TYLKO U NAS. Urodził się 55 dni po śmierci matki. "To cud i olbrzymie wyzwanie" - mówi prof. Barbara Krolak-Olejnik, która zajmowała się chłopcem

Czytaj więcej Subskrybuj 50% taniej
Sprawdź
Zdjęcie ilustracyjne/fot. YouTube
Zdjęcie ilustracyjne/fot. YouTube

Co przesądziło o fakcie, by ratować dziecko w 17 tygodniu ciąży?

W przypadku naszego pacjenta matka została przyjęta do szpitala, mimo że była w stanie ciężkim, wiedzieliśmy, że tętno płodu jest wyczuwalne, a dziecko rozwija się prawidłowo i nie wykazywało żadnych nieprawidłowości. Jakie zatem miały być wskazania do zabrania prawidłowo rozwijającego się życia? Jeżeli są medyczne sposoby utrzymania przy życiu matki, to nie ma wskazań do zakończenia tej ciąży. Byłyby one wtedy - i takie pojawiły się w 26. tygodniu ciąży - kiedy nastąpiło zagrożenie życia dziecka. Walczyliśmy o oba życia. Niestety sytuacja nie pozwoliła na uratowanie życia matki, ale pozwoliła na podtrzymanie tego życia dla ratowania życia dziecka.

Co oznacza sztuczne podtrzymywanie życia matki?

Nie chciałabym wchodzić w kompetencje anestezjologów, którzy przez 2 miesiące zajmowali się matką w Klinice Intensywnej Terapii. Wraz z położnikami konsultowałam dobrostan płodu, ustalając z nimi najkorzystniejszy termin zakończenia ciąży z punktu widzenia dziecka, ale także ratowania życia noworodka, który przyjdzie na świat po zakończeniu tej ciąży.

Nie udało by się to, gdyby nie praca całego zespołu, personelu medycznego?

Ratowanie i utrzymywanie przy życiu kobiety to zasługa przede wszystkim neurochirurgów i anestezjologów, którzy podjęli się takiego niesamowitego wyzwania. We Wrocławiu to chyba jedyna taka sytuacja, która miała miejsce tak długo i od tak wczesnej ciąży. W Polsce sytuacja taka miała miejsce, ale ciąża była bardziej zaawansowana i potrzymanie życia matki trwało krócej. Na świecie takie sytuacje miały miejsce, ale nie ma pełnych opisów od przyjęcia kobiety ciężarnej do wypisu dziecka w dobrej kondycji ze szpitala. Nawet jeśli matka była podtrzymywana, to nie wiemy, w jakim stanie dziecko jest czy było po urodzeniu. W naszym przypadku na ogromne uznanie zasługuje personel z Kliniki Intensywnej Terapii, później personel położniczo-ginekologicznego, który wykonał cesarskie cięcie oraz cały zespół Kliniki Neonatologicznej, a także lekarze wielu specjalności, którzy pomagali nam w podejmowaniu trudnych decyzji.

Państwa przypadek to przykład rodem z fachowej literatury. Ale jak to jest przejść z teorii do praktyki?

Nieprawdopodobne wyzwanie. Często jesteśmy pod wrażeniem jak ludzie, o których słyszymy, dali sobie ze wszystkim radę. Taka pozytywna sytuacja dotknęła także nas. Początkowe godziny i dni dziecka było to dla nas typowe postępowanie z bardzo małą urodzeniową masą ciała i skrajnie niedojrzałym małym człowiekiem. Natomiast potem walczyliśmy już o lepszy byt tego dziecka, lepsze życie, by jak najkrócej wszelkie intensywne procedury były stosowane. Wielokrotnie podejmowaliśmy próby oddechu przez dziecko odłączając go od respiratora. I mimo że chłopiec był bardzo aktywny, to nie chciał samodzielnie oddychać. Nie było to łatwe. Walczyliśmy, by dać mu jeszcze większa szansę na dalsze życie po opuszczeniu szpitala. Czas pokaże, na ile nam się udało. Jest za wcześnie, by móc powiedzieć, że osiągnęliśmy sukces. Jestem pewna, że ojciec jest szczęśliwym tatą mając blisko upragnionego syna.

