W poniedziałek w Bukareszcie w wieku 93 lat zmarła Elsa Anca-Barbuş, była działaczka antykomunistyczna, niepodległościowa i grekokatolicka, wielokrotnie aresztowana z powodu swej nieprzejednanej postawy wobec totalitarnego systemu.
Jej mężem był starszy o dziewięć lat rumuński polityk Ioan Barbuş, którego poznała w roku 1946 na spotkaniu związku studentów. W tym czasie oboje zaangażowali się w działalność Partii Narodowo-Chłopskiej. Było to ugrupowanie założone w 1926 roku, zdelegalizowane przez władze w roku 1938 i reaktywowane w 1944 roku. Po II wojnie światowej stało się ono główną siłą polityczną sprzeciwiającą się sowietyzacji kraju. Cieszyło się masowym poparciem ludności, o czym świadczy fakt, że miało zarejestrowanych oficjalnie 2.125.000 członków. W listopadzie 1946 roku zwyciężyło w wyborach parlamentarnych, których wyniki zostały jednak sfałszowane i władzę objęli komuniści. Zaczęły się rządy terroru. Wszyscy posłowie Partii Narodowo-Chłopskiej zostali pozbawieni immunitetu, przywódcy skazani na kary długoletniego więzienia, a samo ugrupowanie rozwiązane.
17 lat więzienia i rozłąki
Elsa Anca i Ioan Barbuş myśleli wówczas o ślubie, jednak nie dane im było zrealizować tych planów, ponieważ w lutym 1947 roku on został aresztowany. Komuniści pamiętali mu m.in. to, że 8 listopada 1945 roku był jednym z głównych organizatorów wielkiej antysowieckiej i rojalistycznej demonstracji w centrum Bukaresztu.
W 1949 roku, kiedy Ioan przebywał na dwutygodniowej przepustce z aresztu, młodzi zaręczyli się. Wkrótce potem odbył się proces i zapadł wyrok – 17 lat pozbawienia wolności. Przez cały okres uwięzienia Elsa czekała na narzeczonego. W tym czasie wielokrotnie docierały do niej wieści, że nie żyje, jednak nie wierzyła w to. Modliła się nie tylko o jego powrót, ale także o to, by się nie złamał.
Nie złamali go. W 1963 roku podczas przeprowadzki z jednego więzienia do drugiego strażnicy postanowili pokazać mu Bukareszt, a zwłaszcza to, co udało się zbudować podczas rządów komunistycznych. Przekonani, że zdobycze socjalizmu zrobiły na nim wrażenie, zapytali, co zamierza zrobić dla władzy, która zrobiła dla ludzi tak wiele. Odpowiedział, że zamierza zrobić dla niej to, co ona zrobiła dla niego.
W tamtym okresie Elsa Anca czekała też na zwolnienie swego ojca, Victora, chłopskiego polityka, który został skazany na 10 lat więzienia i 5 lat przymusowego pobytu na prowincji. Pracowała wówczas w swym zawodzie jako lingwistka i tłumaczka.
Niezłomni z Bukaresztu
Ioan Barbuş został wypuszczony dopiero w lutym 1964 roku, zaś cztery miesiące później odbył się jego ślub z Elsą. Wkrótce potem urodziły im się dwie córki: Anca Maria i Mihaela Florina. Przez następne lata, aż do upadku komunizmu w 1989 roku, rodzina inwigilowana była przez Securitate, ich telefon podsłuchiwany, zaś korespondencja kontrolowana. Mimo to ich mieszkanie było miejscem, w którym krzyżowały się drogi wielu opozycjonistów. W październiku 1970 roku ojciec Elsy, Victor Anca, zorganizował w swoim domu historyczne (pierwsze od 1947 roku) spotkanie liderów Partii Narodowo-Chłopskiej, którzy przeżyli komunistyczne więzienia.
Pomimo grożącego ryzyka, małżonkowie angażowali się w podziemne życie Kościoła grekokatolickiego, który został zdelegalizowany przez władze komunistyczne w 1948 roku. Przekazywali też za granicę ważne informacje o represjach i prześladowaniach w Rumunii.
