Na terenie Polsce znajduje się tylko 91 schronów przeciwatomowych przystosowanych do ochrony ludności w czasie ataku nuklearnego. To zdaniem ekspertów zdecydowanie za mało

— czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Jak wynika z informacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych jeden schron znajduje się na terenie w woj. opolskiego, a 90 pozostałych w woj. podkarpackim. To odpowiedź, jaką resort przekazał

pytany przez posła Sprawiedliwej Polski Józefa Rojka.

Stanisław Rakoczy z MSW wyjaśnił, że schron w woj. opolskim jest przystosowany do ukrycia 102 osób. Obecnie stanowi własność podmiotu prywatnego. Natomiast w schronach na terenie

województwa podkarpackiego może ukryć się łącznie ok. 11 500 osób. Właścicielami lub zarządcami wskazanych schronów są zakłady pracy oraz gminy.

Schrony budowano w PRL głęboko pod ziemią i były one wyposażane w wiele kosztownych instalacji. Po zakończeniu zimnej wojny niszczały lub były zamieniane w atrakcję turystyczną, jak np. w Szczecinie.

Poseł Józef Rojek zwracał uwagę, że Polska bezpośrednio sąsiaduje z posiadającą 8 tys. głowic nuklearnych Rosją. Informacja, jaką otrzymał z MSW rozczarowała go.

Odpowiedź ministerstwa jest zastanawiająca z tego powodu, że samo rozmieszczenie schronów budzi wiele wątpliwości i pytań – dlaczego tyle schronów jest na Podkarpaciu? A co z resztą kraju? Wziąwszy pod uwagę województwa, to w 15 nie ma schronów. Czy to są inni ludzie, inni obywatele? Obserwując sytuację na świecie, myślę, że jest to stosowne zapytanie, ponieważ nie

wiadomo co, gdzie i kiedy się wydarzy. Państwo właściwie dbające o bezpieczeństwo obywateli powinno mieć te sprawy na ten czas absolutnie uregulowane

– uważa Rojek.

Dr Grzegorz Kwaśniak, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa, uważa wręcz, że w Polsce powinno być kilka tysięcy schronów.

Swoje schrony ma także resort obrony narodowej, ale ich liczba jest niejawna.

kim, Rzeczpospolita