Z życzliwym zainteresowaniem przyglądam się działaniom Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły (KROPS); doceniam jej rolę w ograniczeniu destrukcyjnej polityki obecnych władz oświatowych i sukcesy, które odnosi. Jednocześnie dostrzegam wiele słabości, które hamują możliwość trwałego zadomowienia się tego środowiska na „rynku edukacyjnym” i odegrania znaczącej (może nawet decydującej) roli w budowaniu nowoczesnego, odwołującego się do tradycji zachodniej cywilizacji, systemu oświaty.
Na kilka z nich, chciałbym zwrócić uwagę:
1. Brak wyrazistego lidera. Zespołowy „lider”, składający się z przedstawicieli organizacji wchodzących w skład KROPS, to nie lider, tylko mało sprawczy klub dyskusyjny, który może mobilizować swoich sympatyków, aby coś zablokować, ale w dłuższym dystansie czasu ma niewielki wpływ na działanie obecnych władz oświatowych. Może oczywiście prezentować w różnych sprawach swoją opinię lub stanowisko, a nawet zaproponować jakieś rozwiązania, ale brak konkretnego projektu ustawy lub innego aktu prawnego z góry skazuje każdy pomysł na niepowodzenie.
2. Brak stałego kontaktu ze znaczącym ugrupowaniem politycznym (a przynajmniej z kilkoma posłami), które stałoby się „twarzą” konstruktywnych zmian. Jeśli środowisko kontestatorów nie zrozumie, że Oświata jest najważniejszym wyzwaniem politycznym państwa (na co już w latach 80. ub. wieku zwracał uwagę profesor Aleksander Gieysztor) i będzie się ciągle odwoływało do hasła: oświata powinna być apolityczna (wymyślonego przez „pożytecznych idiotów” oraz powtarzanego przez licznych „oświatowych mędrców” i politycznych manipulatorów) rola KROPS-u w dokonywaniu jakichkolwiek zmian sprowadzi się wkrótce do zera.
3. Brak prawdziwego sojuszu nauczycieli i rodziców. Obecna sytuacja to wykreowany (często z dobrą wolą) nieprawdziwy obraz, stwarzający pozory trwałej współpracy tych środowisk i usprawiedliwiający niepodejmowanie jakichkolwiek, konkretnych działań prowadzących do zagwarantowania rodzicom realnego wpływu na szkoły ich dzieci i polski system oświaty. (Zainteresowanych powyższą problematyką odsyłam do raportu Rady ds Rodziny, Edukacji i Wychowania przy Prezydencie RP Andrzeju Dudzie). Potwierdzeniem tak smutnej konstatacji niech będzie fakt, że w debacie publicznej zupełnie nie pojawiają się rady rodziców (jedyny ustawowo umocowany reprezentant wszystkich rodziców danej szkoły), a władze oświatowe wskazują jako panaceum na wiele niedogodności potrzebę powoływania rad szkół, które są umocowane w ustawie Prawo oświatowe w formule nie mającej nic wspólnego z zasadami demokracji i mają doprowadzić do całkowitego pozbawienia rodziców wpływu na życie szkół.
4. Brak wyraźnego projektu naprawy polskiej szkoły. Od lat w Polsce brakuje pomysłu na model edukacji, który należałoby konsekwentnie wdrażać. Ciągle powołujemy się na rozwiązania fińskie, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę, że sukces, jaki odnotowuje oświata w Finlandii, wynika m.in. (a może nawet przede wszystkim) ze stabilizacji i nie szukania ciągłych zmian. Jednocześnie, zapoznając się z różnymi rozwiązaniami w innych państwach trzeba pamiętać, że każde z nich ma własny model szkolnictwa, wynikający z tradycji, kultury, struktury społecznej i szeregu imponderabiliów. Próby przeniesienia do Polski jakiegokolwiek modelu nigdy się nie powiodą i należy wreszcie z takim myśleniem skończyć. Równie szaleńcze są propozycje wychodzące z Brukseli czyli Europejski Obszar Edukacyjny. Środowiska, krytykujące obecny system muszą przygotować kontrpropozycję i to nie w formie pomysłu lub szlachetnych idei, lecz konkretnych projektów ustaw, rozporządzeń i programów. Wypracowane rozwiązania muszą być poddane szerokiej dyskusji społecznej (aby zrozumieć, co oznaczają „konsultacje społeczne”, należy oderwać się od fałszywej interpretacji tego sformułowania, bo wszystkie dotychczasowe „konsultacje społeczne” nie miały nic wspólnego z tą nazwą, a były i są manipulacjami, oszukiwaniem społeczeństwa).
