Po obejrzeniu programu telewizyjnego, pokazującego jak Jerzy Owsiak, przy pomocy goryli wynajętych do obsługi imprezy, wyrzuca brutalnie ze swojej konferencji prasowej poświęconej WOŚP Michała Rachonia, dziennikarza telewizji Republika, byłem zszokowany. No, i naszły mnie wspomnienia. Skąd one?

WIĘCEJ: Skandal i awantura na konferencji Owsiaka! Szef WOŚP wyrzuca dziennikarzy za pytanie o dokumentację jego firmy!

Bo w swej skromnej praktyce reportera śledczego byłem wielokrotnie wyrzucany z różnych miejsc, przez różnych ludzi. Wymienię tylko kilka, bez trzymania się chronologii.

Był początek lata 2005 r. Pracowałem wtedy w tygodniku „Newsweek”. Moim celem był miejscowy „wicebaron” SLD Wiesław Ciesielski. Poseł kilku kadencji sejmowych, podczas których pełnił kierownicze funkcje w sejmowej komisji finansów publicznych. Zaś przez ostatnie cztery lata (2001-2004)  wiceministra finansów, a jednocześnie generalny inspektor kontroli skarbowej. A więc człowiek, który nadzorował całe państwowe służby, walczące z oszustwami podatkowymi i nielegalnymi dochodami.

Ponieważ odkryłem były duże rozbieżności między jego oświadczeniem majątkowym, składanym w Sejmie, a stanem posiadania, m.in. dwukrotnie zaniżoną wartość wielkiej willi pod Rzeszowem, kilkakrotnym zaniżeniu wartości rynkowej gruntów w Bieszczadach, kupionych za bezcen od miejscowej Agencji Rynku Rolnego i kilka innych niejasności finansowych, pokręciłem się tydzień w Rzeszowie. Na koniec pobytu złożyłem panu Ciesielskiemu wizytę w jego biurze ówczesnego szefa rzeszowskiego SLD. Po zadaniu pierwszego pytania, poprosił mnie grzecznie, ale stanowczo o natychmiastowe opuszczenie lokalu. Wiosną 1990 zostałem wzięty pod pachy i wyniesiony na zewnątrz kamienicy przy ulicy Marszałkowskiej z biura Lecha Grobelnego, właściciela słynnej Bezpiecznej Kasy Oszczędności.

Kilka miesięcy później, zostałem wyprowadzony przez ochroniarzy z firmy Janiny Chim, przyjaciółki Grzegorza Żemka, dyrektora FOZZ, jego prawej ręki w interesach, skazanej po 15 latach od czasu wykrycia afery FOZZ , na sześć lat więzienia.

W połowie lat 90 wyrzucił mnie ze swojej firmy, słynnego Uniwersalu, znajdującego się obok warszawskiej Rotundy , Dariusz Tytus Przywieczerski. W procesie FOZZ (był jednym z doradców Żemka) został skazany na trzy i pół roku więzienia za wyprowadzenie z Funduszu ok. 1,5 mln dolarów. W czasie procesu przebywał na Białorusi, skąd uciekł do Nowego Jorku i do dziś jest ścigany listem gończym. Na początku tego wieku umówiłem się z naczelnym lekarzem więziennictwa w biurze mieszczącym się we wspólnym obiekcie, łączącym się ze słynnym więzieniem przy Rakowieckiej . Funkcje naczelnego lekarza pełniła wówczas kobieta. Według oświadczenia jednego z jej podległych lekarzy ( wysłał je do Ministerstwa Sprawiedliwości, a kopię udało mi się zdobyć), owa pani doktor w służbowej rozmowie jednoznacznie zasugerowała mu, że zależy jej, aby ów podwładny wystawił jednemu z aresztantów, oczekującym na swój proces, zaświadczenie lekarskie, umożliwiające mu wyjście na wolność ze względów zdrowotnych. Sprawa nabierała dodatkowego smaczku, że ów aresztant był pierwszej wody gangsterem. Po wielu tygodniach, kiedy nie udało mi się potwierdzić jakichś uchwytnych więzi między ową panią naczelną doktor a aresztantem, zdecydowałem się poznać osobiście swoją bohaterkę. Nie był to wprawdzie ulotny kontakt, ale też nie długi. Kiedy zorientowała się po pierwszym pytaniu, co mnie do niej przywiodło, w gabinecie rozległ się krzyk, wzywający na pomoc sekretarkę, aby jak najszybciej wyprowadziła mnie na zewnątrz. Nie zdążyłem nawet dopić kawy, którą pani naczelny lekarz mnie podjęła.

Skąd mój szok po obejrzeniu programu z konferencji Jerzego Owsiaka? Otóż, po raz pierwszy spotkałem się z przypadkiem, kiedy całkowicie uczciwy człowiek, nie mający niczego złego na sumieniu, z taką bezwzględnością wyrzuca dziennikarza.