Politycy rządzącej partii i ich prezydent wydają się być zaskoczeni słowami prof. Romualda Szeremietiewa, że Rosja chcąca odbudować imperium będzie musiała podbić Polskę.

CZYTAJ WIĘCEJ: Szeremietiew: Apeluję, póki jeszcze jest czas! Zbudujmy system militarny, który będzie wystarczający sprawny, aby zniechęcić Rosję przed atakiem na Polskę

Już pojawiły się apele, aby „nie straszyć Polaków”, ale jakoś nikt nie pamięta, że mistrz straszenia, że dzieci mogą nie pójść do szkoły 1 września, był do niedawna premierem.

CZYTAJ WIĘCEJ: Tusk z Kliczką na konwencji PO. Premier straszy wojną? „Te wybory europejskie być może są o tym, czy dzieci w Polsce 1 września w ogóle pójdą do szkoły”. ZOBACZ SPOT PO

Zapytaliśmy prof. Romualda Szeremietiewa, czy aby na pewno Rosja potrzebuje czołgów i artylerii na Polskę.

wPolityce.pl: W programie Bogdana Rymanowskiego w TVN24 powiedział pan, że Polska będzie musiała być zaatakowana zbrojnie przez Rosję, jeśli ta chce odbudować imperium. Czy aby na pewno? Czy nie wystarczyłoby Moskwie zainstalować przyjazne sobie władze?

Prof. Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony narodowej: No jeżeli Polska nie będzie stawiała żadnego oporu i podporządkuje się politycznie temu, co Rosja będzie chciała zrobić, wyda jej różnych osobników nie zgadzających się na podporządkowanie Polski – w tym mówiącego te słowa – no to faktycznie nie musi atakować militarnie.

Bo sytuacja polityczna wewnątrz kraju może być taka, że spora część Polaków powie: po co mamy walczyć o kraj? Poco znowu przelewać krew, z Rosjanami można spokojnie wódkę pić i cieszyć się życiem.

Można. Można wódkę pić i zagryzać cebulę. Jednak, jeśli zwycięży takie podejście, to oznacza, że nasza niepodległość, która trwała niegdyś 20 lat i zakończyła się drugą wojną światową. Teraz będzie może trwała 25 lat i zakończy się kapciem.

A wie pan, dlaczego można wyciągnąć taki wniosek, że część Polaków ochoczo i radośnie dostosuje się do sytuacji podległości Moskwie, jako to było do 1989 roku? Bo wielu z nas nie rozumie, że po to trzeba dać broń i amunicję walczącym dziś z Rosją Ukraińcom, aby Rosja jak najpóźniej, albo wcale, do nas nie dotarła. Wielu Polaków nie rozumie, że niepodległość Polski decyduje się dziś w Donbasie.

Tak, oczywiście. Trzeba pamiętać też, że od dłuższego czasu działa u nas bardzo silna propaganda rosyjska. W różnych formach. Ona konstruuje różnego rodzaju postawy Polaków, które mają na celu tylko jedno – pozbawienie Polaków woli obrony niepodległego państwa. I wielu Polaków wynajduje dla siebie różne motywy myślenia…

… Wygodne życie, ciepła woda w kranie?

Tak, różne rzeczy. Jest cała gama środków, za pomocą których można społeczeństwo pozbawiać woli walki. Do tego dochodzi jeszcze wewnętrzna polityka, które państwo polskie stosuje, choćby to, że zwalcza ono tradycyjne wartości, na których kręgosłup moralny został zbudowany. Osłabia się znaczenie historii i tradycji. Patriotyzm nie jest specjalnie w cenie. Jednak taką „przewodnią rolę” w osłabianiu ducha Polaków niewątpliwie spełnia rosyjska propaganda. I jest skuteczna.

Czyli – stosując taką klamrę spinającą naszą rozmowę: niekonieczny będzie podbój Polski czołgami i zestawami rakietowymi typu grad – wystarczy kartka wyborcza.

No jasne. Wystarczy przywrócić PRL. Są już nawet kadry w Polsce, które chciałyby stanąć na czele takiego PRL-u bis.

O! A może pan wymienić jakieś nazwiska?

Nie, a po co? Te nazwiska szybko się ujawnią, gdy już będzie po wszystkim. Jednak zakładam, że większość polskiego społeczeństwa uważa, że dobrze mieć własne państwo i że niedobrze jest być podporządkowanym Rosji, bo Rosja zawsze nam oferowała zapóźnienie cywilizacyjne, niewolę i utratę szans na rozwój pod każdym względem. Przez Rosję straciliśmy niegdyś status mocarstwa i zniknęliśmy z mapy świata. Potem przez Rosję straciliśmy dobrze zapowiadającą się niepodległość II Rzeczypospolitej, no a teraz być może stracimy III RP. Zakładam więc, że większość Polaków stawi jakiś opór. Zakładam też, że ludzie, którzy kierują naszym państwem, a nie do końca rozumieją, na czym polega interes narodowy, też raczej będą woleli bronić państwa polskiego, niż bycie podrzędnymi urzędnikami rosyjskiego imperium, jeśli w ogóle im to imperium jakieś funkcje zaoferuje.

Nie żyjemy jednak w próżni politycznej. Jak zareagowałoby nasze otoczenie geopolityczne w razie, gdyby Polsce zaczęła grozić utrata niepodległości?

No tu pojawia się faktycznie kolejna kwestia: postawy Stanów Zjednoczonych. Wydaje mi się, że USA jest skłonne bronić swego statusu państwa odgrywającego kluczową rolę w kształtowaniu ładu międzynarodowego. A jednym z elementów obrony tej pozycji jest niezależność Polski od Moskwy. To kolejny czynnik wzmacniający nadzieje, że Polsce nic się jednak nie stanie. Sumując te wszystkie czynniki wszystko można wysnuć wniosek, że aby to wszystko złamać, to jednak trzeba na Polskę uderzyć militarnie. Jeśli jednak nie mam racji i faktycznie większość Polaków woli pić bimber zagryzany cebulą i chodzić w waciakach, no to faktycznie wojny nie będzie.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki