Wystarczyło żeby Tusk zniknął z polskiej polityki, a wybory prezydenckie przegrał Komorowski, a już w Platformie Obywatelskiej „przypomniano” sobie, że obozy zagłady w czasie wojny zakładali jednak Niemcy, a nie jacyś bezpaństwowi naziści.

W ubiegły piątek Sejmowi, przez aklamację (sic!) udało się wreszcie zmienić nazwę dnia pamięci 14 czerwca, który dotychczas brzmiał:

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych.

Dzięki staraniom działaczy olsztyńskiego stowarzyszenia Patria Nostra, skupiającej prawników, kombatantów i działaczy społecznych zwalczających antypolską propagandę poprzez wytaczanie procesów mediom, głównie niemieckim, od 14 czerwca 2015 r. dzień ten nosi nazwę:

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady.

A cała uchwała brzmi tak:

Sejm wzywa władze państwowe i samorządowe do podejmowania inicjatyw upamiętniających ofiary II wojny światowej, w szczególności niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i niemieckich nazistowskich obozów zagłady, oraz polski wkład w walce z niemiecką ideologią narodowego socjalizmu.

Zmiana ta przypomina wywalczoną w 2007 r. (osobiście zaangażował się w to śp. Tomasz Merta, wiceminister kultury, który zginął później w Smoleńsku) na forum UNESCO zmianę nazwy obozu Auschwitz tak, aby w wyraźnie była zaznaczona narodowość sprawców, która coraz częściej z powodu poprawności politycznej jest pomijana, czyli Niemców. Berlin ostro sprzeciwiał się tym działaniom ówczesnych polskich władz, ale udało się obejść jego opór.

Zmiana nazwy dnia pamięci 14 czerwca też nie była prosta. Projekt z nazwą „niemiecki” złożyła w Sejmie już w 2013 roku Lidia Staroń, konserwatywna posłanka Platformy Obywatelskiej. Niestety, to były czasy, gdy długie ręce Berlina łatwo sięgały Warszawy; projekt zablokowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych kierowane wówczas przez Radosława Sikorskiego. Co ciekawe – „nieznani sprawcy” usuwali z projektu, podczas prac nad nim w komisji - słowa „niemiecki”. Najwyraźniej ktoś w rządzie Tuska trzymał rękę na pulsie, aby nie zrobić krzywdy niemieckiej polityce historycznej poprzez przypomnienie oczywistych faktów historycznych.

I oto, jak za ruchem czarodziejskiej różdżki, posłowie Platformy JEDNOGŁOŚNIE zagłosowali za tym, aby dzień 14 czerwca przypominał światu, że obozy zagłady budowali Niemcy, a nie krasnoludki czy inni naziści.

Nie ma wątpliwości, że opór Platformy Obywatelskiej, niechętnej do tej pory „drażnieniu” niemieckiego „partnera”, do którego podchodziła jak lokaj do gościa hotelowego, zelżał po przegranych wyborach przez Komorowskiego. Nie bez znaczenia jest także to, że Tusk jest daleko, a Sikorski nie jest już ministrem spraw zagranicznych. Od razu w Polsce oddycha się normalniej…