Zbigniew Osewski ze Świnoujścia jest pierwszym obywatelem polskim, który zdecydował się pozwać niemiecką gazetę za notoryczne używanie przez nią zwrotu „polski obóz” w odniesieniu do obozów zbudowanych przez Niemców na terenie okupowanej Rzeczypospolitej.

Pan Osewski jednak przegrał proces. Sąd uznał, że kłamliwy zwrot nie odnosił się do pozywającego i… obciążył go kosztami postępowania, mimo że wcześniej zwolnił go z wpłaty wpisowego.

CZYTAJ WIĘCEJ: Sąd oddalił powództwo ws. „polskich obozów koncentracyjnych”. To Polak poniesie koszty

Problem jednak w tym, że państwo polskie nie widzi powodów, aby wytaczać procesy oszczercom. Jak dotąd biorą to na siebie tylko osoby prywatne.

wPolityce.pl: Czy odniósł pan wrażenie, że sąd zasądzając koszty procesowe dał znać innym Polakom, aby nie podskakiwali Niemcom i nie drażnili ich procesami o sformułowanie „polskie obozy”?

Zbigniew Osewski: Tak. Myślę, że właśnie chodziło sądowi. Dokładnie tak uważam.

Jaka suma wchodzi w grę?

Tego jeszcze nie wiem. To określi referendarz sądowy. Przypomnę, że jestem zwolniony od kosztów sądowych w całości, więc nie zostanę obciążony kosztami wpisu, czyli 50 tysiącami złotych. Natomiast na pewno uznanie znajdzie stawka żądana przez pozwanych, a więc będzie to ok. 22 tysięcy złotych. Plus pewnie jakieś koszty procesu. Trudno mi powiedzieć, co wymyśli referendarz, choć oczywiście po polskich sądach można się wszystkiego spodziewać.

I jak pan myśli, czy inni Polacy, którzy chcieliby w imieniu własnego państwa procesować się z oszczercami, przestraszą się konsekwencji finansowych?

Nie wiem. Natomiast chciałbym powiedzieć, jak wielka rola w tej sprawie jest mediów, które powinny – przepraszam za wyrażenie – trąbić w kwestii stanowiska prezentowanego przez nasze sądy. Mówiłem to już, ale czas najwyższy zmienić prawo. Nie ma jednak w tym momencie woli politycznej. Uważam, że w moim przypadku sąd powinien odstąpić od nakładania jakichkolwiek kosztów sądowych, nawet jeśli sprawę przegrałem. To przecież jest ten tzw. szczególny przypadek, bo pozwałem niemiecką gazetę w imieniu wszystkich Polaków, których obraża zwrot użyty wielokrotnie przez „die Welt”. A pieniądze, których żądałem od gazety, chciałem w całości przekazać na cel charytatywny, o czym sąd wiedział. Nie mam wielkich zasobów finansowych i sąd też zdawał sobie sprawę z tego, że do ubiegłego roku miałem rentę powypadkową w wysokości 401 złotych. Strona pozwana na ostatnim terminie wskazała, że prowadzę działalność gospodarczą. Ja faktycznie próbowałem ją prowadzić, ale z powodów zdrowotnych nie pozwoliło mi na to. Ale zostawmy to, bo to w sumie nie jest ważne. Zobaczymy jak będzie. To kopniak nie wobec mnie, ale wobec obywateli, którzy ośmielą się podnieść ręką na naszych przyjaciół z zagranicy. Taka ciekawa symbolika – akurat w tym samym dniu, gdy zapadał wyrok, w Berlinie przyjaźnie rozmawiali polski minister spraw zagranicznych z niemieckim. Nie wykluczam, że jednym z tematów tych rozmów była ta sprawa, bo od samego początku nie cieszyła się ta sprawa przychylnością sfer rządzących. Proszę mnie dobrze zrozumieć – ja nie opowiadam się za żadną opcją polityczną. Jestem Polakiem, który chciał doprowadzić do ukarania wydawnictwa z kraju, gdzie powstał nazizm z jego skutkami w postaci obozów zagłady i koncentracyjnych budowanych na terenie mojego kraju. Okazało się jednak, że państwo niemieckie dysponuje w państwie polskim tak ogromnymi możliwościami i poparciem, że nie jesteśmy w stanie walczyć o własną godność, honor i dobre imię naszych przodków, których mordowano w niemieckich obozach. To bardzo przykre.

