Jeśli ktoś po lekturze tekstu „Parafialna szkółka Elbanowskich” jest przekonany, że rodzice sześciolatków chcą wprowadzić w Polsce dyktaturę amiszów, nie musi się obawiać. To po prostu pan redaktor Maziarski nie odrobił pracy domowej

— w ten sposób Karolina i Tomasz Elbanowscy na łamach gazety Michnika odpowiadają Wojciechowi Maziarskiemu. Chodzi o tekst, w którym dziennikarz wykpił przygotowaną przez Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców ustawę „Rodzice chcą mieć wybór”.

Dziś państwo Elbanowscy chcą w edukacji cofnąć kalendarz do epoki przedoświeceniowej

— straszył Maziarski po koniec ubiegłego roku.

Wizję przedstawioną w tekście dziennikarza z Czerskiej Elbanowscy określają „Apokalipsą według świętego Wojciecha”.

Jest to wizja przerażająca, w której nasza cywilizacja zostaje zaatakowana przez dwugłową bestię (nazwaną naszym nazwiskiem), na której usługach pozostaje bezkresny tłum rodziców, opisany symboliczną liczbą sto tysięcy

— ironizują Karolina i Tomasz Elbanowscy.

Podejrzewają, że Maziarski w ogóle nie przeczytał ustawy, którą krytykuje, a pod którą podpisało się już prawie 300 tysięcy osób.

A przecież projekt jest dostępny w internecie i liczy tylko 13 stron. Można w nim bez trudu znaleźć informacje stawiające pana redaktora w niezręcznej sytuacji, w której będzie musiał tłumaczyć, dlaczego wprowadził czytelników w błąd. Dlaczego, bez żadnych podstaw, zarzuca rasizm i walkę z nowoczesną medycyną blisko 300 tysiącom osób, które poparły inicjatywę? Czytelnik zaczyna w pewnym momencie mieć wątpliwości, czy to świat wokół redaktora oszalał, a on jeden zachował zdrowy rozum, czy też jest odwrotnie

— piszą Elbanowscy.

Przypominają, że ustawa „Rodzice chcą mieć wybór” pozwala rodzicom decydować o tym, czy poślą swoje dziecko do szkoły w wieku 6 czy 7 lat.

Obywatelska ustawa przywraca też silną pozycję rad rodziców w szkole oraz wprowadza nowe standardy, tak aby kilkuletnie dzieci nie musiały wędrować do szkoły poboczami „krajówek”

— tłumaczą.

Elbanowscy odpowiadają również na zaczepkę Maziarskiego, który, komentując postulat dopuszczenia do głosu rodziców w sprawach dotyczących programów nauczania, stwierdził, że to oni będą wybierać podręczniki dla wszystkich dzieci. Ich zdaniem państwo nie powinno narzucać jedynie słusznego, rządowego podręcznika.

Monopol państwa w tym zakresie może nie wydawać się tak niewinny, jeśli wyobrazimy sobie sytuację, w której do władzy dochodzi jakieś skrajne ugrupowanie. Takie, na które nie zagłosuje pan redaktor Maziarski. Swoboda wyboru podręcznika innego niż rządowy może się okazać wtedy bardzo pożądanym rozwiązaniem, które pan redaktor będzie gorąco popierał

— podkreślają Karolina i Tomasz Elbanowscy.

Na stronie stowarzyszenia można znaleźć wzór pisma nakłaniającego posłów do głosowania za ustawą „Rodzice chcą mieć wybór”.

bzm/wyborcza.pl