Znam wiele osób, które wyrzucono z pracy za popieranie nie tej jedynie słusznej partii, tylko partii opozycyjnej, czyli „niewłaściwej”

— pisze w „Super Expressie” Tadeusz Płużański, historyk, publicysta, prezes Fundacji „Łączka”.

Publicysta w krótkim felietonie wylicza przypadki, w których swoje posady tracili doświadczeni nauczyciele, dziennikarze czy dyrektorzy państwowych instytucji, a wszystko z powodu „niewłaściwych” poglądów.

Osoby te nie musiały nawet publicznie głosić swoich „niewłaściwych” poglądów, ale wystarczyło, że ich nie ukrywały

— podkreśla.

Płużański zwalnianie pracowników za poglądy odmienne, niż te, które reprezentuje partia rządząca porównuje do metod stosowanych przez komunistów wobec przeciwników systemu.

Jakże przypomina to sprawy o komunistyczne szeptanki. Nawet za śpiewanie „niewłaściwych” piosenek i opowiadanie „niewłaściwych” dowcipów można było mieć poważne kłopoty.

Dlatego, zdaniem Płużańskiego, Marian Opania nie zgodził się przyjąć roli w filmie „Smoleńsk”.

Wiedział o tym wcześniej Marian Opania, którego typowano do roli prezydenta Lecha Kaczyńskiego, żeby od tego „niewłaściwego” prezydenta, który zginął w tym „niewłaściwym” Smoleńsku, zawczasu się odciąć

— kończy.

lap/se.pl