Kluzik-Rostkowska bagatelizuje problem sześciolatków w szkołach. "Sprawa nie budzi emocji w małych miejscowościach"

Fot. Ryszard Hołubowicz/lublin.com.pl/CC/Wikimedia Commons
Fot. Ryszard Hołubowicz/lublin.com.pl/CC/Wikimedia Commons

Zdaniem minister edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej odroczenia sześciolatków od obowiązku szkolnego dotyczą głównie dużych miast.

Sprawa wysłania sześciolatków do szkół nie budzi emocji w małych miejscowościach

— mówiła w piątek dziennikarzom w Krakowie.

Minister była gościem Targów Edukacyjnych Festiwal Zawodów 2015, zorganizowanych w EXPO Kraków przez województwo małopolskie. Blisko 250 wystawców z Polski i zagranicy prezentuje na nich ofertę edukacyjną, praktyk, staży i pracy dla gimnazjalistów, licealistów i studentów.

Kluzik-Rostkowska przyznała, że w marcu jest duże zainteresowanie uzyskaniem zaświadczeń o dojrzałości szkolnej dzieci z poradni psychologiczno-pedagogicznych, ale jej zdaniem wynika ono z tego, że rodzice chcą zabezpieczyć sobie w trakcie rekrutacji miejsce w przedszkolu, jeśli rzeczywiście nie poślą dziecka do szkoły.

Decyzje, czy dziecko pójdzie do szkoły, czy nie rodzice podejmą później

— mówiła minister. Zaznaczyła, że dlatego trudno obecnie przesądzać ile sześciolatków nie rozpocznie we wrześniu szkolnej edukacji.

Wyjaśniła, że po zmianie przepisów to do rodziców należy wybór czy skorzystać z odroczenia czy nie.

Każdy rodzic wyobraża sobie, jak dziecko będzie funkcjonowało w szkole, ale również rodzic powinien sobie wyobrazić, jak dziecko będzie funkcjonowało, jeśli zostanie w przedszkolu

— mówiła Kluzik–Rostkowska. Zaznaczyła, że im później rodzice wystąpią o zbadanie dojrzałości szkolnej dziecka, tym diagnoza będzie bardziej wiarygodna.

Dodała, że w ubiegłym roku szturm na poradnie wiosną był duży, ale ostatecznie 19 proc. sześciolatków urodzonych w pierwszym półroczu zostało w przedszkolach, korzystając z odroczenia, a jednocześnie 14 proc. sześciolatków urodzonych w drugiej połowie roku poszło do szkoły wcześniej.

Minister podkreśliła, że sprawa wysłania sześciolatków do szkół nie budzi emocji w małych miejscowościach m.in. dlatego, że tam szkoły pracują na jedną zmianę, a w domach często są dziadkowie lub inni krewni, którzy mogą odebrać dziecko i zaopiekować się nim po lekcjach. W dużych miastach rodzice pracują dłużej i wielu z nich nie może skorzystać z pomocy babci.

Doświadczenie pokazało, że w małych miejscowościach to nie budzi emocji, w wielkich miastach budzi. Ma to swoje uzasadnienie i ja to szanuję

— powiedziała Kluzik–Rostkowska.

W samym Krakowie w tym roku 2010 sześciolatków uzyskało opinie poradni psychologiczno-pedagogicznych o braku dojrzałości szkolnej. Urzędnicy liczą, że nie wszyscy rodzice z nich skorzystają.

Według informacji, jakie ma magistrat, Kraków nie jest odosobniony - sześciolatków odroczonych od obowiązku szkolnego przybywa także w innych miastach. Małopolski kurator oświaty Aleksander Palczewski powiedział, że w całej Małopolsce opinie o braku dojrzałości ma obecnie ok. 3 tys. dzieci, co potwierdza, że w małych miejscowościach rodzice rzadziej korzystają z takiej możliwości.

Odroczenia mogą stać się realnym kłopotem także dla rodziców dzieci młodszych. Gminy mają obowiązek zapewnić miejsca w przedszkolach dla 4- i 5-latków. Jeśli w placówkach samorządowych pozostanie dużo sześciolatków, mniej miejsc wolnych będzie dla trzylatków.

AM/PAP

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...