To wyjątkowy i trudny przypadek dla medycyny. Były komplikacje w trakcie opieki nad noworodkiem, a czy w trakcie leczenia zdarzały się niespodzianki?

Po raz pierwszy zastosowaliśmy w leczeniu, po otrzymaniu sprzętu nieinwazyjną metodę odłączenia od respiratora. Ku naszemu zaskoczeniu była tak bardzo pozytywna i wydolna, że zachwyciliśmy się tą metodą, jej skutecznością i małym stopniem inwazyjności. Przeszliśmy z respiratora i rurki intubacyjnej na tzw. ramkaniule, które zrobiły pozytywne działanie: nie było urazu nosa, delikatnie wspomagały oddech dziecka i pozwoliły na podjęcie oddechu własnego w krótkim czasie po odłączenia od respiratora.

Jaki jest obecnie stan zdrowia dziecka, jego rokowania na przyszłość?

Mamy do czynienia ze skrajnie niedojrzałym, z bardzo niską urodzeniową masą ciała noworodkiem. To, że wyszedł w stanie dobrym ze szpitala, nie oznacza, że nie będzie wymagał specjalistycznej opieki i nadzoru przez kilka następnych lat. Na pewno potrzebna będzie opieka rehabilitacyjna, której tata nauczył się już u nas i robi to rewelacyjnie. W kolejnych latach życia chłopca będzie musiała ona być modyfikowana poprzez wizyty u rehabilitantów, fizjoterapeutów, neurologów, okulistów, laryngologów.

Czy chłopiec jeszcze Państwa odwiedzi?

Jestem tego pewna, że nas przyjdzie odwiedzić! Chłopiec będzie nas odwiedzał najpewniej w naszej poradni neonatologicznej, w której możemy dokonać szeregu badań i zaproponować konsultacje. Od ubiegłego roku NFZ pozwala nam w poradni na prowadzenie pacjentów urodzonych skrajnie niedojrzałych i intensywnie leczonych nawet do 3 roku życia. Nie sadzę, by to było często, ale na pewno raz na pół roku tata z chłopcem będą nas odwiedzać.

Łączy Panią Profesor więź z tym chłopcem?

Angażuję się we wszystkie ludzkie sytuacje, które mają tu miejsce, a ta była szczególnie wyjątkowa. Wielokrotnie uczestniczyłam w rehabilitacji i pielęgnacji chłopca. Muszę się przyznać, że zainicjowałam tzw. kangurowanie dziecka przez tatę, kiedy dziecko było jeszcze podłączone do respiratora, kiedy wokół było mnóstwo rurek, ojciec przytulał swego maleńkiego syna do siebie i cieszył się, że ma go tak bardzo blisko.

Obowiązkiem lekarza jest zawsze ratowanie życia ludzkiego, opowiedzenie się za życiem każdego dziecka?

Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Pracujemy także w hospicjum prenatalnym i trafiają do nas matki, które wiedzą, że ich dzieci nie mają szans na życie, ale chcą je urodzić i przytulić do siebie. Te dzieci odchodzą w obecności własnych rodziców. Czy wtedy walczymy o życie? Walczymy, gdy wiemy, że to życie ma szansę być i żyć. Jeśli nie jesteśmy w stanie pomóc, nie stosujemy uporczywej terapii, która jest terapią beznadziejną, której efektem nie byłaby poprawa stanu zdrowia dziecka. Mamy sytuacje dzieci z letalnymi wadami. One żyją czasami kilka dni, pozwalamy im na kontakt z rodzicami i ciągłą ich obecność w sytuacjach, kiedy sobie tego życzą.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Patrycja Jenczmionka–Błędowska, Radio Rodzina Wrocław


Ta książka otwiera oczy i sumienia!

Pod sercem mamy. Historia prawdziwa” - O dzieciach utraconych i cudzie życia.

« poprzednia strona
12

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych