Prezentujemy bardzo ciekawy wpis Rafała Kasprówa (w przeszłości m. in. znanego dziennikarza „Życia”, „Życia Warszawy” i „Rzeczypospolitej”) zamieszczony 18 grudnia na Facebooku:

Dla tych, którzy się dziwią skąd się to wzięło i jak tak można czyli (nie) krótka historia o tym jak w Polsce przejmowano władzę.

Październik.

Wybory. Zwycięzca wydaje się być oczywisty: dotychczasowy Prezydent. Jest jednak trochę przyciężkawy i ma wąsy.

Młody Kandydat, lat 41, wesoły, o trochę nalanej twarzy jak u partyjnych aparatczyków ale mówią o nim, że wykształcony, z wyższym wykształceniem, znajomością języków obcych. W telewizji widać, że z modną żoną, ładną córką. Mimo młodego wieku obciąża go przeszłość polityczna związana z przynależnością do partii, która w historii Polski zasłynęła negatywnie. Początkowo nikt jego kandydatury nie traktuje poważnie. W demokratycznym systemie polityk musi się czymś zasłużyć, nie wystarczy wiernie służyć partii.

Niespodziewanie do drugiej tury wchodzą wąsaty Prezydent i wykształcony Kandydat. Stary Prezydent zajęty jest sprawowaniem urzędu czyli przysypianiem w ciepłych kapciach w Pałacu. Młody jeździ od wiochy do wiochy.

Koniec października. Kampania na całego.

Stary Prezydent ma tabun dzieci i bohaterską żonę, która wyhodowała to stado i znosiła przez lata zmienne koleje losu. Piękna jednak nie jest. Cenią go elity ale prawda jest taka, że często robi błędy nawet pisząc po polsku, o językach obcych nawet nie wspominając. Kampanię ma taką jak on sam, niemrawą i drętwą. Wspierają go Wajda i Olbrychski.

O młodym wszyscy mówią, że reprezentacyjny, języki obce zna więc na salonach wstydu nie będzie jak ze starym Prezydentem. Żonę ma atrakcyjną. O starym Prezydencie mówi się dużo w czasie kampanii, że ma związki z tajnymi wojskowymi służbami, że kręcą się wokół niego dziwni ludzie. O młodym kandydacie i tym z kim jest powiązany jeszcze nic się nie mówi.

Listopad. Zbliża się druga tura.

W czasie kampanii wielokrotnie podkreśla się wyższe wykształcenie Kandydata. Daje mu to przewagę nad Prezydentem, który lepiej posługuje się śrubokrętem niż piórem. Wykształcenie jest ważne bo wszyscy mają już dość niewykształconego gbura z Pałacu. Polityczna kalkulacja wskazuje na to, że ludzie postawią na gładkiego po uniwersytetach bez wąsów. Sondaże opinii publicznej pokazują, że 67 procent wyborców posiadanie wyższego wykształcenia uważa za istotny element swojej decyzji wyborczej. Taka informacja jest więc podawana przez cały okres kampanii wyborczej. Jest umieszczona nie tylko na oficjalnych plakatach wyborczych ale na obwieszczeniu Państwowej Komisji Wyborczej dotyczącej wszystkich kandydatów na Urząd Prezydenta.

Nagle dziennikarze lokalnej telewizji w Gdańsku ustalają, że młody-wykształcony podał nieprawdziwe informacje - nigdy nie miał wykształcenia wyższego! Nieprawdziwa informacja jest zarówno w oficjalnych dokumentach złożonych do PKW, widnieje na Obwieszczeniach Wyborczych w całym kraju i jest od wielu tygodni we wszystkich materiałach wyborczych!

Śmiech. To pierwsza reakcja sztabu kandydata na informację. Zaprzeczenie w stylu chyba żarty sobie państwo robicie.

4 listopada.

Dziennikarze “Życia Warszawy” piszą raport z jakiego wynika, że ich ustalenia potwierdzają podanie nieprawdziwych informacji przez kandydata na prezydenta. Wygląda na to, że publikacja kończy sprawę i dojdzie do spektakularnej rezygnacji z dalszego kandydowania w wyborach. Dla wszystkich jest jasne, że wymagają tego demokratyczne reguły gry. “Przepraszam i odchodzę”, to jedyne co może się zdarzyć w takiej chwili w demokratycznym państwie.

Kandydat jednak twardo zaprzecza. Potwierdza, że wykształcenie wyższe posiada. Jego elegancka żona zapewnia, że pamięta jak dzisiaj jak zdawał egzamin magisterski bo “czekała na korytarzu z kwiatami”. Ludzie są skonsternowani. Zaplecze polityczne Kandydata, wściekle atakuje media i polityków powtarzających “brednie” o braku wykształcenia kandydata na prezydenta. Duży, łysy polityk o twarzy tybetańskiego mnicha mówi, że to wszystko brudna gra, która niszczy demokrację.

10 listopada.