Ten kopniak sądowy, jak pan to nazwał, być może nie ustanie się w wyższych instancjach. Wciąż ma pan szansę na wygraną z „die Welt”.

Zobaczymy. Też jestem dobrej myśli. Poszerzony został przez polskie sądy katalog dóbr osobistych. Ja na razie polski wymiar sprawiedliwości nie udźwignął tej sprawy, kompletnie. Być może nawet – i powiem to otwarcie – uległ jakimś naciskom politycznym. Obserwowałem to, byłem w środku wydarzeń, mam prawo tak myśleć.

Dużo by pomogła sprawie walki z kłamcami historycznymi zmiana w kodeksie karnym, której chce opozycja, a koalicja PO-PSL sprzeciwia się, prawda? Chodzi o penalizację celowego użycia zwrotu „polski obóz” w odniesieniu do obozu niemieckiego, aby zniesławić naród polski.

CZYTAJ WIĘCEJ: PiS chce karania za „polskie obozy śmierci”. Za użycie kłamliwego sformułowania groziłoby do 5 lat więzienia

Tak, zgadzam się. Jednak prawo trzeba bardzo doprecyzować. Np. kwestię tego, że często obrażanie nas następuje w prasie poza granicami Polski. Ale na pewno działania państwa polskiego są bardzo potrzebne. Ani Osewski, ani pan, ani ktokolwiek inny nie zrobi tego, co może zrobić państwo polskie. Ale jak jest, każdy widzi. Rząd polski nic nie robi. Kierowana kiedyś korespondencja do pana premiera Tuska nic nie dała. Dostałem jakieś dwie odpowiedzi, które zachowam na pamiątkę, ale one nic nie wniosły, ani nic nie pomogły. W zasadzie zbyto mnie.

Prokurator generalny jednak przystąpił do procesu i wsparł pana. Jak to wyglądało?

Tak, popierał moje powództwo. Wygłosił bardzo przekonywującą mowę końcową. Jednak pan prokurator siedzący obok mnie na procesie był był bardzo zdziwiony wyrokiem. Będziemy walczyć dalej. Nie poddamy się nigdy! Jeżeli Bóg pozwoli, to nawet do Strasburga dojedziemy z tą sprawą. Nie po to tyle lat walczę, aby poddać się po pierwszej przeszkodzie. Otuchy i siły dodaje mi to, że otrzymuję mnóstwo głosów poparcia od zwykłych ludzi, którzy kiedyś gdzieś zobaczyli mnie w telewizji.

Tak smutna dygresja, że właśnie to ci zwykli ludzie swoimi decyzjami przy urnie wyborczej oddają władzę tym, którzy są przychylni naszym zachodnim sąsiadom, nawet w takich sprawach jak używanie przez ich media zwrotu „polskie obozy”.

Nic na to chyba nie poradzimy. Tak ludzie wybierają. Mamy skłócone sfery polityczne, nie potrafiące znaleźć konsensusu w bardzo ważnych i podstawowych dla Polski sprawach. Jesteśmy chyba jedynym narodem na świecie, który pozwala sobie na przegrywanie takich procesów, przeciwko takim gazetom, pochodzących z tego kraju, który stworzył w Polsce obozy. Jesteśmy bardzo spolegliwi wobec Niemców. To bardzo niedobrze wróży na przyszłość.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki


Do nabycia wSklepiku.pl:„Niemieckie Miejsca Zagłady w Polsce”.

Publikacja poświęcona jest takim miejscom zagłady jak: Auschwitz, Bełżec, Sobibór, Treblinka, Majdanek.

110 archiwalnych i współczesnych zdjęć kilku autorów  w 6 rozdziałach.