekę
Sprawę śmierci 30-latki bada także Prokuratura Regionalna w Katowicach.
Przejęliśmy je [postępowanie – przyp. red.] 7 października z prokuratury rejonowej. Prowadzone jest w sprawie nieumyślnego spowodowania zgonu pacjentki
– poinformowała Agnieszka Wichary, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Śledczy otrzymali już wstępne wyniki sekcji zwłok pani Izabeli, z których wynika, że zmarła ona z powodu sepsy, którą mogło wywołać zakażenie bakteryjne. Prokuratura gromadzi też dokumentację szpitalną oraz z poradni ginekologicznej, do której chodziła kobieta.
Po dramacie w Pszczynie Ministerstwo Zdrowia opublikowało wytyczne dla lekarzy dotyczące postępowania w sytuacjach, gdy dojdzie do przedwczesnego odpływania płynu owodniowego. Zwróciło też uwagę na obowiązujące obecnie regulacje prawne i rekomendacje medyczne w tym zakresie.
W przypadku sytuacji zagrażającej życiu lub zdrowiu kobiety (np. podejrzenia zakażenia dotyczącego jamy macicy, krwotoku itp.) zgodne z prawem jest niezwłoczne zakończenie ciąży w oparciu o obowiązujące przepisy Ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Ustawa ta wprost wskazuje na przesłankę zagrożenia życia lub zdrowia matki. Trzeba podkreślić, że są to przesłanki rozłączne. Wystąpienie tylko jednej z nich jest wystarczającą prawną przesłanką do podjęcia reakcji przez lekarza. Oczywistym jest, że pacjentka na każdym etapie prowadzenia ciąży musi być informowana o aktualnych ryzykach związanych ze zdrowiem i życiem
– czytamy na stronie resortu.
Dramat pacjentki
Już tydzień temu pisałam, że kluczowa jest odpowiedź na pytanie, dlaczego lekarze nie ratowali życia kobiety, skoro i medycy, i ona, co jasno wynika z esemesów, zdawali sobie sprawę z zagrożenia życia pacjentki. Dziennikarze „Uwagi” TVN ujawnili esemesy pani Izy, które ta wysyłała ze szpitala do mamy. To nie tylko zapis dramatu pacjentki. Musi się pojawiać pytanie o stojącą w sprzeczności z prawem i niemającą nic wspólnego z wyrokiem TK zwłokę.
W sumie może być tak, że w każdej chwili sepsę dostanę. Ja jeszcze czekam na przyjęcie. Nie mam pokoju od rana
– pisała pani Izabela, będąc już w szpitalu.
Dziecko waży 485 gramów. Na razie, dzięki ustawie aborcyjnej, muszę leżeć i nic nie mogą zrobić
.
Zaczekają, aż umrze lub coś się zacznie, a jeśli nie, to extra mogę spodziewać się sepsy. Bo przyspieszyć nie mogą. Musi albo przestać bić serce, albo się coś zacząć
.
Ja się ogólnie czuję, jakbym miała stan zapalny jakiś. Kości mnie bolą. Zimno mi. Jakoś dziwnie jak na chorobę
.
Tragedia. Moje życie zagrożone. Noo idę spać. Dobranoc Buźki Mamuś
.
Hej, dali kroplówkę, bo z gorączki się trzęsłam. Dobrze, że termometr wzięłam, bo nikt tu nie mierzy. Miałam 39,9
Równie szokująca jest relacja pacjentki, która leżała na sali z umierającą kobietą, do której także dotarli dziennikarze „Uwagi”. Kobieta chce pozostać anonimowa.
Iza zgłaszała położnej, że ma jakieś zielonkawe upławy, czuła, że coś jest nie tak. Ale mówili jej, że serce dziecka cały czas bije
– opowiadała kobieta w reportażu.
Z jej relacji wynika, że lekarz przyszedł do konającej pacjentki na wizytę zaledwie raz.
Miała bardzo wysoką gorączkę. Około godz. 20 zobaczyłam, że siedzi po turecku na łóżku i cała się trzęsła z gorączki. Poszłam po położną, przyszła zobaczyć, po pewnym czasie przyszła z kroplówką. Powiedziała, że pewnie jest przeziębiona. A ona mówiła, że czuje, że to nie przeziębienie, że coś jest nie tak, że coś się z nią dzieje
– relacjonowała kobieta.
Jak dodała, po podaniu kroplówki gorączka ustąpiła, ale po dwóch–trzech godzinach temperatura ponownie wzrosła.
W międzyczasie poszła na jakieś wziernikowanie i lekarz powiedział, że serce cały czas bije. Czekał, aż płód obumrze
– mówi koleżanka z sali Izy S.
