TYLKO U NAS. Kandydat PO do Sejmu wie o agencji towarzyskiej działającej w jego mieszkaniu, ale nie reaguje. Mieszkańcy mówią "dość"

Sprawa zawisła w próżni. Poseł nie przedsięwziął żadnych kroków, a „agencja towarzyska” nadal działa w najlepsze. Mieszkańcy napisali kolejne pismo.

W nawiązaniu do pisma z dnia 2.10. 2015 r. prosimy o odpowiedź, jakie konkretnie kroki zamierza Pan podjąć jako właściciel mieszkania nr 5 w celu zweryfikowania informacji zawartych w naszej petycji. Odnosimy wrażenie, że prośba podpisana przez kilkunastu lokatorów nie została jednak potraktowana przez Pana Posła poważnie. Łatwo się domyślić, że najemcy mieszkania nie potwierdzą wskazanych przez nas faktów, co nie znaczy, że nie mają one miejsca. Zapraszamy więc Pana na wizję lokalną.

Rozumiemy, że sprawa jest trudna i dlatego liczymy na zrozumienie naszej sytuacji przez osobę, która ma doświadczenie w stanowieniu prawa. Ponadto w naszym odczuciu przekonanie, że w zaistniałej sytuacji problemem jest jedynie zakłócanie spokoju, czym powinna zając się Policja, stanowi próbę ucieczki od problemu. Jesteśmy pewni, że tolerowanie sytuacji opisanej przez nas nie licuje z godnością Posła Rzeczpospolitej, który powinien reagować na wszelkie przejawy patologii społecznej, nawet jeśli nie wiążą się one wprost z naruszeniem litery prawa. Oczekujemy więc podjęcia przez Pana zdecydowanych działań, do czego upoważnia nas Pańskie hasło : „Skuteczny Poseł.”

Na to pismo nie było już odpowiedzi. Postanowiliśmy skontaktować się z posłem Kropiwnickim i zapytać go, czy coś robi w sprawie „agencji towarzyskiej” w swoim mieszkaniu.

Oto zapis rozmowy telefonicznej.

Dzień dobry, czy pan Robert Kropiwnicki?

Tak, proszę.

Witam, Sławomir Sieradzki, portal Polityce.pl . Mam do pana pytanie w sprawie petycji, którą wystosowali do pana mieszkańcy bloku, w którym ma pan mieszkanie. Podjął pan jakieś kroki?

Nic nie wiem o żadnej petycji.

Chodzi o petycję w sprawie lokalu, który jak podejrzewają mieszkańcy…

Chyba się pan coś pomylił, do widzenia. Przepraszam, do widzenia.

Mam przed sobą odpowiedź, którą pan napisał…

Niestety poseł Kropiwnicki rozłączył się. Nie udało nam się zadać mu pytania m.in. o to, ile zarabia na wynajmie lokalu, co jest w umowie i czy nie obawia się, że może być posądzony o czerpanie korzyści z nierządu, jeśli faktycznie w jego mieszkaniu prostytutki przyjmują klientów.

Skontaktowaliśmy się z panią Marią Wojtyło, sąsiadką krępującego przybytku. Kobieta nie kryła oburzenia zachowaniem się posła Kropiwnickiego, gdy zacytowaliśmy jej „rozmowę” telefoniczną.

Ten pan oczywiście skłamał. Przecież mamy jego odpowiedź na pierwsze pismo

— powiedziała Wojtyło.

Kobieta nie kryje oburzenia, dlatego że na ścianach klatki schodowej pojawiły się wulgarne napisy. Nadal wokół mieszkania kręcą się obcy mężczyźni. Problem lokatorów polega na tym, że nie można nawet zawiadomić policji, gdyż agencja towarzyska może w świetle polskiego prawa działać, nawet jeśli wszyscy są przekonani, że to dom publiczny. Tak właśnie jest w przypadku kamienicy i mieszkania posła Kropiwnickiego, gdyż lokatorzy widzą często charakterystycznie „ubrane” panie.

Gdyby pan je zobaczył, też by pan od razu wiedział, kto to taki

— powiedziała pani Wojtyła i wyjaśniła, dlaczego nie można wezwać policji.

Mogę wezwać policję, ale ona przyjedzie i odjedzie, bo ci mężczyźni po cichu skradają się do tego mieszkania. Tu nie ma nawet hałasu.

Lokatorzy dowiedzieli się, że Kropiwnicki działa, ale w inny sposób, niż się spodziewali. Napisał do zarządcy budynku ze skargą, że… „jakaś starsza pani go ciągle nachodzi”. Polityk najprawdopodobniej stracił wyborców. Przynajmniej w tej legnickiej kamienicy.

Sławomir Sieradzki

ZDJĘCIA

Fragment petycja mieszkańców do posła Kropiwnickiego:

Odpowiedź posła:


W zestawie taniej! Polecamy „wSklepiku.pl” pakiet: „Resortowe dzieci. (2 tomy, media i służby)”.

« poprzednia strona
12

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych