Jak „król żebraków” chwalił mi się terenówkami i czym nie chciał pochwalić się przed sądem

fot. PAP/Jacek Turczyk
fot. PAP/Jacek Turczyk

O Jerzym Owsiaku napisano w ostatnich dniach niemal wszystko. W zalewie komentarzy po jego skandalicznym zachowaniu na konferencji prasowej, we wszystkich doniesieniach o nieznanych kartach z jego przeszłości, w sporach o opłacalność działalności WOŚP dla potrzebujących i dla jej założycieli, o dorobek fundacji, wreszcie o coraz bardziej niekontrolowane zachowanie jej lidera jednak ginie nam nieco z horyzontu rzecz zasadnicza, którą przyniósł ostatni rok.

Chodzi o proces i orzeczenie sądu w Złotoryi, które jest najboleśniejszym ciosem dla Owsiaka. Uzasadnienie wyroku nie pozostawia najmniejszych wątpliwości – szef Wielkiej Orkiestry kręci na każdym kroku, składa wewnętrznie sprzeczne zeznania (czyli w którymś momencie kłamie pod przysięgą), ima się tanich sztuczek, lekceważy postanowienia niezawisłych sądów, ukrywa dokumenty swoich licznych przedsięwzięć, zasypuje przestrzeń medialną oburzaniem na hejterów, choć sam w tym przoduje itd. To wszystko nie są tezy publicystyczne, ale konkluzja niezawisłego sądu po paromiesięcznym spektaklu, jaki przedstawiciele WOŚP zaprezentowali w Złotoryi.

Resume tej sprawy znajduje się w ostatnim „wSieci”, które jest jeszcze w kioskach. Przypomnę więc tylko, że Owsiak i WOŚP wytoczyli proces blogerowi Piotrowi Wielguckiemu za serię artykułów w dość grubych słowach podsumowujących niejasności w finansach Orkiestry. I pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów z sentencji wyroku:

O artykułach Matki Kurki:

Wszystkie twierdzenia Piotra Wielguckiego, zawarte w wymienionych publikacjach i objęte skargą oskarżycieli prywatnych, były prawdziwe. (…) Piotr Wielgucki, składając wyjaśnienia, na uzasadnienie swoich twierdzeń, tez i ocen praktycznie zawsze przedstawiał dowody.

O niedostarczeniu ksiąg rachunkowych WOŚP oraz firm należących do fundacji i Owsiaków:

Gdy decyzja zapadła, a strona oskarżająca jej nie respektuje, to nie mamy do czynienia z niczym innym niż lekceważeniem orzeczeń sądu.

O różnych zeznaniach Owsiaka na ten sam temat (sąd stwierdził w nich „szereg nieścisłości”):

Jerzy Owsiak w jednym zdaniu zaprzeczał, aby fundacja organizowała szkolenia dla ratowników medycznych, po czym w kolejnym zdaniu to potwierdzał. […] Wyraźnie wskazał, iż w czasie organizacji tzw. finału WOŚP w 2014 r. Warszawa jako miasto nie poniosła żadnych kosztów z tego tytułu, podczas gdy Piotr Wielgucki wykazał, iż takie koszty poniesione zostały

zastrzeżenia budziły również interpretacje Jerzego Owsiaka związane z zaprzeczeniem przekazywania jakichkolwiek kwot uzyskanych ze zbiórki publicznej (tzw. puszki) na organizację Przystanku Woodstock, podczas gdy oskarżony wykazał, iż odsetki z kapitału, pochodzącego właśnie ze zbiórki, na taki cel były przeznaczane.

Ponadto wobec faktu, że Owsiak (a także WOŚP jako taka na stronie internetowej) wielokrotnie sam używa „dosadnego” (mówiąc bardzo delikatnie) języka (m.in. nazwanie „kurestwem” działalności Antoniego Macierewicza ws. Smoleńska, czy rzucenie do Wielguckiego: „pie..ol się”) sąd uznał za uzasadnione takie określenia Matki Kurki jak: „zwykły przekręt”, „brudne biznesy”, „szemrane liczenie” (o WOŚP), „król łgarzy”, „król żebraków”, „romski macho”, „bezkarny”, „lepkie rączki” (o Owsiaku).

