Do Sejmu trafiło prawie milion podpisów obywateli, którzy nie zgadzają się na reformę edukacji w takiej formie jaką proponuje Ministerstwo Edukacji Narodowej. Trafiły tam, bo MEN nie podjął żadnej próby dialogu z rodzicami. Ostatnią szansą rozmowy jest referendum.
Wielu ekspertów, nauczycieli i psychologów uważa, że obniżenie wieku szkolnego odbędzie się ze szkodą dla dzieci, które nie dojrzały emocjonalnie, fizycznie i motorycznie na siedzenie w ławce i wielogodzinne trenowanie ćwiczeniówek. Każde kolejne badania udowadniają, że polska szkoła nie jest gotowa na przyjęcie tak małych dzieci. Mimo, iż ministerstwo zapewnia, że szkoły są przygotowane, to jednak według raportu Sanepidu co druga szkoła nie ma infrastruktury odpowiedniej do przyjęcia sześciolatków. Z ogólnopolskich danych z roku 2012 wynika, że brakuje bezpiecznych ciągów komunikacyjnych, stołówek, placów rekreacyjnych czy odpowiednich sanitariatów. Co najważniejsze, z raportu można się dowiedzieć, że podobne problemy występują w przedszkolach tylko w marginalnym procencie. Równocześnie stanowisko KNP PAN z 6 marca 2013 roku brzmi jednoznacznie:
Jedynym elementem proponowanej Ustawy, który jest korzystny z punktu widzenia edukacji szkolnej i objętych nią uczniów, jest ograniczenie liczby uczniów w klasach I-III szkoły podstawowej do 25. Natomiast całość propozycji obniżenia wieku szkolnego należy ocenić negatywnie (...) Wprowadzanie nieprzemyślanych reform, których koszty ponoszą inni, jest przejawem bezmyślności, niedojrzałości politycznej i niebezpiecznego społecznie braku zdolności do przewidywania.
Ta reforma to nie tylko obniżenia wieku szkolnego. Jedno z pytań referendalnych dotyczy gimnazjów, których wprowadzenie spowodowało wielki zamęt w wychowywaniu młodzieży. Dzieci w najbardziej newralgicznym momencie dojrzewania trafiają do nowego, nieznanego środowiska, zamiast pozostać w szkole, gdzie są znane nauczycielom i kolegom. Do tego nowa reforma zakłada ograniczenie nauki kilku ważnych przedmiotów, w tym historii, a licea sprowadzono do roli kursów przedmaturalnych. Na skutek nowych przepisów od lat dziewięćdziesiątych z map Polski zniknęło wiele szkół i przedszkoli.
Dzieci są największą wartością, tak rodzica, jak i Polski. Dlatego obywatele dopraszają się od polityków prawa do referendum. Milion ludzi, których podpisy leżą w Sejmie, to nie właściciele peselu. To rodzice, podatnicy, wyborcy, całkiem niemały elektorat. Nie powinno nikogo dziwić referendum w demokratycznym państwie. Czy można odrzucić głosy tylu obywateli? Wśród koalicji rządzącej są tacy, którzy twierdzą , że NIE.
Dlaczego obywatele mają się w tej sprawie nie wypowiedzieć? Niech obywatele to rozstrzygną. Nie można zlekceważyć miliona podpisów obywateli
-mówi poseł PSL Eugeniusz Kłopotek.
Wniosek czeka w Sejmie na głosowanie, a obywatele walczą dalej. Trwa akcja "Oświeć Posła". Rodzice spotykają się z posłami koalicji oraz opozycji. Przedstawiają argumenty i swoje stanowisko w sprawie referendum. Podczas głosowania ważny jest każdy poseł, każdy głos.
Tłumaczenia niektórych posłów, zwłaszcza z partii rządzących, są dość absurdalne.
W tym kraju ludzie już wiele znieśli, zniosą i to...
-powiedział Marek Sawicki z PSL-u, reprezentujący Siedlce, który odmówił poparcia wniosku.
Odmówił również Jan Kazimierczak, poseł PO z Gliwic
Wiek jest sprawą umowną i o tym powinien decydować ustawodawca.
Tymczasem jego wnuk, wskutek decyzji swoich rodziców, pójdzie do szkoły jako siedmiolatek.
Czytaj więcej na wSumie.pl "Sześciolatki do przedszkola, ale nie wnuk posła PO"
Danuta Pietraszewska z PO była jeszcze bardziej szczera.
Wewnętrzne przekonania, że powinno się wysłuchać mieszkańców mam duże, ale jestem też posłem odpowiedniego klubu i rządu. Czasami bywa tak, że mamy dyscyplinę głosowania.
Ciekawe czy owa dyscyplina pozwoli jej patrzeć w lustro po tym jak zniszczy życie wielu dzieciom?
Powalającym argumentem podparł swoją decyzję poseł Marek Krząkała PO z Rybnika. Przyznał, że nie ma pewności czy sześciolatki podołają emocjonalnie 1 klasie, ale referendum nie poprze. Z jakiego powodu? Ponieważ "widzi problem w tym, że niedawno protestujący związkowcy też złożyli podpisy o referendum i trochę dziwne by to było tu się zgodzić a tam nie''.
Pocieszający jest fakt, że są posłowie, którzy potrafią myśleć samodzielnie i chwała im za to. Eugeniusz Kłopotek i Andrzej Dąbrowski z PSL oficjalnie zadeklarowali poparcie dla wniosku o referendum. Szef SLD Leszek Miller ogłosił, że jego klub również poprze wniosek. Zapewnił też, że dopilnuje, by posłowie SLD stawili się na głosowaniu w komplecie. A to bardzo istotne dla ostatecznego wyniku głosowania. PiS zdecydowanie ręki do obniżenia wieku szkolnego nie przyłoży. Panowie, którzy w ostatnim czasie opuścili szeregi PO - Gowin, Godson i Żalek, obiecali, że zagłosują na rzecz referendum.
Jesteśmy na ostatniej prostej. Wszystko leży w naszych rękach. Dziś należy mobilizować posłów, bo każdy głos w Sejmie jest na wagę przyszłości polskich dzieci. Wszyscy, którym zależy na dobru dzieci, na godnej i pełnej edukacji, na odpowiednim finansowaniu szkolnictwa publicznego mogą i powinni pomóc w akcji. Zostało niewiele czasu i mnóstwo posłów do "oświecenia". Trzeba dotrzeć do każdego. Przekonać koalicję, że od dyscypliny partyjnej ważniejsze są dzieci i zmotywować opozycję do frekwencji podczas głosowania.
Referendum to ostatnia szansa dla maluchów, starszych dzieci jak również dla polityków. W dniu głosowania dowiemy się kto liczy się z głosami wyborców a kto traci elektorat. Obywatele rozliczą ten dzień przy urnach.
Można przyłączyć się do akcji pisząc na adres: [email protected]
KaKa
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/75864-trwa-walka-o-maluchy
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.