Minęły święta, a mnie wciąż nie daje spokoju sprawa pani Bratkowskiej i jej chęć zabicia swojego nienarodzonego dziecka. Mam wielką nadzieję, że to była tylko słowna prowokacja. W kontekście Bożego Narodzenia wypada ona wyjątkowo żenująco.
Dlaczego? Otóż dlatego, że trudno w takim czasie nie zestawić tej postawy z osobą Maryi. Tej, która dziecko przyjęła przekreślając swoje osobiste plany i narażając swoje życie. Bo Maryja miała świadomość, że w świetle obowiązujących praw zasługuje na śmierć. Jej imię jest znane na całym świecie wśród wierzących i niewierzących. To kobieta, która robi coś wbrew patriarchalnym zasadom. W te święta Kobieta trzymająca Dziecko jest w centrum wydarzeń. Dlaczego więc feministki nie wzięły jej na swoje sztandary? To przecież piękne wydarzenie pokazujące wyjątkowość kobiet.
Tylko my jesteśmy przygotowane, by być nosicielkami życia, by to życie w tym najtrudniejszym momencie osłaniać. Na razie żadne procedury medyczne ani sprzęt nie są w stanie nas zastąpić. Czyż nie jest to powód do chwały kobiet? Dla dzisiejszych feministek niestety nie.
Według mnie dlatego, że boją się kochać. A jak było w "Małym Księciu", z tym wiąże się odpowiedzialność za tę drugą istotę. Żeby być odpowiedzialnym, trzeba być dojrzałym. Widocznie od dojrzałości łatwiej przez życie iść lansując się skandalami i krzywdą. I jeszcze trochę o języku. Zarówno w przypadku wystąpienia pani Bratkowskiej- mówiącej o zygocie, jak i pani Kai Godek - gdy niektórzy nie mogli znieść słów "morderstwo", "dziecko", padały zarzuty o słowne manipulanctwo. Od czasów wieży Babel, kiedy ludzie chcieli być jak Bóg i sięgnąć nieba, słowa i język mogą zarówno łączyć, jak i być źródłem nieporozumień. I niestety znacznie częściej dzielą.
W języku polskim, medycznie o dziecku nienarodzonym mówimy "płód". To stadium rozwojowe od 6 tygodnia ciąży do chwili porodu. I tu pojawia się pytanie: czym różni się dziecko godzinę przed porodem i po porodzie poza nazwą "płód"-"noworodek" i miejscem przebywania? A miesiąc przed porodem? A jeśli rodzi się wcześniak? I znowu okazuje się, że słowa "zygota", "płód" są tylko przykrywką dla naszego strachu lub pychy. Pychy pchającej nas do tego, by być jak Bóg. O, w końcu jest miejsce, w którym mogę/chcę decydować o czyimś życiu. Ażeby stłamsić sumienie łatwiej mówić o pozbyciu się zygoty niż zabiciu dziecka.
Ten tekst jest może bardzo emocjonalny. Temat życia nienarodzonych zawsze mnie bardzo dotykał. Teraz jeszcze bardziej. Mniej więcej rok temu poczęło się nasze dziesiąte dziecko. Nie ważne, czy było zygotą, blastulą, morulą. Ono było od początku członkiem naszej rodziny. Widzę, że tak też się chyba czuje. Mając trzy miesiące woli spać w wózku, w dużym pokoju, gdzie panuje nieustanny rozgardiasz, niż w cichej sypialni. A jego długie przemowy do rodzeństwa... I ten bezzębny uśmiech uszczęśliwiający tak wiele osób.
Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze i utkałeś mnie w łonie mej matki
Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył godne podziwu są Twoje dzieła(...)
Nie byłem dla Ciebie tajemnicą kiedy w ukryciu nabierałem kształtów(...)
(Ps 139)
Justyna Walczak
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/89052-kto-sie-boi-zycia
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.