Prokuratura Wojewódzka w Warszawie rozpoczęła postępowanie wyjaśniające, czy kandydat podał PKW swoje prawdziwe wykształcenie. Sztab kandydata potwierdza prokuraturze, że posiada on wyższe wykształcenie. Media popierające kandydata trąbią dumne, że prawda jest po ich stornie. Umiarkowani politycy rozsądku apelują o poszanowanie prawa i demokracji i nie atakowanie negatywną kampanią kandydata na prezydenta.

16 listopada, Brunon Synak, Prorektor Uniwersytetu Gdańskiego potwierdza oficjalnie, że wykształcony Kandydat został skreślony z listy studentów już.. na czwartym roku studiów, żadnej pracy magisterskiej nigdy nie bronił, nie zdał nawet egzaminów z prawa handlowego ani żadnych egzaminów językowych. Zero. Nie zaliczył nawet większości egzaminów zatrzymując się na siódmym semestrze studiów (3 rok). Nie jest magistrem. Podał nieprawdziwe informacje PKW i wyborcom.

Politycy sprzyjający Kandydatowi w polskich mediach twardo zaprzeczają ustaleniom Rektora mówiąc o politycznej prowokacji, zamachu stanu, niegodnych metodach.

Ale najmocniej wybrzmiał jego głos przyniesiony z zagranicy. Kandydat na prezydenta kolejny raz powtórzył tezę o swoim wyższym wykształceniu w wywiadzie dla „Frankfurter Rundschau” nazywając odmienne od podawanego przez niego stwierdzenie Rektora „manewrem wyborczym”. Kandydat zarzuca kłamstwo Rektorowi.

Sprawa wykształcenia zostaje skierowana przez Ministra Sprawiedliwości do Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał działa opieszale, nie daje żadnej jasnej wykładni.

19 listopada, II tura wyborów. O zwycięstwie młodego nad wąsatym zadecydowało 600 tys. głosów.

Dziesiątki tysięcy ludzi przyjeżdża protestować do Warszawy. 640 tysięcy wyborców składa protesty wyborcze do PKW (nie 640 osób, 640 tysięcy osób). Ponad 10 razy więcej niż w obu marszach jakie ostatnio przetoczyły się przez Warszawę.

Sprawa staje przed Sądem Najwyższym.

Komitetu Wyborczego Kandydata oficjalnie przed sądem stwierdza, że: “w świetle niejednolitości przepisów jest naturalne, że człowiek nie posiadający formalnie dyplomu może być uważany za posiadającego wyższe wykształcenie.”

Jeśli myślisz, że zrozumiałeś treść tego zdania przeczytaj je jeszcze raz. Tkwi w nim cała wirtuozeria politycznego makiawelizmu, logika topora jakim wyrąbuje się miejsce do tronu. Jest w nim najważniejszy element jakiego wymaga się od walczących o władzę: skuteczność.

Pełnomocnik kandydata stwierdza przed Sądem Najwyższym, że wszystkie egzaminy zostały przez niego zdane choć przyznaje, że nie złożył on pracy magisterskiej co było jedynie formalnością.

Nawet jednak to okazuje się być całkowitą nieprawdą. Nie było żadnego absolutorium ani zdanych egzaminów. Niektóre media i politycy wyśmiewają stanowisko sztabu i Kandydata na prezydenta, dla wszystkich jest oczywiste, że to koniec jego kariery. Za gruby numer. W demokratycznym państwie nie ma miejsca na takie oszustwa. Wszystko jest jasne, jeśli pozwolimy na zdobycie Prezydentury w wyniku kłamstwa wyborczego to oznacza to koniec demokracji. Jeśli ktoś w takich okolicznościach sięgnie po władzę to konsekwencje tego będą katastrofalne dla standardów politycznych.

4 grudnia. Wyrok Sądu Najwyższego.

Tysiące ludzi na mrozie na ulicy Ogrodowej. Atmosfera podniosła, transparenty w obronie Ojczyzny, wiele w obronie demokracji. Dziesiątki kamer, setki dziennikarzy, miliony przed telewizorami. Sprawa jest już oczywista.

Sąd Najwyższy wydaje wyrok i mówi, że młody kandydat jednoznacznie: “(…) nie posiada wyższego wykształcenia, a więc informacja w tym przedmiocie, podana w zgłoszeniu jego kandydatury była obiektywnie nieprawdziwa.”

Sąd Najwyższy stwierdza nie tylko, że nie było żadnej pracy magisterskiej ale było zaledwie kilka egzaminów. Większość ważnych i wymaganych do zaliczenia studiów nigdy nie został w ogóle zaliczona. Nigdy. Można co najwyżej mówić o 7 semestrach (3 rok) ale nie o ukończonych studiach i wykształceniu wyższym. Sąd stwierdza również, że fakt posiadania wyższego wykształcenia był istotnym czynnikiem wpływającym na opinię wyborców. Sąd Najwyższy ustala, że wyborcy nie mogli wiedzieć czy ma czy nie wykształcenie wyższe bo sam kandydat przyznał to dopiero po wyborach.

Co najważniejsze sąd stwierdza, że przepisy są jednoznaczne i nie może być mowy ani o wyższym wykształceniu, ani nawet absolutorium, ani zaliczeniu egzaminów. Wszystko było oszustwem od początku do końca.