Zdaję sobie sprawę, że jest to zadanie wymagające tytanicznej pracy, ale bez jej wykonania wszelkie protesty, sprzeciwy, strajki itp. będą przez decydentów (polityków) lekceważone i nie przyniosą, poza rozczarowaniem społecznym, żadnych efektów. Warto również zastanowić się, jaką rolę w tych procesach powinni spełniać profesjonaliści. Osobiście uważam, że wielu z nich i instytucji, w których pracują na określenie „profesjonalny” zdecydowanie nie zasługuje i nic wspólnego z autentyczną troską o przyszłość polskiej szkoły oraz kraju nie ma.
5. Brak poważnego zaangażowania się środowisk oświaty niepublicznej sprawami całego systemu edukacji. Od kilkunastu lat ten sektor szkolnictwa zamknął się we własnym „kokonie” egoizmów i prowadząc na ogół dobre szkoły, nie wnosi nic konstruktywnego do polityki oświatowej kraju (nieliczne wyjątki potwierdzają tę regułę i nie mają żadnego wpływu na przyszłość systemu). Albo oświata niepubliczna wróci do swoich korzeni i będzie tak, jak w początkach III RP motorem napędowym oraz kreatorem proponowanej przez społeczeństwo polityki oświatowej, albo powinna zrezygnować ze wszystkich profitów, jakie otrzymuje z państwowej kasy.
6. Brak wyraźnego powiązania polityki oświatowej z polityką prorodzinną. Dyskusja o demografii w oderwaniu od dyskusji o edukacji szkolnej, to podział, który źle służy zarówno jednej, jak i drugiej sferze życia publicznego. Spór o przedmiot „Edukacja zdrowotna” może być zaczątkiem wspólnego myślenia o przyszłości obu dziedzin, ale na razie zbyt wielkiej dynamiki w takich działaniach nie widać.
7. Brak szerokich działań ze strony środowiska nauczycielskiego w budowaniu jego pozycji w społeczeństwie czyli tzw. prestiżu zawodowego. Ciągłe mówienie przez nauczycieli, że to społeczeństwo musi im zagwarantować wysoki status społeczny jest kompletnym nieporozumieniem. Każdy zawód na swój status i na prestiż musi zapracować sam, a nie oczekiwać od innych namaszczenia. Wśród kilkuset tysięcy nauczycieli jest wielu świetnych specjalistów, ludzi wielkiego serca i troski o swoich wychowanków, cenionych, a często nawet kochanych przez uczniów i rodziców. Niestety nie słychać ich głosu w sytuacjach wymagających „wyjścia” poza teren szkoły i zastanowienia się nad przyszłością kraju, a KROPS to zdecydowana mniejszość tego środowiska.
8. Brak wyraźnego głosu samorządów terytorialnych, będących dla większości szkół publicznych organami prowadzącymi. Spory między władzą centralną, a samorządami na ogół dotyczą finansów (czasem, ale znacznie rzadziej kompetencji) i walki samorządów o wycięcie dla siebie, jak największego kawałka z narodowego „postawu czerwonego sukna”.
Uwagi końcowe
Mam świadomość, że niniejszy tekst nie dotyka szeregu problemów, z którymi musi mierzyć się polska szkoła, a ze względu na pewne postawione w nim tezy spotka się z krytyką wielu osób. Chciałbym jednak , aby ułatwił on nauczycielom, rodzicom i decydentom politycznym (zarówno szczebla centralnego, jak i samorządowego) budowanie oświaty na miarę oczekiwań obywateli i wyzwań XXI wieku oraz był iskrą (a może przysłowiowym kijem włożonym w mrowisko), rozpalającą debatę, z której zrodzi się wielki płomień rozświetlający mroki narodowej edukacji.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/752916-na-drodze-do-sukcesu-lub-porazki
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.