Morderstwo doskonałe czy samobójstwo? Historia dziewczyny, która umarła otruta cyjankiem, dowodzi, że w Polsce dochodzenie w najpoważniejszych sprawach prowadzi się tak niedbale, jakby chodziło o kradzież roweru.

Ta historia zaczyna się jak w klasycznym kryminale: młoda kobieta zostaje znaleziona martwa w swoim mieszkaniu. Dwa miesiące wcześniej wyszła za mąż, trzy dni przed śmiercią zawarła ubezpieczenie na dużą sumę. Okazuje się, że przyczyną śmierci był cyjanek potasu.

Gdyby to był kryminał, bystry inspektor lub detektyw wyjaśniłby tajemnicę. Jednak zdarzyło się to naprawdę, w Skierniewicach, więc sprawa została po prostu umorzona.

W prokuraturze opędzano się od nas jak od natrętów. Usłyszałem od pani prokurator, że naoglądałem się amerykańskich filmów i dlatego się upieram, by przeprowadzano pewne czynności

— mówi Kazimierz Śnieguła, ojciec zmarłej Małgorzaty, który z niezwykłą determinacją dąży do wyjaśnienia wszystkich okoliczności jej śmierci.

Zapewne każdy z czytelników obejrzał parę takich amerykańskich filmów i wie na przykład, że sprawą absolutnie elementarną jest zbadanie treści żołądka. Polski biegły takich filmów chyba nie ogląda i do głowy mu nie przyszło, że powinien treść żołądka zbadać. Nie wiadomo więc, jak Małgorzata przyjęła ten cyjanek - czy był rozpuszczony, czy dosypany do jedzenia, czy też połknęła kryształki trucizny.

Nikt oczywiście nie zajmował się też takimi sprawami jak zbadanie ubrania dziewczyny albo stwierdzenie, czy pod paznokciami nie ma śladów biologicznych, które wskazywałyby na walkę z napastnikiem. Ubranie spalono, mieszkanie zostało natychmiast przez rodzinę męża gruntownie posprzątane, a pani prokurator napisała obszerne uzasadnienie, dlaczego Małgorzata Śnieguła popełniła samobójstwo.

Wywody pani prokurator są tak niezwykłe, że obawiam się, iż nie jestem w stanie oddać ich głębi.

Zdaniem prokuratury, dziewczyna popełniła samobójstwo, bo cierpiała na bóle menstruacyjne, a poza tym nie miała bliskich koleżanek. Pesymistycznie zapatrywała się też na możliwość wyleczenia kontuzji ścięgna Achillesa. Sięgnęła po cyjanek, gdyż - uwaga - jest stosunkowo łatwo dostępny, znajduje się na przykład w trutce na szczury. Tak stwierdziła pani prokurator, powołując się oczywiście na biegłego.

Czyli łatwo dostępny cyjanek aplikuje się w wypadku nieprzyjemnych bólów i braku koleżanek.

I znów okazuje się, że polski biegły może wiedzieć mniej, niż czytelnik kryminałów. Cyjanek poplątał mu się z arszenikiem, którego też od dawna w trutkach nie ma.

O tej historii piszę w ostatnim numerze „wSieci”, w artykule „Układanka z cyjankiem”. Wydaje mi się niezwykła - nie tylko dlatego, że okoliczności śmierci Małgorzaty Śnieguły są tak melodramatyczne. Nawet po śmierci nie dano jej spokoju - jej grób został dwukrotnie sprofanowany.

Po raz pierwszy napisałam o tej sprawie kilka lat temu - po artykule w „Rzeczpospolitej” ówczesny minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski wznowił umorzone pospiesznie śledztwo.

Wydawało się, że dojdzie do przełomu - tak uważali śledczy, nieoficjalnie sugerując wręcz, że nastąpi zatrzymanie osób, które przyczyniły się do tej śmierci i zacierały ślady.

Jednak postępowanie znów zostało umorzone. Po latach trudno znaleźć materiał dowodowy.

Zawsze mnie zdumiewało, że prokuratura w ogóle nie zadała sobie pytania, jak to możliwe, że przy otrutej dziewczynie nie znaleziono żadnej fiolki czy szklanki. Nie mogła ich przecież wyrzucić czy umyć. Ten wątek beztrosko pomijano, bagatelizowano też otarcia, jakie miała wokół ust.

Teraz można już ujawnić najbardziej prawdopodobny przebieg wydarzeń. To hipoteza łódzkiego archiwum X, które przyjrzało się tej sprawie.

Cyjanek znajdował się w spreparowanej kapsułce ketonalu. Usunięto jej zawartość i wsypano truciznę. Istotne jest, kto mógł zdobyć cyjanek lub miał wiedzę jak wytworzyć go poprzez reakcję chemicznej. Ale prokuratura uznała przecież, że jest łatwo dostępny — mówi oficer łódzkiego archiwum X.