Stanley ląduje w Normandii. Ma 20 lat. Jest w 28 Dywizji Piechoty. Rozpoczyna się marsz na Paryż. Niemcy dokonują makabrycznych zbrodni na amerykańskich żołnierzach. Działające na tyłach oddziały Skorzennego podrzynają gardła. W zamian przyłapanym Niemcom przy których odnajduje się amerykańskie papierosy lub zegarki pakuje się kule w łeb. A przecież Amerykanów czeka jeszcze groza widoku obozów koncentracyjnych. Stanley wraz z oddziałem maszeruje na Paryż. Wyzwolenie miasta. Amerykanie jeszcze nie wiedzą, że tylu Francuzów tęskni za Armią Czerwoną. Stanley jest w oddziale US Army, który paraduje na Champs-Élysées. Ale to nie koniec wojny. Jak powie porucznik Jack Bushyhead: „Nie możemy żyć na tym samym świecie co oni. To bestie”. Po pół roku walk we Francji, Stanley dostaje się w okolicach Colmar w ręce Waffen-SS. Odstawiony do Niemiec cudem unika zagłodzenia na śmierć. Do obozu, gdzie jest, napływają ci z powstańców warszawskich, którym udało się ocaleć. Nie ma wśród nich poległego w powstaniu ojca Rafała Gan-Ganowicza.
O tym przed laty była pierwsza rozmowa w naszym domu w Burbank. Z prędkością astroidy Stanley stawał się przyjacielem. Nie dzieliła różnica wieku. Łączyła Rioja, Sauternes i antykomunizm. W założonym przez niego w 1966 roku chicagowskim Muzeum Litwy przedstawiał mnie nieodmiennie postaciom ze świata polityki, czy sztuki słowami: “Oto Henryk. On wie wszystko”. W budynku Hancock, gdzie mieszkał na 87 pietrze z nieprawdopodobnym widokiem na jezioro Michigan, obchodziłem z Eglė w 2014 roku nasze Srebrne Wesele. Z Paryża przyleciała Sallie. Z Nowego Jorku Oded i Judy. W prezencie od niej Parables of Love. Kompozytorem John Califra. Wykonawcą Filharmonia w Pradze. Jak ktoś zauważył to muzyczne nagranie musiało kosztować dobrze ponad ćwierć miliona. Dostajemy z Eglė dwa egzemplarze partytury. Jeden z nich odeślę mieszkającej w Koluszkach śpiewającej rodzinie Kaczmarków. Adam i Wojtek to milionowe otwarcia nie jedynie w polskim Mam Talent. Wtedy u Stanleya wśród arkebuzów, szabel i starych map, gośćmi z Polski także Andrzej i Basia Skwarczyńscy.
Trzymam w rękach A Special Commemorative Issue Honoring Balzekas Museum Founder, Stanley Balzekas, Jr. Zdjęcie rodzinnego grobowca, ksiądz i trumna owinięta amerykańską flagą. Jak każdy Wielki Człowiek Stanley był marzycielem. Chciał zorganizować i sfinansować wyprawę celem odnalezienia grobu Dżyngis Chana. Miałem tej wyprawie przewodniczyć! Pojawiali się u niego kolejni prezydenci Litwy. Valdas Adamkus, z którym zapoznała kiedyś na lotnisku O’Hare Eglė. Dalia Grybauskaitė. Amerykańscy kongresmani. Sprowadzał z Litwy, którą często odwiedzał, pamiątki po 1831 i 1863. Jednym z oryginalnych pomysłów, było sprowadzenie kibitki. Pojazdu, którym wywożono na Syberię. Do ostatnich chwil byliśmy ze Stanleyem w kontakcie. Teraz pochowany na chicagowskim cmentarzu św. Kazimierza spoczął niedaleko Eglė, gdzie mam przy niej swoje miejsce. Ameryka po jego odejściu staje się dla mnie inna. Złość na obliczach podpalaczy kraju znika jedynie, gdy jadę na cmentarz, żeby porozmawiać ze Stanleyem, czy zaszlochać i złożyć róże na grobie Eglė, z którą obchodziłbym 2-go września, 30-tą rocznicę ślubu.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/516525-nie-zyje-stanley-balzekas-ambasador-w-swiecie-litwy