Miłość, tolerancja i „j…ć PiS”Miłość, tolerancja i „j…ć PiS”. "Młodzież posłusznie zafalowała i wydała z siebie znane ze strajku kobiet okrzyki"

Nikt nie czuje się za to odpowiedzialny, bo „emocje były szczere”, a „żaden bóg nie będzie cenzurował festiwalu”. W skrócie? „Róbta, co chceta”.
Tegoroczna impreza muzyczna Jerzego Owsiaka, Pol’and’Rock Festival, była inna niż jej wcześniejsze odsłony. Była płatna, ograniczona przeciwpandemicznymi obostrzeniami, ale też bardziej… fanatyczna.
A przecież organizatorzy i uczestnicy zgodnie nazywają to wydarzenie „Najpiękniejszym festiwalem świata”. Organizowany przez Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Pol’and’Rock Festival (przed 2018 r. znany jako Przystanek Woodstock) gromadzi dziesiątki tysięcy młodzieży. W tym roku frekwencja była mniejsza – imprezę przeniesiono z Kostrzyna nad Odrą do niewielkiej wsi Makowice w Zachodniopomorskiem. Istniejące tam ogrodzone wojskowe lotnisko świetnie się nadawało do zorganizowania imprezy z obostrzeniami przeciw COVID-19. W tym roku wstęp nie był darmowy – chętni musieli kupić wcześniej bilety za 49 zł. Zmiana lokalizacji i lekkie zamieszanie komunikacyjne w sprawie osób niezaszczepionych sprawiły, że frekwencja była dużo niższa.
Ale wy nie rozumiecie, co tam się naprawdę dzieje
– mówi 30-letnia Marta, która od kilku lat nie opuszczała żadnego Owsiakowego wydarzenia.
To jest najlepszy i najbardziej profesjonalny festiwal w Polsce
– przekonuje, pokazując zdjęcia uśmiechniętych przyjaciół na tle sceny koncertowej albo pełnego ludzi pola namiotowego.
Tam ładujesz baterie na cały rok, a po powrocie wszystkie problemy znikają
– przekonuje Marta, która tym razem także pojechała tam ze swoim chłopakiem Danielem. – No, prawie znikają – poprawia się z uśmiechem na twarzy. Oboje wykształceni, mieszkający w Krakowie, dobrze zarabiający, nie należą do festiwalowych młodziaków. Sami żartują, że zawyżają średnią wieku, bo wokoło kręciło się pełno małolatów, 20-latków, często jeszcze młodszych.
Nasze spojrzenia krzyżują się w pewnym zakłopotaniu, bo w końcu musi paść to jedno pytanie. Co sądzą o wezwaniu Łony, czyli 39-letniego rapera Adama Zielińskiego, który jednego wieczoru porwał uczestników imprezy do okrzyku „j…ć PiS”?
Jako showman i gwiazda rapu wskazał ręką na poszczególne części tłumu i rozdzielił role:
Lewa strona mówi: j…ć, prawa odpowiada: PiS
Młodzież posłusznie zafalowała i wydała z siebie znane ze strajku kobiet okrzyki. Łona dorzucił jeszcze trzecią grupę, która miała dopowiadać „mocno, mocno, mocno”. Rechotom nie było końca. – To nie było polityczne – zapewniają Marta z Danielem.
To się po prostu stało młodzieżowym okrzykiem i tyle
– twierdzą. Wymieniają kolejnych wykonawców, którzy „zaczarowali” tłumy: Dżem, Pidżama Porno, Raz Dwa Trzy czy Kasia Kowalska.
Inaczej uznał wojewoda zachodniopomorski Zbigniew Bogucki, który zadzwonił po incydencie z raperem do Jerzego Owsiaka i poprosił o dopilnowanie, by nie było tam podtekstów politycznych.
Pan Owsiak deklarował, bo rozmawialiśmy o tym, że festiwal ma być festiwalem tolerancji, miłości, zabawy, festiwalem muzyki
– komentował urzędnik dla Radia Szczecin. To sam szef WOŚP miał zapewniać, że atmosfera nie będzie politycznym pałkarstwem.
Była deklaracja pana Owsiaka o tym, że festiwal ma być apolityczny. Nawet nie ja o to pytałem, ale sam pan Jerzy Owsiak mówił, że tutaj polityki nie będzie, po czym niestety ta rzeczywistość była zdecydowanie inna
– opowiadał wojewoda.
Właściwie samego Owsiaka można by rozgrzeszyć – w emocjonalnym wzmożeniu masowej imprezy niejedno się wymknie spod kontroli, niejednego gwiazdora poniesie fantazja. Ale Owsiak następnego dnia publicznie, ze sceny, pogardliwie wyszydził rozmowę z wojewodą.
Panie wojewodo, nie pan będzie mówił, o czym mają śpiewać artyści i co ma krzyczeć publiczność, nie pan będzie ten festiwal tworzył, mówiąc, co ma mówić publiczność, o czym mają śpiewać artyści. Nigdy pan tego nie może robić, żaden wojewoda, żaden król, żaden cesarz i żaden bóg. Proszę nie dzwonić do mnie o tej porze i nie mówić mi, o czym ma mówić publiczność, na miłość boską, panie wojewodo!
