Słupsk jest pierwszy miastem w Polsce, które uhonorowało czarownicę” - chwali się Biedroń. Trina Papisten ma w mieście swoje rondo, o co bardzo zabiegał prezydent miasta. Ma to być rodzaj rehabilitacji.

Trina Papisten to ostatnia spalona na stosie w Słupsku kobieta. Była ona podejrzewana o czary. Tragiczne wydarzenie miało miejsce w 1701 roku. Trina Papisten, a właściwie Katarzyna Zimmerman, była zielarką.

O ile mi wiadomo tego jeszcze w Polsce nie było - rehabilitujemy ostatnią spaloną w Słupsku czarownicę Trinę Papisten poprzez nazwanie jej imieniem jednego z naszych rond

—informuje Robert Biedroń na swoim profilu na Facebooku.

(…) chcemy, aby „nasza” czarownica nie została zapomniana i aby głośno mówić o tym, jak traktowano kobiety, także w naszym kraju

—można przeczytać na stronie internetowej Słupska.

Niedorzeczność słów Biedronia szybko wyłapali dziennikarze serwisu Rebelya.pl.

Wiedzieliśmy, że prezydent Słupska Robert Biedroń jest ociężały umysłowo (czy, jak kto woli, jest jedną z licznych ofiar systemu edukacji i oświaty w Polsce), ale że aż tak? Postanowił upamiętnić spaloną w Słupsku w XVIII wieku kobietę oskarżoną o czarownictwo. Ale nie to jest sedno sprawy. „Chcemy, aby „nasza” czarownica nie została zapomniana i aby głośno mówić o tym, jak traktowano kobiety, także w naszym kraju” - piszę ratusz na stronie internetowej.

Z tym, że w XVIII wieku Słupsk nie był Polską, lecz Prusami. I nie był katolicki, lecz luterański. Ale ani Biedroń ani Wyborcza, która o tej inicjatywie pisze z entuzjazmem, tego pewnie nie wiedzą

—czytamy na Facebooku portalu Rebelya.pl.

fot.Facebook/Oficjalny profil Rebelya.pl
fot.Facebook/Oficjalny profil Rebelya.pl

Nic to. Robert Biedroń jest i tak z siebie niezwykle dumny, w końcu dzielnie stanął w obronie ciemiężonych kobiet.

ann/Facebook/Robert Biedroń/ Rebelya.pl