Słyszę to do dzisiejszego dnia, jej słowa, że ona chce żyć, ona nie chce umierać, ona ma dla kogo żyć. Myślę, że była świadoma, że może umrzeć. Bała się spać, bo bała się, że się nie obudzi. Potem w nocy klęczała na ziemi, wymiotowała. Potem ją wywieźli. Lekarz powiedział, że dlatego, że następnego dnia miałam mieć zabieg i muszę być wypoczęta. Wolałabym być niewypoczęta, ale żeby ona żyła. Po tej pierwszej gorączce powinno im się zapalić jakieś światło, że coś jest nie tak. Mówili, że rano zrobią CRP, ale mogli to zrobić wieczorem
Ta relacja stoi w sprzeczności ze słowami rzecznik prasowej Szpitala Powiatowego w Pszczynie Barbary Zejmy-Oracz:
Mogę powiedzieć, że była pod stałą opieką lekarską. Nie było sytuacji, w której pozostawiona była bez opieki. Dbał o nią cały zespół i proces leczniczy był prowadzony od samego początku
Nim pani Iza zmarła, zdążyła porozmawiać z dziewięcioletnią córką. Mówiła jej, jakie ma wziąć ubranka, bo pojedzie do cioci i „będzie jej raźniej, nie będzie myślała, że mama jest w szpitalu”.
Szpital grozy?
Dla części dziennikarzy i opinii publicznej anonimowa relacja pacjentki i esemesy ze szpitala to dowód na to, że lekarze nie działali, bo ręce wiązało im nowe prawo, które jest wynikiem orzeczenia TK. Jednak w tym miejscu przypomnijmy ponownie, że Trybunał w ogóle nie zajmował się przesłanką dotyczącą ratowania zdrowia i życia matki. Zapis o legalności aborcji w tym przypadku w ogóle nie został zmieniony. Esemesy są natomiast zapisem tego, co działo się w szpitalu i jak reagowali lekarze. Brak choćby termometru, naszym oczom ukazuje się także niewielkie zainteresowanie pacjentką, bagatelizowanie objawów, zapowiedź, że „coś zrobimy, ale jutro”. Czy to brzmi jak próba ratowania życia kobiety?
Niestety, ten szpital nie po raz pierwszy jest przedmiotem zainteresowania mediów. Był już na czołówkach gazet i portali w 2017 r. po miażdżącej kontroli NIK i w 2018 r. po śmierci bezdomnego mężczyzny. W styczniu 2017 r. m.in. „Gazeta Wyborcza” donosiła, że NFZ nałożył na szpital ponad 1 mln zł kary.
Kontrole wykazały, że warunki leczenia w Pszczynie są tragiczne. Lista uchybień jest długa. W szpitalu nie ma drogi ewakuacyjnej na wypadek pożaru. Na oddziale intensywnej terapii przyłącza tlenu okazały się atrapą. Pacjenci zostali stłoczeni na niższych piętrach, bo wyższe z oszczędności wyłączono z użytku. Zwłoki zmarłych na jednym z oddziałów zamykano w brudowniku. Windy były wiecznie popsute. W laboratorium używano przeterminowanych odczynników. Na położniczej izbie przyjęć kobiety do porodu zamiast położnej przyjmował ratownik medyczny. Na dyżurach brakowało lekarzy i pielęgniarek, nawet na intensywnej terapii i patologii noworodka. Kary nakładane przez NFZ po kolejnych kontrolach nic nie pomogły. Szpital na ogół nie stosował zaleceń pokontrolnych – pisała „GW”.
W styczniu 2018 r. w szpitalu w Pszczynie zmarł bezdomny mężczyzna. Trafił do placówki wyziębiony, a pracownicy izby przyjęć umieścili go w bocznej salce. Mężczyzna przez 27 godzin leżał na podłodze bez żadnej opieki. Zajęto się nim dopiero następnego dnia, po interwencji policji. Bezdomny był już w stanie krytycznym i po kilkunastu godzinach zmarł. W kwietniu 2018 r. „GW” informowała, że szpital w Pszczynie stracił kontrakt z NFZ, bo „panujące tam warunki zagrażały bezpieczeństwu i życiu chorych”. Nakładane wcześniej wysokie kary nie pomagały.
Dyrektor politykier
Dyrektor Szpitala Powiatowego w Pszczynie Marcin Leśniewski zawiesił realizację kontraktów dwóch lekarzy, którzy pełnili dyżur w czasie pobytu 30-letniej ciężarnej pacjentki w szpitalu. Lekarz tłumaczył to faktem, że wywierana na szpitalu presja oraz „bezkarnie krzywdzące opinie” mogą mieć negatywny wpływ na decyzje podejmowane przez medyków.