– ryczał Owsiak ku uciesze tłumu.
Podekscytowane media liberalne podchwyciły temat – oto słusznie zagniewana wolnościowa młodzież wymyka się znienawidzonym dziadersom z PiS. Sam Łona częściowo przyznał niestosowność swojego zachowania.
Przyznaję, że forma tych pokrzykiwań była mało wyrafinowana – nie jestem dumny z miotania ze sceny wulgaryzmów tego rodzaju
– stwierdził w oświadczeniu. Ale zaraz po tym dodał:
Ale już emocja, która za tym stoi, jest zupełnie szczera i wynika z autentycznego gniewu. Gniewu człowieka, który ma dość słuchania o tym, że geje i lesbijki nie są równi normalnym ludziom; dość dewastowania wymiaru sprawiedliwości i podsycania chaosu prawnego; dość rozwalenia publicznych mediów
– wyliczał dalej raper. „Nikogo” – komentują Marta z Danielem
nikogo to nie obchodzi, to taki folklor.
A jednak w mediach społecznościowych tysiącom młodych ludzi spodobało się to szydzenie w niewybrednych słowach z PiS. I nikt nie czuje się za to odpowiedzialny, bo „emocje były szczere”, a „żaden bóg nie będzie cenzurował festiwalu”. W skrócie? „Róbta, co chceta”.
Tysiące młodych ludzi w emocjonalnym uniesieniu krzyczy: „J…ć PiS”, ale dla autorytetów III RP nic się właściwie nie stało. A gdyby tak na innej imprezie skandować: „J…ć Platformę” albo „J…ć LGBT”? Skowyt mediów słychać by było od Bugu po Missisipi, a sceny z nienawistnym wrzaskiem byłyby pokazywane jako dowód na faszyzację kraju. Tymczasem sympatycy Pol’and’Rock Festival nie czują się hejterami, ba – uznają się za wyznawców miłości. Ostatniego dnia Jerzy Owsiak odebrał coś na kształt – pół żartem, pół serio – ślubowania czy zbiorowej przysięgi.
To jest mój kawałek ziemi, o który będę dbał i który będę szanował. To jest mój dom, w którym panuje miłość, tolerancja, przyjaźń, muzyka, tak mi dopomóż rock and roll
– zebrani trzymali w rękach słoneczniki albo kładli dłonie na sercach. W innych warunkach powiedzielibyśmy, że to jakieś sekciarstwo, ale tu przecież media III RP nie pozwolą na takie interpretacje.
W ramach tzw. Akademii Sztuk Przepięknych odbyły się przecież panele tematyczne, a to o zdrowiu seksualnym, a to o praworządności – imprezę odwiedził nawet sędzia Igor Tuleya czy nowy rzecznik praw obywatelskich prof. Marcin Wiącek. Z górnolotnych opisów portalu Onet czy TVN24 można domniemywać, że młodzież przyjechała dzielić się dobrem i tolerancją, studiować konstytucję oraz uczyć się bezpiecznego seksu. Z całego uszlachetniania festiwalu przebił się przede wszystkim okrzyk rapera Łony, co paradoksalnie podsumowuje całą rzekomą troskę establishmentu III RP o Polskę – z podniosłych bajek wychodzi wulgarny okrzyk.
Nie zamierzamy się z tego tłumaczyć
– mówią już lekko zirytowani Marta z Danielem.
Nie możecie kilkudziesięciu godzin spotkań, rozmów, tańców i muzyki, sprowadzić do jednego okrzyku
– komentują z rosnącym oburzeniem.
A jednak trudno przyjąć którekolwiek z tych tłumaczeń. Łona twierdzi, że szczere emocje usprawiedliwiają niechęć do PiS. Czyż morderca Ryszard Cyba, który dekadę temu zastrzelił w Łodzi członka PiS Marka Rosiaka, a potem przyznał, że chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego, nie był kierowany takimi „szczerymi emocjami”? Jeśli w tłumie był jakiś fanatyk, głupiec albo szaleniec (a bo to mało takich?) i po skandowaniu „j…ć PiS” usłyszał tylko, że „żaden bóg nie będzie go cenzurował”, to czy nie dostanie jeszcze więcej żółci w postrzeganiu przez siebie polityki? Trudno zbagatelizować fakt, że to był tylko epizod całej wielkiej imprezy. Nikt tego nie potępił. Nikt nie załagodził, a wręcz podkręcono atmosferę. Istniały przecież tysiące niewinnych imprez, na których np. uprawiano sport, zdrowo się odżywiano, rywalizowano w zawodach i rozbijano namioty, a nawet składano „ślubowania”, podobne w formie do tego, które odebrał Owsiak. I potem dodawano mały element ideologii, nienawiści, wezwania do zniszczenia kogoś. Mamy nawet filmy z takich obozowisk – Leni Riefenstahl, najlepsza reżyserka III Rzeszy, autorka podniosłych dzieł, takich jak „Triumf woli”, pozostawiła wiele dokumentów z takich młodzieżowych zjazdów.
Artykuł z 32/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
