Na marginesie słów Olgi Tokarczuk. Wiele trzeba zapomnieć, żeby pozwolić sobie na apel, byśmy uczyli się od Niemców stosunku do historii...

YT/mat.prasowe
YT/mat.prasowe

Nakaz zapomnienia naszej historii sformułował na progu III RP profesor Marcin Król:

Polska w swej najnowszej historii liczącej 200 lat krajem normalnym nie była, a więc po to, żeby stać się krajem normalnym – Polska musi zapomnieć samą siebie. („Res Publika Nowa”, nr 3/1991).

Dziś powtarza go pisarka dwukrotnie wyróżniona Nagrodą Nike (cóż za szydercza, zwróćmy uwagę, nazwa). W październiku 2015 roku pisarka salonu doradza nam, byśmy „nauczyli się od Niemców naprostować swoją historię”, byśmy „spróbowali napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy jako kolonizatorzy, […] jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów”.

Można tak patrzeć na historię, żeby usprawiedliwić swoje kolejne nagrody, poklask salonów. Można tak patrzeć na historię – przez pryzmat nikczemnego uogólnienia, fałszywego zrównania win kolonizatorskich Polaków z winami dziewięciu rzeczywistych, zachodnioeuropejskich kolonialnych imperiów. Można zapomnieć o roli, jaką część z tych imperiów, choćby niemieckie, ale także inne, rzeczywiste imperia wschodnioeuropejskie: rosyjskie czy osmańskie – odgrywały wobec narodów tej tak pogardzanej w stereotypach Martina Schulza i Jean-Claude Junckera całej Europy Środkowej, z Polską w centrum tego pogardzanego i pouczanego bezustannie środka. Można zapomnieć o rzeczywistej historii imperialnej opresji, której Polska i jej bohaterowie przeciwstawiali się nie w micie, tylko w rzeczywistej ofierze i poświęceniu. Można jednym zdaniem postawić na tej samej płaszczyźnie rolę polskiego i niemieckiego narodu w II wojnie światowej.

Można tak mówić o historii, można tak kłamać. To się opłaca. Ale trzeba spojrzeć w twarz rzeczywistym bohaterom polskiej historii. Trzeba także spojrzeć w twarz całkowicie zapomnianym, ale nie mniej przez to rzeczywistym ofiarom – na przykład: 111.091 rozstrzelanym na podstawie jednego rozkazu Stalina i Jeżowa, z sierpnia 1937 roku, zamordowanym na podstawie jednego tylko podejrzenia – że byli Polakami. Trzeba spojrzeć i zastanowić się: czy oni nie zasługują na pamięć? Co czyni ich „gorszymi” od ofiar Holocaustu? Narodowość? Kryterium rasowe? Trzeba też, na przykład, spojrzeć w twarz 1932 księżom, 580 zakonnikom, 289 zakonnicom – zamordowanym w czasie II wojny światowej za to wyłącznie, że byli obrońcami POLSKIEGO ducha. A może, zabijając ich, Niemcy, Sowieci i ukraińscy nacjonaliści - pomogli po prostu „naprostować naszą historię”?

Wiele trzeba zapomnieć, żeby pozwolić sobie na apel, byśmy uczyli się od Niemców stosunku do historii. Przypomnę więc, znakomitej pisarce, słowa jej także znakomitego kolegi. Nie Sienkiewicza, nie Herberta, nie Rymkiewicza: ci, wiadomo, autorytetami być nie mogą. Przypomnę słowa Bolesława Prusa, autora „Lalki”. Niech bohaterka współczesnego warszawskiego salonu weźmie je do siebie:

Obok walki z religią katolicką biurokracja toczyła jeszcze zacieklejszy bój z narodowością i patriotyzmem polskim. Nasi szanowni cywilizatorowie zbyt mało posiadali wykształcenia, ażeby zrozumieć, iż jakikolwiek choćby patagoński patriotyzm jest lepszy od politycznego nihilizmu. […] Patriotyzm jest […] specjalną formą uczuć społecznych, które ludzi spajają ze sobą, każą im zapomnieć o własnym egoizmie, czasem popychają do poświęceń, a w każdym wypadku nieco hamują dzikość i okrucieństwo człowieka, nieco wynoszą go ponad ciasny zakres jego osobistych interesów. […] Takie to uczucie tępiono u nas za pomocą drwin z historii albo jej fałszowania i za pomocą wreszcie machiny cenzuralnej. (B. Prus, Kronika Tygodniowa, 3 III 1906).

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...