W związku z tym, dla dobra pacjentek i bezpieczeństwa lekarzy, zawiesiłem kontrakty naszych kolegów
– poinformował media Leśniewski.
W naszym szpitalu przestrzegane są wszystkie standardy postępowania zaprezentowane przez Ministerstwo Zdrowia. Nienaruszalność tajemnicy lekarskiej nigdy nie pozwoli nam na publiczną obronę przed fałszywymi oskarżeniami formułowanymi w mowie nienawiści
– napisał dyrektor szpitala.
Osobną sprawą jest ocena stanu prawnego w zakresie dopuszczalności przerywania ciąży. W tym miejscu należy jedynie podkreślić, że wszystkie decyzje lekarskie zostały podjęte z uwzględnieniem obowiązujących w Polsce przepisów prawa oraz standardów postępowania
– zaznaczył.
Dziękując za liczne, choć ciche głosy solidarności, jako lekarz Oddziału Ginekologiczno-Położniczego i dyrektor Szpitala, pragnę docenić i wesprzeć moich najbliższych Współpracowników: położne, lekarzy, salowe oraz wszystkich innych Szpitalników oddanych Pacjentom. W stosunku do Bliskich naszej zmarłej Pacjentki niezmiennie pozostaję w głębokim współczuciu
– napisał dyrektor Leśniewski. Co warto zauważyć, w prywatnym gabinecie to on prowadził ciążę zmarłej pacjentki. To o tyle ważne, że media społecznościowe obiegła informacja, iż Leśniewski nie odbierał telefonów od rodziny pacjentki, by pomógł ich córce.
W społecznościówkach nie brakuje też zrzutów z Faceebooka zdjęć doktora Leśniewskiego, który chętnie zmieniał nakładki profilowe, jasno deklarując swoje poglądy. Napisy na nakładkach to m.in.: „Mam ugruntowane cnoty niewieście”, „Wolne media”, „Prawa człowieka” czy piorun – symbol tzw. Strajku Kobiet na tle sześciokolorowej tęczy. W normalnych okolicznościach poglądy dyrektora szpitala nie powinny mieć dla sprawy najmniejszego znaczenia, gdyby nie fakt, że próbuje się z tego zrobić sprawę polityczną.
Zdaniem rodziny i moim przyczyną śmierci pani Izabeli były błędy medyczne: kobiecie w 22. tygodniu ciąży nie udzielono pomocy medycznej w takim czasie, aby zapobiec wstrząsowi septycznemu i uratować życie matki. Wiele jednak wskazuje na to, że obok względów medycznych lekarz, podejmując decyzje lecznicze, kierował się także swoim rozumieniem obowiązujących przesłanek dotyczących dopuszczalności terminacji ciąży
– powiedziała „Faktowi” pełnomocnik rodziny mec. Jolanta Budzowska.
Pytanie więc, czy na los pani Izy wpłynęło prawo czy raczej interpretacja tego prawa dokonana przez dyrektora i personel szpitala? Dyrektora o proaborcyjnych przecież poglądach, z czym nie krył się w mediach społecznościowych.
W takich przypadkach, jak pani Izy, lekarze mają do dyspozycji jedną, dosyć pojemną przesłankę. Jeśli podtrzymywanie ciąży zagraża życiu lub zdrowiu kobiety, lekarz ma prawo taką ciążę terminować. W tym przypadku lekarze czekali na obumarcie płodu, prawdopodobnie dlatego, żeby uniknąć zarzutu o dokonanie nielegalnej aborcji
– mówiła w rozmowie z TVN mecenas Budzowska.
Mówiąc kolokwialnie, to postawienie sprawy na głowie, bo lekarze bali się być może zarzutu aborcji, ale z pewnością nie skorzystali z legalnej furtki, którą mieli. Powinni terminować legalnie ciążę dlatego, że życie pani Izy było zagrożone. Ten stan zagrożenia życia dynamicznie narastał
– nie ma wątpliwości pełnomocnik rodziny. Rodzina zmarłej kobiety i dziecka opublikowała list. Bliscy pani Izabeli dziękują za słowa wsparcia i współczucia. Proszą równocześnie, by ewentualną pomoc finansową oferować osobom w większej niż oni potrzebie.
Ponieważ jednak bliscy […] są zdania, że wśród bezmiaru ludzkiej krzywdy są na pewno osoby będące w większej niż oni potrzebie finansowej, proszą, aby ewentualne wpłaty kierować na rachunek Fundacji Między Niebem a Ziemią, pomagającej rodzinom dzieci nieuleczalnie chorych, z dopiskiem
AniJednejWięcej
– czytamy na profilu Jolanty Budzowskiej.
Artykuł z 46/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
