Incydent w kościele św. Anny był oczywiście wcześniej skrupulatnie przygotowany zarówno aktorsko jak i logistycznie. Kamery, mikrofony na wysięgnikach – wszystko jak należy.

Obłąkana kobieta, nie wiadomo dlaczego nazywana „jedną z wiernych”, wykrzykująca KODowsko-lewackie hasła o ludzkiej seksualności. Przekroczyła granicę dotąd nienaruszalną, ze swoją chorą obsesją przestąpiła próg świątyni i Kościoła.

Jednakże ból sprawił mi inny widok. Bierność pozostałych uczestników Mszy św. Zauważyłem, że w całkowicie wypełnionym wiernymi kościele próbowało sytuacji zaradzić i obłąkaną lewactwem kobietę wyprowadzić ledwie kilka kobiet. Na filmiku dostrzegłem dwie.

A gdzie reszta? A kiedy reszta się ruszy? Czy trzeba czekać aż ktoś wytrąci celebransowi kielich i rozsypie hostie? A może aż ktoś obrzuci odchodami tabernakulum? Co musi się zdarzyć aby wierni poczuli się obrońcami świątyni i liturgii? Gdzie byli mężczyźni, którzy wzorem policji powinni niewiastę wynieś z kościoła i nie pozwolić jej robić krzykliwego marszu aż do drzwi. Czy ktoś to zgłosił policji?

Był już krzyż z puszek po piwie, był już tęczowy kapłan-przebieraniec na pochodzie sodomitów, był już jakiś wariat przebrany w strój motyla na procesji Bożego Ciała. Jednego tylko nie było – nie było żadnych konsekwencji.

Czekamy na ciąg dalszy? Aż wszystko stanie się możliwe i bezkarne?

Nieodmiennie wraca do mnie obraz Jezusa dźwigającego krzyż i tłumu biernie przyglądających się gapiów.

CZYTAJ TAKŻE: Ustawka w kościele, wyjście w czasie Mszy, „przypadkowa” obecność mediów i akcja lewackiej aktywistki. TAK wyglądało „oburzenie wiernych”