Wstrząsająca relacja lokalnej dziennikarki z Brodnicy: "Po artykułach o wójtach z PSL do redakcji wchodzi dwóch wynajętych mężczyzn..." Lokalny układ, a może po prostu mafia?!

Rys. Andrzej Krauze
Rys. Andrzej Krauze

Dotknęłam partię, która była dotychczas partią rządzącą w Polsce powiatowej, na wsiach - partię, która ledwo dostała się w tej chwili do Sejmu. Tej partii i jej włodarzom zaczął się palić grunt pod nogami

— **mówiła w Poranku Wnet Celina Nałęcz, redaktor naczelna Tygodnika Regionalnego Brodnickiego CBR.

Dziennikarka lokalnego pisma w momentami wstrząsającej relacji opisuje to, w jaki sposób miejscowy układ zareagował na opisane przez fakty z życia gminy.

U mnie w powiecie na 9 gmin, aż siedem jest rządzone przez PSL. Są wójtowie z PSL, rady gminy. Wytworzyły się bardzo duże układy - wójtowie są po 2-3-4 kadencje, to jest bardzo trudne, by to rozbić. Kiedy opisuję, że wojewoda w stosunku do jednego z wójtów wszczyna postępowanie, a gminie grozi komisarz, zaczynają się dziać takie sytuacje

— zaznacza Nałęcz.

O jakie sytuacje chodzi? Jak przekonuje dziennikarka, po publikacjach, w których zostały ukazane niezbyt przychylne dla władz gminy informacje, zaczęły się dziać sceny rodem z filmów kryminalnych.

Przygody są bardzo dziwne i sięgające lat zamierzchłych. Redaktorzy są zastraszani, dostają listy z pogróżkami, ale to nie wszystko. Dwa dni temu w biały dzień jakichś dwóch wynajętych mężczyzn wchodzi do redakcji i wywraca mi wszystkie sprzęty, po czym oświadczają, że to z pozdrowieniami i mam uważać na to, co piszę…

— relacjonuje.

Byłam totalnie zaskoczona - nie sądziłam, że ci, którzy wytworzyli lokalne układy w Polsce powiatowej, w obecnej sytuacji są zdolni do takich posunięć. Podejrzewam, że to z powodu ostatnich artykułów, jakie ostatnio pisałam, doszło do takiej sytuacji

— podkreśliła dziennikarka.

Inną z sytuacji były dziwne rzeczy, jakie zaczęły się dziać wokół jej samochodu.

Na drugi dzień, kiedy jechałam do redakcji, okazało się, że nie mam w samochodzie płynu hamulcowego. Wyglądało to jak kryminalny film - miałam problemy z wyhamowaniem w mieście, jakoś do redakcji dojechałam. Otworzyłam tam skrzynkę pocztową i miałam nadany w innym powiecie list, który mnie ostrzega przed tym, co się miało stać…

— opowiada.

Dziennikarka zaznaczyła, że sprawa została zgłoszona na policję.

lw, Radio Wnet

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...