Witold Jurasz - polski dyplomata (obecnie w biznesie), w  latach 2010 – 2012 charge d’affaires w ambasadzie w Mińsku - opublikował na swoim profilu na Facebooku znaczącą refleksję:

Wczorajszy wieczór spędziłem na Balu Dziennikarzy. Trudno nie odnotować bardzo ostrych podziałów politycznych w środowisku, ale ja poszedłem się bawić i tańczyć z żoną (która - dodajmy - była najpiękniejsza na całym balu). Uważam zresztą, że podziały należy przełamywać, a nie czcić, bo trudno czcić to, co niszczy nam Ojczyznę.

W czasie balu przydarzyła mi się jednak pewna zapadająca w pamięć historia. W pewnym momencie jeden z kelnerów powiedział do mnie „Bardzo Panu dziękuję”. Nie za bardzo wiedziałem za co mi dziękuje, ale nim zdążyłem się dopytać usłyszałem „za orzełka w klapie”. Kilka lat temu otóż kupiłem wszystkim dyplomatom w kierowanej wówczas przeze mnie Ambasadzie na Białorusi małe orzełki produkowane przez Mennicę Państwową, które można wpiąć do marynarki. Uważałem, że skoro dyplomaci z Francji, Włoch i innych krajów noszą godło albo flagę w klapie marynarki to czemu my nie mamy nosić naszego godła. Z powodu tego orzełka miałem potem nieprzyjemności, bo bodaj w 2011 został wprowadzony przez ministra Sikorskiego dress-code dla polskich dyplomatów, który zakazywał noszenia orzełka i okazało się, że cała placówka - i to jeszcze z inicjatywy jej szefa - łamie przepisy. Dostałem polecenie rozesłania zarządzenia do wszystkich pracowników. Następnego dnia wszyscy przyszli do pracy z orzełkami w klapie (wcześniej nosili je tylko na przyjęcia). Miałem dobry zespół w Mińsku.

DW: Przemysław Żurawski Vel Grajewski może warto zmienić dress-code.

Musimy przyznać: informacja, że Radosław Sikorski zakazał dyplomatom noszenia orzełków w klapie marynarki jakoś nas nie zaskoczyła. Co nie znaczy, że nie zasmuciła…

Prej