Elsa i Ioan zafascynowani byli Polską, zwłaszcza po wyborze Jana Pawła II i powstaniu „Solidarności”. Po latach ich córka Anca Maria wspominała na spotkaniu w Gdyni:
„W roku 1980, kiedy miałam 16 lat, słuchaliśmy w Radiu Wolna Europa, co dzieje się w Polsce. Moja rodzina była zachwycona waszym krajem, Polakami. Pewnego wieczora moja mama wróciła do domu z podręcznikiem języka polskiego i kazała nam się go nauczyć. Pamiętam to jak dziś, kiedy powiedziała, że trzeba nauczyć się języka polskiego i jechać do Polski, by nauczyć się, jak robić rewolucję antykomunistyczną.”
Córka posłuchała i nauczyła się polskiego. Dziś Anca Maria Cernea jest jedną z najważniejszych promotorek naszej kultury w Rumunii. W 2018 roku podczas Kongresu Polska Wielki Projekt została uhonorowana Medalem „Odwaga i Wiarygodność”. Rok później podczas Festiwalu Niepokorni Niezłomni Wyklęci w imieniu swoich rodziców odebrała przyznaną im nagrodę „Drzwi do Wolności”.
Po upadku komunizmu Elsa i Ioan Barbuş zaangażowali się w działalność odrodzonego Kościoła grekokatolickiego, zaś on dodatkowo w działalność Chrześcijańskiej Ludowej Partii Demokratycznej, będącej kontynuatorką Partii Narodowo-Chłopskiej. Z list tego ugrupowania był nawet senatorem. Zmarł w roku 2001. Ona przeżyła go o 20 lat.
Myślała o „czymś lepszym”
Zapamiętałem ją jako pogodną, pełną ciepła i radości kobietę. Największe wrażenie zrobiły na mnie jej słowa o najbardziej okrutnym oprawcy jej męża. Chodzi o Alexandru Vişinescu, sadystę i byłego naczelnika ciężkiego więzienia w Ramnicu Sarat, który w roku 2016 został skazany na 20 lat pozbawienia wolności za zbrodnie przeciwko ludzkości. Po wyroku Elsa-Anca Barbuş powiedziała:
„Za czyny, które popełnił, nie byłoby przebaczenia, gdyby Chrystus nie nabył nas przez swą ofiarę na krzyżu. A my, którzy nauczyliśmy się od Niego modlitwy «Ojcze nasz«, nie możemy nie przebaczyć, aby nam również zostało przebaczone. Dlatego istnieje instytucja sprawiedliwości, aby czynić sprawiedliwość, a nie zemstę.”
Dodała też:
„Jednak myślę dla niego o «czymś lepszym«, jak mówił św. Paweł do Koryntian – żeby zwrócił swój umysł ku Bogu! Żeby przypomniał sobie, że kiedy był mały, rozmawiał z matką lub babcią o dobrym Bogu, Krzyżu, Zmartwychwstaniu i Matce Bożej! Żeby w dzisiejszej samotności «powrócił do siebie” jak syn marnotrawny i przeżył wraz z Kościołem przygotowanie do Wielkanocy! Jaki pokój i pociechę przyniosłaby mu wiara! Byłby prawie jak łotr po prawej stronie, zdobywając dla siebie wieczność tuż przed końcem drogi! Jak ten pracownik, który przybył w ostatniej godzinie.
W więzieniu w rąbku mojej bluzki udało mi się ukryć cudowny medalik Najświętszej Maryi Panny. Nie patrzyłam na niego, ale od czasu do czasu dotykałam tej małej, taniej, metalowej ikony – i wydawało mi się, że jest to największy skarb: przypominał mi Niebo! Zamieszanie wokół i niegrzeczność strażników nie miały żadnego znaczenia. I myślę, jak szczęśliwy mógłby być Alexandru Vişinescu, gdyby zaakceptował teraz swoje cierpienie jako pokutę za wyrządzone zło, z myślą o Bożym przebaczeniu i miłości.”
Taka była Elsa Anca-Barbuş. Do końca modląca się za swoich prześladowców…
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/547869-odeszla-elsa-anca-barbus-niezlomna-z-bukaresztu
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.