W tym momencie uzasadnienia wyroku zaczyna dziać się coś dziwnego. Rzetelna ocena faktów podawana przez sędziów w wyroku zaczyna odklejać się od prawa i skupiać na społecznej oraz socjologicznej interpretacji wydarzeń. Narracja sędziów odkleja się od rzeczywistości. Choć większa część wyroku, zbadane fakty, ich uzasadnienie potwierdza zarzuty to sędziowie w samej końcówce orzeczenia dają inną niż można by się spodziewać w wyniku ich własnych ustaleń konkluzję.

W zasadzie za całe uzasadnienie swojej decyzji sędziowie stwierdzają, że biorąc pod uwagę ustalone fakty “Sąd Najwyższy uznaje, że wykształcenie kandydata było istotnym elementem kształtowania preferencji wyborczych. Jednakże żadne badania nie formułowały tezy, iż chodzi w tym zakresie o wykształcenie wyższe. Zasadniczo pojęcie wykształcenia było odnoszone do posiadania odpowiednich kwalifikacji zawodowych, kompetencji”.

Stop. Proszę przeczytać ostatnie zdanie wyroku jeszcze raz.

Sędziowie powiedzieli, że istnieje prawo, które mówi co jest wykształceniem wyższym, ustalili, że kandydat nie podał prawdy ani w oficjalnych dokumentach ani w czasie kampanii wyborczej ale w stosunku do tego akurat kandydata można uznać, że wyborcy przez wykształcenie wyższe mogli rozumieć posiadanie odpowiednich kompetencji i kwalifikacji. Jakich “kompetencji i kwalifikacji”? Tego już nie powiedzieli. Jednym słowem Sąd Najwyższy przyznał, że bohater znanej przedwojennej powieści posiada wykształcenie wyższe i studia w Oxfordzie ponieważ otoczenie tak mogło postrzegać jego kompetencje i kwalifikacje. Trudno uwierzyć?

Wyrok był możliwy w wyniku głosowania. Dwunastu Sędziów Sądu Najwyższego przegłosowuje pięciu pozostałych wchodzących w skład orzekający (zostają zgłoszone zdania odrębne).

12:5

Nie prawo. Nie fakty. Ale głosowanie polegające na narzuceniu pewnej narracji, interpretacji socjologicznej zmieniającej wymowę jednoznacznych faktów. Głosowanie sędziów pozwoliło jednej politycznej ekipie zdobyć władzę na 10 lat odsuwając w niebyt opozycji tych którzy walczyli uczciwie. Władza zostaje przejęta.

Na ulicy Ogrodowej w Warszawie tysiące zmarzniętych ludzi protestowało: “Zabijacie demokracje”, “Hańba”, “To nie jest nasz prezydent”. Płacz, bezsilność, poczucie krzywdy. Na nic. Władza została zdobyta, nikt nie liczy się ze zdaniem protestujących w obronie demokracji.

To 20 lat temu kraj dzieli się na pół.

Wtedy budowało się przekonanie, że w Polsce prawo to nie zawsze sprawiedliwość, władzę się bierze wszystkimi metodami, a sądy to tylko głosujący ludzie.

Do największej gazety w kraju trafiają listy, które są przytaczane na jej łamach przez znane autorytety dziennikarskie: ”Zarzucane byłemu prezydentowi braki w wykształceniu nie grają roli. Najlepszym wykładowcą jest samo życie. Tu potrzebna jest konsekwencja i doświadczenie, a także silna wola, dobre chęci i wiara. Mam na myśli nie tylko wiarę w siebie” - pisze Lesław Maleszka, na łamach “Gazety Wyborczej”.

Media głównego nurtu stawiają szybko sprawę jednoznacznie: to Prezydent nas wszystkich, wybrany w demokratycznych wyborach i trzeba go szanować. Przez następne dwie dekady tamte wydarzenia będą ulegały tylu reinterpretacjom, autorytety tyle razy narzucą swoją narrację, że w dwudziestą rocznicę tamtych wydarzeń nikt w mediach nie wspomni nawet o tym jak przejęto władzę w Polsce. Dwie kadencje sprawowania władzy zmieniły również samego Kandydata w Prezydenta. Do tego stopnia, że ówczesny Kandydat wystąpił nawet w dokładną rocznicę tamtych wydarzeń w programie telewizyjnym i potępił sposób przejmowania i sprawowania władzy przez prezydenta Andrzeja Dudę. “Takich rzeczy władza robić nie powinna” - mówił powołując się na teorię ewolucji władzy w Polsce. Dziennikarka o nic więcej nie zapytała, niczego nie przypomniała. Słowo „przepraszam” nie padło ani wtedy ani teraz.

Jestem pewien, że obecna władza dzięki temu doskonale wie, że za 20 lat będziemy patrzyli na dzisiejsze wydarzenia z zupełnie innej perspektywy, być może nawet nikt o nich nie wspomni.

Wszystkie wydarzenia, daty i cytaty z wyroków oraz gazet są prawdziwe. Wszystkie opisane wydarzenia miały miejsce w listopadzie i grudniu 1995 roku. Zaledwie 20 lat temu. W Polsce.

Sil