Granice dopuszczalnej dosadności używanego języka oskarżony w sposób zasadny dopasował do języka osoby, której zachowania poddał krytyce

— czytamy w uzasadnieniu wyroku. Sąd stwierdził również na podstawie zgromadzonych dowodów, że Wielgucki miał prawo pisać o pompach insulinowych kupionych przez WOŚP dla szpitali jako o „złomie”.

I wreszcie ten cytat:

Zarzut marnotrawienia uzyskanych środków pieniężnych także należy uznać za dopuszczalną ocenę ze strony oskarżonego. Ocena […] sprowadza się do krytyki kupowania sprzętu w takiej ilości, aby można było okleić go dużą ilością serduszek oraz zbyt małych wydatków, zdaniem oskarżonego, na sprzęt medyczny w stosunku do całości zebranych przez fundację kwot. W tym zakresie oskarżony dokonał wyłącznie oceny, wnioski swoje opierając na faktach (w zakresie faktów nie dokonując przekłamań), a taka, a nie inna ocena oskarżonego jest jego świętym prawem.

TUTAJ całe uzasadnienie wyroku.

To wszystko znajdujemy, przypominam, w wyroku sądu. A, jak wiemy, to tylko mały fragment prawdziwego oblicza działalności Jerzego Owsiaka. Więcej poznamy z kolejnych rozpraw – będzie bowiem apelacja (złożyły ją obie strony) – i zapewne szefowi WOŚP nie będzie po niej do śmiechu.

W gorących dyskusjach o jego działalności warto pamiętać o tym werdykcie. Bo to nie są już tylko prywatne opinie, ale miesiącami ważone fakty i wnioski wyciągnięte na podstawie obowiązującego w Polsce prawa. Na szczęście nie takiego, jakiego by sobie życzył Owsiak.

Na koniec wspomnę o mojej jedynej rozmowie z prezesem WOŚP. Kilka lat temu jako reporter telewizyjny nagrywałem jego wypowiedź w siedzibie fundacji (a może Melona albo innej śp. Mrówki, już nie pamiętam, wszystko wyglądało tak samo), w każdym razie na warszawskim Służewie. Znajdowaliśmy się w sporym pokoju (gabinecie?) na piętrze, wyposażonym w dwa wielkie telewizory LCD i multum gadżetów orkiestrowo-woodstockowych. Na ekranach leciał właśnie materiał z wyprawy off-roadowej do Afryki. Kilka land roverów (może też innych marek, nie jestem specem od motoryzacji) oklejonych logiem WOŚP, ekipa na ok. 20 osób, piękne zdjęcia, pustynia, w rogu znaczek O.TV. Owsiak dumnie opowiadał (cytuję z pamięci):

Widzisz, to nasza wyprawa do Afryki. Ależ było wspaniale (najprawdopodobniej padło jednak słowo na „z”)! Paręnaście dni robiliśmy materiał dla naszej telewizji. Samochody wzięliśmy oczywiście nasze, orkiestrowe, bo kto by tam ryzykował wypożyczanie na miejscu…

Pogapiłem się chwilę na obrazki pustyni, przez którą mknęło serduszko WOŚP i wpadły mi do głowy trzy myśli:

— Fajna zabawa, tak sobie pojechać wielką ekipą na wycieczkę do Afryki w ramach realizowania materiału do własnej telewizji.

— Jak im się opłaca robić taką eskapadę z Warszawy dla tylu osób, a jej efekty puścić w stacji, którą ogląda grono niewiele większe od uczestniczących w wyprawie?

— Po jaką cholerę Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy są wypasione terenowe samochody?

Później się dowiedziałem, że terenówki to pasja Jurasa…

A dziś szukając (nieskutecznie) jakichś archiwaliów z tej podróży, znalazłem wpis na blogu „Perły przed wieprze” sprzed ponad pięciu lat – długo przed Matką Kurką – pięknie opisujący „okołofundacyjną” działalność Owsiaka. CZYTAJ TUTAJ.

Zachęcam do lektury. Jest tam niemal wszystko – o finansowo-marketingowym perpetuum mobile, o tym, jak z zarządzania kapitałem WOŚP Jurek spełnia swoje marzenia, o tantiemach dla artystów grających „charytatywnie”, o wydatkach samorządów przy okazji corocznych finałów, o presji na TVP, ale też właśnie o nieistniejącej już telewizji Owsiaka – jak powstawała i co emitowała. Wciągająca lektura.

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...