Największa partia opozycyjna zapowiada rozpoczęcia prac nad ustawą mającą ulżyć „fankowiczom” zaskoczonym nagłym ruchem banku centralnego Szwajcarii, który przestał bronić swej waluty wobec innych. W naszym kraju cena franka wystrzeliła w pewnym momencie nawet do pięciu złotych.

CZYTAJ WIĘCEJ: Frank szwajcarski w cenie 5 złotych! Ilu z 700 tysięcy Polaków - „frankowiczów” znajdzie się nad przepaścią?

O pomyśle ratowania zadłużonych w szwajcarskiej walucie rozmawiamy z Paweł Szałamachą, posłem PiS, byłym wiceministrem skarbu państwa

wPolityce.pl: Jaka idea wam przyświeca, że chcecie pomóc „frankowiczom”?

Paweł Szałamacha”: Chcemy rozwiązać problem, a nie pomóc „frankowiczom”, bo ta sprawa powraca już po raz trzeci, jeśli nie czwarty. Szukamy rozwiązania problemu, który pokazałby rolę rządu jako arbitra między różnymi grupami interesu. I dlatego zaproponowaliśmy rozwiązanie, które polega na oparciu się na tym, co już funkcjonuje w polskim prawie, w kodeksie cywilnym, w klauzuli o „nadzwyczajnej zmianie okoliczności”. Chcemy uznać ustawowo, że taka nadzwyczajna zmiana okoliczności zaszła i była nią decyzja nieoczekiwana decyzja obcego banku – banku centralnego Szwajcarii. W związku z tym ustawa dawałaby uprawnienie dla osób zadłużonych we frankach, aby mogły zażądać spłaty kredytu po kursie z dnia 14 stycznia.

A co na to banki? Czy one tak chętnie zgodzą się na ograniczenie zarobków?

W ciągu ostatnich dni otrzymaliśmy tzw. feedback od różnych środowisk: akademickich, finansowych, prawniczych. Zarówno negatywnie nastawionych do naszego pomysłu, jak i pozytywnie. I wiemy na pewno, że banki chcą także rozwiązania tej kwestii, chcą skończyć z tym problemem, bo on powraca także do nich. Oczywiście banki chciałby dostać górę złota, na które nie zapracowały. Chciałyby, aby wszyscy spłacali swoje zadłużenie męcząc się i plując krwią, dopłacając do kolejnej raty 200 czy 300 złotych ekstra. Tak pewnie podchodzą do sprawy niektóre banki, ale pewnie część z nich ma inną filozofię, zwłaszcza że banki także się zadłużają i także muszą od kogoś pożyczać pieniądze.

A czy nie lepiej było niegdyś zapobiegać, niż obecnie leczyć. Coś panu zacytuję: „… z niepokojem przyjmuje zalecenia Komisji Nadzoru Bankowego tzw. „Rekomendację S” wprowadzające ograniczenia w dostępności do kredytów walutowych, których głównym skutkiem będzie zmniejszenie możliwości nabywania przez obywateli (szczególnie przez młode osoby) własnych mieszkań.” Kto to napisał?

Otóż sprawą jest dostępność do kredytu mieszkaniowego, a czym innym jego spłacalność w nadzwyczajnej sytuacji. Cytuje Pan nasze stanowisko sprzed lat, gdy byłem ministrem. Wtedy stanowisko PiS było takie, żeby polityka mieszkaniowa wspierana była rozwiązaniami finansowymi. Tamto podejście do ułatwienia brania kredytów nie oznacza absolutnie, że teraz nie należy rozwiązać problemów związanego z nadzwyczajnymi sytuacjami. Pojawia się też inny zarzut; że chcemy obciążyć skarb państwa, który ma pomóc „frankowiczom”. Nie. Nam chodzi o znalezienie rozwiązania, które wzięłoby pod uwagę interesy obu stron.

Jak mają się jednak czuć ci, którzy wzięli kredyty w złotówkach i niejednokrotnie mają wyższe raty niż „frankowicze”, ale im władza nie pomaga? Może być im przykro.

Odpowiedź jest taka: jeżeli przeliczymy sobie wpływ na gospodarkę tej złej sytuacji z frankiem, to dokładnie wiemy, że liczba „frankowiczów” wpływa na koniunkturę w Polsce. Gdy pomnożymy liczbę kredytobiorców i przeciętną większa ratę kredytu, możemy wyliczyć wymierne efekty tego stanu. To jest mniej więcej od jeden do półtora procent PKB w 2015. Taka kwota zostanie zdjęta z kredytu konsumpcyjnego. Nie po to mówimy o ryzyku systemowym, żeby to nic nie znaczyło. Nierozwiązany problem „frankowiczów” nie będzie dotyczył tylko ich, ale przecież jeśli zacznie się gwałtowne hamowanie gospodarki, to odczują to także zadłużeni w złotówkach i nawet ci niezadłużeni. W pakiecie do tej ustawy, chcemy także wnosić o zniesienie bankowy tytuł egzekucyjny. A to już dotyczy wszystkich rodzajów zadłużonych. Cztery lata temu złożyliśmy w Sejmie projekt umożliwiający przewalutowanie kredytów lub z tzw. korytarzem walutowym, co zmniejszyłoby ryzyko.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki